Jerzy Kawalerowicz: Uśmiech egipskiego Sfinksa

Jerzy Kawalerowicz
Jerzy Kawalerowicz Grzegorz Jakubowski Agencja FORUM

Chłopak z Galicji

Jerzy Kawalerowicz w początkach reżyserskiej kariery
Jerzy Kawalerowicz w początkach reżyserskiej karieryarchiwum Filmu Agencja FORUM

Epizod aktorski

Jerzy Kawalerowicz
Jerzy KawalerowiczMary Evans Picture LibraryAgencja FORUM

"Mężczyzna wybiera przedział, w którym siedzi piękna kobieta"

"Wsiadaj pan, no wsiadaj pan! Koniecznie chce pan trafić do szpitala?" - krzyczy konduktor do mężczyzny, który w ostatniej chwili skacze na stopnie wagonu. Tę scenę Zbigniew Cybulski zagrał w filmie "Pociąg". Osiem lat później, 8 stycznia 1967 roku, na Dworcu Głównym we Wrocławiu aktor próbował wskoczyć do ruszającego właśnie do Warszawy porannego ekspresu Odra, pośliznął się na stopniach wagonu, wpadł pod koła i zginął.
"Wsiadaj pan, no wsiadaj pan! Koniecznie chce pan trafić do szpitala?" - krzyczy konduktor do mężczyzny, który w ostatniej chwili skacze na stopnie wagonu. Tę scenę Zbigniew Cybulski zagrał w filmie "Pociąg". Osiem lat później, 8 stycznia 1967 roku, na Dworcu Głównym we Wrocławiu aktor próbował wskoczyć do ruszającego właśnie do Warszawy porannego ekspresu Odra, pośliznął się na stopniach wagonu, wpadł pod koła i zginął.Agencja FORUM
Pomysł filmu narodził się w sleepingu relacji Warszawa - Szczecin. Kawalerowicz pokonywał setki kilometrów, by spotkać się z Lucyną Winnicką, swą późniejszą żoną, pracującą w jednym z tamtejszych teatrów.

"Znalazłem się w sytuacji, kiedy nie było już miejscówek, więc konduktor postanowił umieścić mnie w przedziale, który wydawał się pusty - opowiadał reżyser w "Prywatnej historii kina". - Właścicielka biletu na to miejsce zjawiła się w ostatniej chwili, kiedy ja już się zagospodarowałem. Zaczęła się dziwna noc - przegadałem z tą panią parę dobrych godzin. Opowiadała mi swoje życie, a ja głównie słuchałem, prawie nie mówiąc nic o sobie. I z tego powstał pomysł filmu".

Winnicką na planie mąż traktował szczególnie surowo. "Chyba gorzej niż kogokolwiek innego. Pilnował, żeby mnie specjalnymi względami nie obdarzać" - wspominała po latach aktorka.
Pomysł filmu narodził się w sleepingu relacji Warszawa - Szczecin. Kawalerowicz pokonywał setki kilometrów, by spotkać się z Lucyną Winnicką, swą późniejszą żoną, pracującą w jednym z tamtejszych teatrów. "Znalazłem się w sytuacji, kiedy nie było już miejscówek, więc konduktor postanowił umieścić mnie w przedziale, który wydawał się pusty - opowiadał reżyser w "Prywatnej historii kina". - Właścicielka biletu na to miejsce zjawiła się w ostatniej chwili, kiedy ja już się zagospodarowałem. Zaczęła się dziwna noc - przegadałem z tą panią parę dobrych godzin. Opowiadała mi swoje życie, a ja głównie słuchałem, prawie nie mówiąc nic o sobie. I z tego powstał pomysł filmu". Winnicką na planie mąż traktował szczególnie surowo. "Chyba gorzej niż kogokolwiek innego. Pilnował, żeby mnie specjalnymi względami nie obdarzać" - wspominała po latach aktorka.Agencja FORUM
Trzecią osobą dramatu jest chłopak, Staszek (w tej roli Zbigniew Cybulski), zakochany w Marcie i podążający za nią, choć, jak można się domyślać, ona traktowała ich związek tylko jako przelotny romans. On jednak nie chce pogodzić się z ich rozstaniem.
Trzecią osobą dramatu jest chłopak, Staszek (w tej roli Zbigniew Cybulski), zakochany w Marcie i podążający za nią, choć, jak można się domyślać, ona traktowała ich związek tylko jako przelotny romans. On jednak nie chce pogodzić się z ich rozstaniem.Agencja FORUM
Krytycy pisali, że "Pociąg" trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty i podczas seansu widz cały czas ma nadzieję, że między Martą i Jerzym zrodzi się uczucie.

Recenzenci rozpisywali się o "wirtuozerskim popisie realizacyjnym" i "wnikliwych portretach psychologicznych bohaterów". "Jerzy Kawalerowicz rozprawia się z zaskakująco dużą ilością ludzkich problemów, doskonale wplatając też wątek kryminalny" - pisali. Lucynie Winnickiej obraz przyniósł międzynarodową sławę.
Krytycy pisali, że "Pociąg" trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty i podczas seansu widz cały czas ma nadzieję, że między Martą i Jerzym zrodzi się uczucie. Recenzenci rozpisywali się o "wirtuozerskim popisie realizacyjnym" i "wnikliwych portretach psychologicznych bohaterów". "Jerzy Kawalerowicz rozprawia się z zaskakująco dużą ilością ludzkich problemów, doskonale wplatając też wątek kryminalny" - pisali. Lucynie Winnickiej obraz przyniósł międzynarodową sławę.Agencja FORUM
Główni bohaterowie Marta (Lucyna Winnicka) i Jerzy (Leon Niemczyk) przez pomyłkę przy zakupie biletów zmuszeni są spędzić ze sobą długą podróż w jednym przedziale w wagonie sypialnym. Oboje mają za sobą ciężkie przeżycia: ona - zawód miłosny, on (lekarz) - śmierć kilkunastoletniej pacjentki na stole operacyjnym.
Główni bohaterowie Marta (Lucyna Winnicka) i Jerzy (Leon Niemczyk) przez pomyłkę przy zakupie biletów zmuszeni są spędzić ze sobą długą podróż w jednym przedziale w wagonie sypialnym. Oboje mają za sobą ciężkie przeżycia: ona - zawód miłosny, on (lekarz) - śmierć kilkunastoletniej pacjentki na stole operacyjnym.Agencja FORUM
W drugiej połowie lat 70. zakończyła karierę aktorską, nagrywając ostatni film w 1977 roku - krótkometrażowy "Deja vu czyli skąd my to znamy" w reżyserii Krzysztofa Gradowskiego. - Szłam po niewłaściwych torach. Przyglądałam się wzajemnemu podgryzaniu i oskarżaniu o kradzież ról, nie umiałam walczyć o swoje, zamykałam się w skorupie - wyjaśniała tę decyzję po latach na łamach "Polityki". Po zerwaniu z aktorstwem zajęła się dziennikarstwem: publikowała w "Przekroju", "Literaturze"  i "Kurierze", jeździła po świecie, pisała książki. W Japonii zainteresowała się Dalekim Wschodem. - Walczyć zaczęły we mnie dwie dusze: solidna dusza artystki filmowej i zawadiacka podróżnika reportera - pisała. Po powrocie założyła Akademię Życia, w której uczyła medycyny niekonwencjonalnej i propagowała dalekowschodnią filozofię. Była też jedną z założycielek Transparency International Polska - organizacji do walki z korupcją. Ostatnie lata życia spędziła w domu spokojnej starości w Palmirach. Zmarła w 2013 r. w wieku 84 lat.
W drugiej połowie lat 70. zakończyła karierę aktorską, nagrywając ostatni film w 1977 roku - krótkometrażowy "Deja vu czyli skąd my to znamy" w reżyserii Krzysztofa Gradowskiego. - Szłam po niewłaściwych torach. Przyglądałam się wzajemnemu podgryzaniu i oskarżaniu o kradzież ról, nie umiałam walczyć o swoje, zamykałam się w skorupie - wyjaśniała tę decyzję po latach na łamach "Polityki". Po zerwaniu z aktorstwem zajęła się dziennikarstwem: publikowała w "Przekroju", "Literaturze" i "Kurierze", jeździła po świecie, pisała książki. W Japonii zainteresowała się Dalekim Wschodem. - Walczyć zaczęły we mnie dwie dusze: solidna dusza artystki filmowej i zawadiacka podróżnika reportera - pisała. Po powrocie założyła Akademię Życia, w której uczyła medycyny niekonwencjonalnej i propagowała dalekowschodnią filozofię. Była też jedną z założycielek Transparency International Polska - organizacji do walki z korupcją. Ostatnie lata życia spędziła w domu spokojnej starości w Palmirach. Zmarła w 2013 r. w wieku 84 lat.Zenon ZyburtowiczFotonova
Winnicką oglądaliśmy też jako Eleonorę w "Godzinie pąsowej róży" Haliny Bielińskiej (1963) i tytułową bohaterkę "Pamiętnika pani Hanki" Stanisława Lenartowicza (1963). O kreacji Winnickiej w tym ostatnim filmie Kołodyński powiedział: "Zagrała przedstawicielkę przedwojennej burżuazji. Zrobiła to z wielką klasą, bez szarży aktorskiej, a jednocześnie wyczuwa się jej dystans do tej roli, jakby krytycznie oceniała tę postać".
Winnicką oglądaliśmy też jako Eleonorę w "Godzinie pąsowej róży" Haliny Bielińskiej (1963) i tytułową bohaterkę "Pamiętnika pani Hanki" Stanisława Lenartowicza (1963). O kreacji Winnickiej w tym ostatnim filmie Kołodyński powiedział: "Zagrała przedstawicielkę przedwojennej burżuazji. Zrobiła to z wielką klasą, bez szarży aktorskiej, a jednocześnie wyczuwa się jej dystans do tej roli, jakby krytycznie oceniała tę postać". East News/POLFILM
W poniedziałek, 22 stycznia, mija dokładnie pięć lat od śmierci Lucyny Winnickiej, jednej z najwybitniejszych polskich aktorek, gwiazdy takich filmów, jak "Pociąg", 
"Matka Joanna od Aniołów" czy "Pamiętnik pani Hanki".
W poniedziałek, 22 stycznia, mija dokładnie pięć lat od śmierci Lucyny Winnickiej, jednej z najwybitniejszych polskich aktorek, gwiazdy takich filmów, jak "Pociąg", "Matka Joanna od Aniołów" czy "Pamiętnik pani Hanki".Zenon ZyburtowiczFotonova
"Zdumiewającym jest także jej epizod w filmie 'Na wylot' Grzegorza Królikiewicza z 1972 roku. Jest to film awangardowy, a ona gra tam właścicielkę zakładu fotograficznego. Jej postać wprowadzono na ekran na zasadzie kontrastu. Jest świetlista, piękna, czysta, a jednocześnie musi wyrzucić z pracy bohatera filmu, odbyć z nim dramatyczną rozmowę. Ten epizod trwa może 10 minut, ale jest to naprawdę duża rola - opisywał Andrzej Kołodyński. Później Winnicka wystąpiła jeszcze m.in. w filmach "Ognie są jeszcze żywe" (1976) oraz "Indeks" (1977).
"Zdumiewającym jest także jej epizod w filmie 'Na wylot' Grzegorza Królikiewicza z 1972 roku. Jest to film awangardowy, a ona gra tam właścicielkę zakładu fotograficznego. Jej postać wprowadzono na ekran na zasadzie kontrastu. Jest świetlista, piękna, czysta, a jednocześnie musi wyrzucić z pracy bohatera filmu, odbyć z nim dramatyczną rozmowę. Ten epizod trwa może 10 minut, ale jest to naprawdę duża rola - opisywał Andrzej Kołodyński. Później Winnicka wystąpiła jeszcze m.in. w filmach "Ognie są jeszcze żywe" (1976) oraz "Indeks" (1977).East News/POLFILM
Winnicką oglądaliśmy następnie w "Sposobie bycia" (1965) Jana Rybkowskiego, na planie którego towarzyszył jej Andrzej Łapicki. Kolejne filmy nie odnosiły jednak tak dużych sukcesów, jak te w których grała na początku kariery. Także w życiu prywatnym aktorki przestało się układać. W 1970 r. Kawalerowicz kręcił nad Morzem Śródziemnym "Maddalenę" z Włoszką Lisą Gastoni w roli głównej. W ręce Winnickiej wpadło czasopismo, w którym Gastoni zwierzała się z miłości do polskiego reżysera i planów wspólnego z nim zamieszkania. Niedługo później Kawalerowiczowie się rozwiedli, ale pozostali przyjaciółmi. On ożenił się po raz trzeci, ona już nigdy nie wyszła za mąż.
Winnicką oglądaliśmy następnie w "Sposobie bycia" (1965) Jana Rybkowskiego, na planie którego towarzyszył jej Andrzej Łapicki. Kolejne filmy nie odnosiły jednak tak dużych sukcesów, jak te w których grała na początku kariery. Także w życiu prywatnym aktorki przestało się układać. W 1970 r. Kawalerowicz kręcił nad Morzem Śródziemnym "Maddalenę" z Włoszką Lisą Gastoni w roli głównej. W ręce Winnickiej wpadło czasopismo, w którym Gastoni zwierzała się z miłości do polskiego reżysera i planów wspólnego z nim zamieszkania. Niedługo później Kawalerowiczowie się rozwiedli, ale pozostali przyjaciółmi. On ożenił się po raz trzeci, ona już nigdy nie wyszła za mąż.East News/POLFILM
Winnicka wyznała po latach, że dopiero na planie "Pociągu" naprawdę zrozumiała, co to jest film. I choć jej rolę doceniono, została wyróżniona na festiwalu w Wenecji, to świat miał ją naprawdę poznać dwa lata później. I zachwycić się jej urodą oraz wyjątkowym talentem. Wszystko za sprawą kreacji w kolejnym filmie Kawalerowicza - "Matka Joanna od Aniołów". Jego scenariusz powstał na motywach znanego opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza. Akcja utworu literackiego i filmu toczy się w XVIII wieku na Smoleńszczyźnie, w położonym na odludziu klasztorze. Miejscowe zakonnice wraz z ich przeoryszą Joanną opętał diabeł. Z pomocą przybywa młody egzorcysta - ksiądz Suryn...
Winnicka wyznała po latach, że dopiero na planie "Pociągu" naprawdę zrozumiała, co to jest film. I choć jej rolę doceniono, została wyróżniona na festiwalu w Wenecji, to świat miał ją naprawdę poznać dwa lata później. I zachwycić się jej urodą oraz wyjątkowym talentem. Wszystko za sprawą kreacji w kolejnym filmie Kawalerowicza - "Matka Joanna od Aniołów". Jego scenariusz powstał na motywach znanego opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza. Akcja utworu literackiego i filmu toczy się w XVIII wieku na Smoleńszczyźnie, w położonym na odludziu klasztorze. Miejscowe zakonnice wraz z ich przeoryszą Joanną opętał diabeł. Z pomocą przybywa młody egzorcysta - ksiądz Suryn...East News/POLFILM
Film wywołał protest polskiego episkopatu i Watykanu, a w Cannes dyplomatyczno-polityczny skandal i ponoć z tego powodu nie dostał Złotej Palmy, tylko Grand Prix. Ale rola Winnickiej spotkała się z jednoznacznymi pochwałami. "'Matka Joanna od Aniołów' to jej ogromna kreacja. Bardzo skomplikowana, dziwna. W tej roli wydobyła rodzaj wewnętrznego ciepła. To było nieoczekiwane, ponieważ jest to rola, która polega na kontraście historycznym. Z jednej strony opętanie przez demona, z drugiej strony dość intrygująca postać, która coś knuje. To była piękna rola, skomplikowana i interesująca" - podkreślał Andrzej Kołodyński.
Film wywołał protest polskiego episkopatu i Watykanu, a w Cannes dyplomatyczno-polityczny skandal i ponoć z tego powodu nie dostał Złotej Palmy, tylko Grand Prix. Ale rola Winnickiej spotkała się z jednoznacznymi pochwałami. "'Matka Joanna od Aniołów' to jej ogromna kreacja. Bardzo skomplikowana, dziwna. W tej roli wydobyła rodzaj wewnętrznego ciepła. To było nieoczekiwane, ponieważ jest to rola, która polega na kontraście historycznym. Z jednej strony opętanie przez demona, z drugiej strony dość intrygująca postać, która coś knuje. To była piękna rola, skomplikowana i interesująca" - podkreślał Andrzej Kołodyński.East News/POLFILM
Na planie ekranizacji teksu Tadeusza Dołęgi-Mostowicza towarzyszyła jej Teresa Szmigielówna, z którą była skonfliktowana od czasu wspólnej gry w "Pociągu". Panie nie dały jednak tego po sobie poznać... Co ciekawe, rywalki łączyło kilka podobieństw. Aktorkami zostały wbrew woli bliskich. Winnicka pod wpływem ojca, znanego adwokata, skończyła prawo, lecz po dyplomie zorientowała się, że nie chce całe życie występować w todze. Ciągnęło ją na scenę. Z kolei ojciec Szmigielówny, przedwojenny policjant, namawiał ją, żeby dała sobie spokój ze sztuką. Chciał widzieć córkę w lekarskim kitlu, toteż posłusznie poszła do liceum medycznego w rodzinnym Turku i przez kilka lat, lojalnie, nie wystąpiła nawet w żadnym szkolnym przedstawieniu. Dopiero na studniówce powiedziała jeden wiersz... To był przełom. Dawne marzenia wróciły z nową siłą.
Na planie ekranizacji teksu Tadeusza Dołęgi-Mostowicza towarzyszyła jej Teresa Szmigielówna, z którą była skonfliktowana od czasu wspólnej gry w "Pociągu". Panie nie dały jednak tego po sobie poznać... Co ciekawe, rywalki łączyło kilka podobieństw. Aktorkami zostały wbrew woli bliskich. Winnicka pod wpływem ojca, znanego adwokata, skończyła prawo, lecz po dyplomie zorientowała się, że nie chce całe życie występować w todze. Ciągnęło ją na scenę. Z kolei ojciec Szmigielówny, przedwojenny policjant, namawiał ją, żeby dała sobie spokój ze sztuką. Chciał widzieć córkę w lekarskim kitlu, toteż posłusznie poszła do liceum medycznego w rodzinnym Turku i przez kilka lat, lojalnie, nie wystąpiła nawet w żadnym szkolnym przedstawieniu. Dopiero na studniówce powiedziała jeden wiersz... To był przełom. Dawne marzenia wróciły z nową siłą.East News/POLFILM
Kariera Winnickiej rozpoczęła się za sprawą filmu "Pod gwiazdą frygijską" (1954) Jerzego Kawalerowicza. Była to kontynuacja również wyreżyserowanej przez niego "Celulozy". W poszukiwaniach odpowiedniej aktorki pomagał mu Czesław Petelski, który pomyślał o tym, by "rozejrzeć się" wśród studentek PWST w Warszawie.
Dla Winnickiej były to już drugie studia, ponieważ w 1950 roku ukończyła wydział prawa na Uniwersytecie Warszawskim. - Kawalerowicza poznałam w 1953 roku. Zostałam wraz z dwiema koleżankami zaproszona na zdjęcia próbne do roli Madzi. Zwróciłam na Jerzego uwagę, miał w sobie siłę, (...) z daleka można było wyczuć dużą indywidualność - wspominała po latach aktorka. Co ciekawe, ten na początku kręcił nosem, mówiąc, że Winnicka na zdjęciach wygląda jak... "rozdeptany mops".
Kariera Winnickiej rozpoczęła się za sprawą filmu "Pod gwiazdą frygijską" (1954) Jerzego Kawalerowicza. Była to kontynuacja również wyreżyserowanej przez niego "Celulozy". W poszukiwaniach odpowiedniej aktorki pomagał mu Czesław Petelski, który pomyślał o tym, by "rozejrzeć się" wśród studentek PWST w Warszawie. Dla Winnickiej były to już drugie studia, ponieważ w 1950 roku ukończyła wydział prawa na Uniwersytecie Warszawskim. - Kawalerowicza poznałam w 1953 roku. Zostałam wraz z dwiema koleżankami zaproszona na zdjęcia próbne do roli Madzi. Zwróciłam na Jerzego uwagę, miał w sobie siłę, (...) z daleka można było wyczuć dużą indywidualność - wspominała po latach aktorka. Co ciekawe, ten na początku kręcił nosem, mówiąc, że Winnicka na zdjęciach wygląda jak... "rozdeptany mops".East News/POLFILM
W latach 60. Winnicka wzięła udział w kilku kostiumowych filmach. Oglądaliśmy ją m.in. jako księżną Annę Danutę w "Krzyżakach" Aleksandra Forda (1960). Jak powiedział po śmierci gwiazdy historyk filmu Tadeusz Lubelski, Winnicka była typem aktorki, którego raczej nie znajdziemy w kinie naszych czasów, bowiem dziś filmowi bohaterowie kojarzą się raczej z gwałtownością, ekscentrycznością i wyrazistością. "Przewijają się dzisiaj jednak od czasu do czasu postaci tajemnicze, przykuwające uwagę, takie jak Winnicka. Te bardzo różne filmy, w których występowała, spajała tajemnicą kobiecości" - mówił Lubelski.
W latach 60. Winnicka wzięła udział w kilku kostiumowych filmach. Oglądaliśmy ją m.in. jako księżną Annę Danutę w "Krzyżakach" Aleksandra Forda (1960). Jak powiedział po śmierci gwiazdy historyk filmu Tadeusz Lubelski, Winnicka była typem aktorki, którego raczej nie znajdziemy w kinie naszych czasów, bowiem dziś filmowi bohaterowie kojarzą się raczej z gwałtownością, ekscentrycznością i wyrazistością. "Przewijają się dzisiaj jednak od czasu do czasu postaci tajemnicze, przykuwające uwagę, takie jak Winnicka. Te bardzo różne filmy, w których występowała, spajała tajemnicą kobiecości" - mówił Lubelski.East News/POLFILM
"Jej postać w tym filmie z chwili na chwilę staje się coraz bardziej intrygująca. Budowanie postaci i jej reakcje na to, co dzieje się wokół, to popis naprawdę nowoczesnego aktorstwa" - ocenił krytyk filmowy Andrzej Kołodyński. - "Lucyna Winnicka była dla mnie przykładem aktorki zdecydowanie filmowej, świadomej środków filmowych. Uważam, że w naszym kinie trudno szukać aktorki, która tak dobrze wyczuwała to medium".
"Jej postać w tym filmie z chwili na chwilę staje się coraz bardziej intrygująca. Budowanie postaci i jej reakcje na to, co dzieje się wokół, to popis naprawdę nowoczesnego aktorstwa" - ocenił krytyk filmowy Andrzej Kołodyński. - "Lucyna Winnicka była dla mnie przykładem aktorki zdecydowanie filmowej, świadomej środków filmowych. Uważam, że w naszym kinie trudno szukać aktorki, która tak dobrze wyczuwała to medium".East News/POLFILM
Później oboje z tego żartowali, bo sprawy szybko przybrały inny obrót. Żonaty Kawalerowicz zakochał się w 6 lat młodszej 26-letniej Winnickiej tak bardzo, że rozwiódł się, aby ją poślubić. A wcześniej pokonywał pociągiem trasę do Szczecina, by spotkać się z ukochaną, która grała tam w teatrze. Owocem tych "podróży" był nie tylko ich związek, ale też niezwykły film, który zarówno dla niego, jak i dla niej, stał się przełomowym momentem w życiu. Mowa oczywiście o "Pociągu" (1959), w którym Winnicka zagrała Leonem Niemczykiem i Zbigniewem Cybulskim.
Później oboje z tego żartowali, bo sprawy szybko przybrały inny obrót. Żonaty Kawalerowicz zakochał się w 6 lat młodszej 26-letniej Winnickiej tak bardzo, że rozwiódł się, aby ją poślubić. A wcześniej pokonywał pociągiem trasę do Szczecina, by spotkać się z ukochaną, która grała tam w teatrze. Owocem tych "podróży" był nie tylko ich związek, ale też niezwykły film, który zarówno dla niego, jak i dla niej, stał się przełomowym momentem w życiu. Mowa oczywiście o "Pociągu" (1959), w którym Winnicka zagrała Leonem Niemczykiem i Zbigniewem Cybulskim.East News/POLFILM

Zobacz również:

"Zrobiłeś film obrazoburczy"

"Wbrew pozorom, klasztornej scenerii i kostiumom bohaterów 'Matka Joanna od Aniołów' nie jest filmem traktującym o problemach religii; nie było w nim elementów polemiki z katolicyzmem czy fideizmem. Kawalerowicza interesował odwieczny problem człowieka wobec zakazu; natury ludzkiej wobec dobrowolnie przyjętych lub narzuconych ograniczeń; jednostki wobec ogółu" - Alicja Helman pisała na łamach "Filmu".

"Wybór czasu i miejsca akcji oraz historycznego kostiumu został dokonany tak, by nieustannie podkreślać jego drugorzędność, przypadkowość; realia zostały wybrane przede wszystkim z uwagi na ich wyraz plastyczny bądź symboliczny. Film rozgrywa się w pejzażu, który recenzenci nazwali 'księżycowym', o nieokreślonej porze roku i dnia; 'nigdy' i 'nigdzie', a więc zawsze i wszędzie - w znaczeniu metafizycznym. 'Matka Joanna od Aniołów' jest bowiem filmem o odwiecznym dramacie człowieka.  - dodawała Helman.
"Wbrew pozorom, klasztornej scenerii i kostiumom bohaterów 'Matka Joanna od Aniołów' nie jest filmem traktującym o problemach religii; nie było w nim elementów polemiki z katolicyzmem czy fideizmem. Kawalerowicza interesował odwieczny problem człowieka wobec zakazu; natury ludzkiej wobec dobrowolnie przyjętych lub narzuconych ograniczeń; jednostki wobec ogółu" - Alicja Helman pisała na łamach "Filmu". "Wybór czasu i miejsca akcji oraz historycznego kostiumu został dokonany tak, by nieustannie podkreślać jego drugorzędność, przypadkowość; realia zostały wybrane przede wszystkim z uwagi na ich wyraz plastyczny bądź symboliczny. Film rozgrywa się w pejzażu, który recenzenci nazwali 'księżycowym', o nieokreślonej porze roku i dnia; 'nigdy' i 'nigdzie', a więc zawsze i wszędzie - w znaczeniu metafizycznym. 'Matka Joanna od Aniołów' jest bowiem filmem o odwiecznym dramacie człowieka. - dodawała Helman.archiwum Filmu Agencja FORUM
Przez wiele lat Lucyna Winnicka była żoną Jerzego Kawalerowicza. Jej kariera filmowa związana była przede wszystkim z tym wybitnym twórcą. "Byłam pierwszą żoną angażowaną w Polsce przez męża reżysera, co trochę napsuło ludziom krwi" - wspominała aktorka.

 Zagrała w większości jego filmów, ale roli, która okazała się jej najsłynniejszą - w "Matce Joannie od Aniołów" - Kawalerowicz wcale nie chciał jej powierzyć. Tak długo przekonywała męża, aż uległ. Fenomenalną grę Winnickiej doceniła Francuska Akademia Filmowa, przyznając jej Kryształową Gwiazdę dla najlepszej aktorki zagranicznej.
Przez wiele lat Lucyna Winnicka była żoną Jerzego Kawalerowicza. Jej kariera filmowa związana była przede wszystkim z tym wybitnym twórcą. "Byłam pierwszą żoną angażowaną w Polsce przez męża reżysera, co trochę napsuło ludziom krwi" - wspominała aktorka. Zagrała w większości jego filmów, ale roli, która okazała się jej najsłynniejszą - w "Matce Joannie od Aniołów" - Kawalerowicz wcale nie chciał jej powierzyć. Tak długo przekonywała męża, aż uległ. Fenomenalną grę Winnickiej doceniła Francuska Akademia Filmowa, przyznając jej Kryształową Gwiazdę dla najlepszej aktorki zagranicznej.Marek ZurnAgencja FORUM
"W noweli Iwaszkiewicza zainteresowała mnie sprawa, która jest bardzo bliska nam wszystkim: sprawa uczuć. To jest film o naturze człowieka. Mimo bardzo specyficznego doboru postaci i realiów rozgrywa się w filmie konflikt uczuć ludzi w habitach o psychice ludzi bez habitów" - mówił Jerzy Kawalerowicz.
"W noweli Iwaszkiewicza zainteresowała mnie sprawa, która jest bardzo bliska nam wszystkim: sprawa uczuć. To jest film o naturze człowieka. Mimo bardzo specyficznego doboru postaci i realiów rozgrywa się w filmie konflikt uczuć ludzi w habitach o psychice ludzi bez habitów" - mówił Jerzy Kawalerowicz.Mary Evans Picture LibraryAgencja FORUM
"Kawalerowicz dotknął w tym filmie wstydliwych stron psychiki ludzkiej: dławionych w sobie odruchów buntu wobec codzienności i sztywnych reguł życia. 'Matka Joanna od Aniołów' jest wspaniałym renesansowym gestem sprzeciwu, który pobudza wyobraźnię, sumienie, intelekt" - Bolesław Michałek pisał w 1961 roku na łamach "Nowej Kultury".
"Kawalerowicz dotknął w tym filmie wstydliwych stron psychiki ludzkiej: dławionych w sobie odruchów buntu wobec codzienności i sztywnych reguł życia. 'Matka Joanna od Aniołów' jest wspaniałym renesansowym gestem sprzeciwu, który pobudza wyobraźnię, sumienie, intelekt" - Bolesław Michałek pisał w 1961 roku na łamach "Nowej Kultury".Mary Evans Picture LibraryAgencja FORUM
Film "Matka Joanna od aniołów" (1960) Jerzego Kawalerowicza powstał na motywach opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza, wydanego w 1946 roku. Autorem scenariusza był Tadeusz Konwicki. Akcja utworu literackiego i filmu toczy się w XVIII wieku na Smoleńszczyźnie, w położonym na odludziu klasztorze. Miejscowe zakonnice, wraz z ich przeoryszą Joanną, opętał diabeł. Z pomocą zgromadzeniu przybywa młody egzorcysta - ksiądz Suryn. Jego zabiegi, modlitwa i umartwienia okazują się jednak bezowocne. Co więcej, kapłanowi zaczyna się udzielać atmosfera dziwnego niepokoju, panująca w klasztorze. Ksiądz postanawia uleczyć ukochaną kobietę nawet za cenę grzechu śmiertelnego...
Film "Matka Joanna od aniołów" (1960) Jerzego Kawalerowicza powstał na motywach opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza, wydanego w 1946 roku. Autorem scenariusza był Tadeusz Konwicki. Akcja utworu literackiego i filmu toczy się w XVIII wieku na Smoleńszczyźnie, w położonym na odludziu klasztorze. Miejscowe zakonnice, wraz z ich przeoryszą Joanną, opętał diabeł. Z pomocą zgromadzeniu przybywa młody egzorcysta - ksiądz Suryn. Jego zabiegi, modlitwa i umartwienia okazują się jednak bezowocne. Co więcej, kapłanowi zaczyna się udzielać atmosfera dziwnego niepokoju, panująca w klasztorze. Ksiądz postanawia uleczyć ukochaną kobietę nawet za cenę grzechu śmiertelnego...ZRF "Kadr" East News
W produkcji wspaniałe kreacje stworzyli Lucyna Winnicka, która zagrała tytułową rolę matki Joanny oraz Mieczysław Voit jako młody egzorcysta, ksiądz Suryn. W 1961 roku na Międzynarodowym Festiwalu w Cannes film otrzymał Nagrodę Specjalną Jury, jednak jurorzy długo jednak zastanawiali się nad przyznaniem mu głównej nagrody - Złotej Palmy. Ostatecznie obraz przegrał z "Viridianą" Luisa Buñuela.
W produkcji wspaniałe kreacje stworzyli Lucyna Winnicka, która zagrała tytułową rolę matki Joanny oraz Mieczysław Voit jako młody egzorcysta, ksiądz Suryn. W 1961 roku na Międzynarodowym Festiwalu w Cannes film otrzymał Nagrodę Specjalną Jury, jednak jurorzy długo jednak zastanawiali się nad przyznaniem mu głównej nagrody - Złotej Palmy. Ostatecznie obraz przegrał z "Viridianą" Luisa Buñuela.ZRF "Kadr" East News

Zobacz również:

Supergigant polskiego kina

"Zdecydowałem się na Zelnika, chociaż wiedziałem, że byli lepsi aktorzy"

W 2006, podczas XI Festiwalu Gwiazd w Gdańsku, odcisnął dłoń na Promenadzie Gwiazd powstałej na wyspie Ołowiance.

Brał też udział w IV edycji programu "Jak oni śpiewają".  Ówczesny dyrektor artystyczny Teatru Nowego w Łodzi, przyznał że przez swoją decyzję był obiektem kuluarowych dowcipów swoich kolegów. "Jestem nie tylko dyrektorem, ale przede wszystkim aktorem, więc nie boję się ocen" - odpowiedział Zelnik w rozmowie "Faktem".

"Niektórzy koledzy z rozbawieniem przyjęli wiadomość o moim występie, ale ja traktuję to z przymrużeniem oka" - dodał ze spokojnym uśmiechem.

Zelnik odpadł w 5. odcinku, zajmując 12. miejsce.
W 2006, podczas XI Festiwalu Gwiazd w Gdańsku, odcisnął dłoń na Promenadzie Gwiazd powstałej na wyspie Ołowiance. Brał też udział w IV edycji programu "Jak oni śpiewają". Ówczesny dyrektor artystyczny Teatru Nowego w Łodzi, przyznał że przez swoją decyzję był obiektem kuluarowych dowcipów swoich kolegów. "Jestem nie tylko dyrektorem, ale przede wszystkim aktorem, więc nie boję się ocen" - odpowiedział Zelnik w rozmowie "Faktem". "Niektórzy koledzy z rozbawieniem przyjęli wiadomość o moim występie, ale ja traktuję to z przymrużeniem oka" - dodał ze spokojnym uśmiechem. Zelnik odpadł w 5. odcinku, zajmując 12. miejsce.AKPA
Ramzes XIII w filmie Jerzego Kawalerowicza "Faraon", "Doktor Murek" w serialu telewizyjnym na podstawie powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, Zygmunt August w serialu "Królowa Bona". Aktor Jerzy Zelnik kończy w poniedziałek, 14 września, 70 lat.
Ramzes XIII w filmie Jerzego Kawalerowicza "Faraon", "Doktor Murek" w serialu telewizyjnym na podstawie powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, Zygmunt August w serialu "Królowa Bona". Aktor Jerzy Zelnik kończy w poniedziałek, 14 września, 70 lat.Rafał LatoszekFotonova
Jerzego Zelnika możemy też oglądać na małym ekranie. W telenoweli TVP1 "Klan" wystąpił w roli Krzysztofa Malickiego, pierwszej wielkiej miłości Elżbiety Chojnickiej (Barbara Bursztynowicz). Ponadto zagrał również w serialach: "Teraz albo nigdy!", "Usta Usta" oraz "Rezydencja" (na zdjęciu).

W 2010 wszedł w skład komitetu poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich.
Jerzego Zelnika możemy też oglądać na małym ekranie. W telenoweli TVP1 "Klan" wystąpił w roli Krzysztofa Malickiego, pierwszej wielkiej miłości Elżbiety Chojnickiej (Barbara Bursztynowicz). Ponadto zagrał również w serialach: "Teraz albo nigdy!", "Usta Usta" oraz "Rezydencja" (na zdjęciu). W 2010 wszedł w skład komitetu poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich.Zbyszek KaczmarekEast News
W telewizyjnej adaptacji opowiadań Jarosława Iwaszkiewicza "Trzy młyny" pojawił się jako homoseksualny koneser sztuki zakochany w młodym chłopcu.
W telewizyjnej adaptacji opowiadań Jarosława Iwaszkiewicza "Trzy młyny" pojawił się jako homoseksualny koneser sztuki zakochany w młodym chłopcu.East News/POLFILM
Jerzy Zelnik urodził się w Krakowie, ale studia na Wydziale Aktorskim tamtejszej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej podjął w Warszawie. Zadebiutował na kinowym ekranie w 1963 roku w filmie "Smarkula".
Jerzy Zelnik urodził się w Krakowie, ale studia na Wydziale Aktorskim tamtejszej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej podjął w Warszawie. Zadebiutował na kinowym ekranie w 1963 roku w filmie "Smarkula".East News/POLFILM

Zobacz również:

Najtrudniejszy film w karierze

Zobacz również:

Jerzy Kawalerowicz mówił o "Austerii" jako filmowym fresku
Jerzy Kawalerowicz mówił o "Austerii" jako filmowym freskumateriały prasowe

Autentyczna pasja

Pierwsze fragmenty "Quo Vadis" zaprezentowano w maju 2001 roku w Cannes, gdzie ekipę reprezentowali: reżyser oraz odtwórcy głównych ról. 8-minutowy zwiastun obrazu wyświetlono w ramach Targów Filmowych towarzyszących festiwalowi filmowemu w Cannes.

"Niestety, cieszył się zainteresowaniem niemal wyłącznie polskich dziennikarzy" - relacjonował RMF FM.
Pierwsze fragmenty "Quo Vadis" zaprezentowano w maju 2001 roku w Cannes, gdzie ekipę reprezentowali: reżyser oraz odtwórcy głównych ról. 8-minutowy zwiastun obrazu wyświetlono w ramach Targów Filmowych towarzyszących festiwalowi filmowemu w Cannes. "Niestety, cieszył się zainteresowaniem niemal wyłącznie polskich dziennikarzy" - relacjonował RMF FM. Wojtek Rzazewski / Agencja SEEast News
Nikt nie przypuszczał też, że rola Ligii przypadnie wyjątkowo „kinogenicznej” modelce, studentce dziennikarstwa, Magdzie Mielcarz.
Nikt nie przypuszczał też, że rola Ligii przypadnie wyjątkowo „kinogenicznej” modelce, studentce dziennikarstwa, Magdzie Mielcarz. AKPA
Apostoła Piotra zagrał Franciszek Pieczka.

"Wydało mu się, że owa postać, którą przed sobą widział, jest dość prostaczą i nadzwyczajną, a co więcej, że ta nadzwyczajność wypływa właśnie z jej prostoty (...) wydał mu się nie jakimś arcykapłanem biegłym w ceremoniach, ale jakby prostym, wiekowym i niezmiennie czcigodnym świadkiem, który przychodzi z daleka, by opowiedzieć jakąś prawdę, którą widział, której dotykał, w którą uwierzył, jak wierzy się w oczywistość, i ukochał właśnie dlatego, że uwierzył. Była też w jego twarzy taka siła przekonania, jaką posiada prawda sama" - pisał w "Quo Vadis" Henryk Sienkiewicz.
Apostoła Piotra zagrał Franciszek Pieczka. "Wydało mu się, że owa postać, którą przed sobą widział, jest dość prostaczą i nadzwyczajną, a co więcej, że ta nadzwyczajność wypływa właśnie z jej prostoty (...) wydał mu się nie jakimś arcykapłanem biegłym w ceremoniach, ale jakby prostym, wiekowym i niezmiennie czcigodnym świadkiem, który przychodzi z daleka, by opowiedzieć jakąś prawdę, którą widział, której dotykał, w którą uwierzył, jak wierzy się w oczywistość, i ukochał właśnie dlatego, że uwierzył. Była też w jego twarzy taka siła przekonania, jaką posiada prawda sama" - pisał w "Quo Vadis" Henryk Sienkiewicz. AKPA
Rola Petroniusza przypadła Bogusławowi Lindzie.

"Lubo starszy i mniej atletyczny, piękniejszy był nawet od Winicjusza. Kobiety w Rzymie podziwiały nie tylko jego giętki umysł i smak, który mu zjednał nazwę arbitra elegancji, ale i ciało" - opisywał bohatera Henryk Sienkiewicz.
Rola Petroniusza przypadła Bogusławowi Lindzie. "Lubo starszy i mniej atletyczny, piękniejszy był nawet od Winicjusza. Kobiety w Rzymie podziwiały nie tylko jego giętki umysł i smak, który mu zjednał nazwę arbitra elegancji, ale i ciało" - opisywał bohatera Henryk Sienkiewicz.AKPA
Scenograf Janusz Sosnowski wyobraził sobie, że antyczną, słoneczną Italię da się wykreować lokalizując plany zdjęciowe w Tunezji, we Francji i w Polsce. Wystarczyło mu kilka miesięcy, by z ekipą współpracowników, zaprojektować i wbudować w Warszawie rzymski amfiteatr. 

W rekordowym tempie powstawały również inne, wielkie dekoracje, w tym nieprzewidziane w pierwotnych zamiarach Forum Romanum, które równie nieprzewidzianie spłonęło, notabene w ostatnim dniu zdjęć plenerowych w Polsce.
Scenograf Janusz Sosnowski wyobraził sobie, że antyczną, słoneczną Italię da się wykreować lokalizując plany zdjęciowe w Tunezji, we Francji i w Polsce. Wystarczyło mu kilka miesięcy, by z ekipą współpracowników, zaprojektować i wbudować w Warszawie rzymski amfiteatr. W rekordowym tempie powstawały również inne, wielkie dekoracje, w tym nieprzewidziane w pierwotnych zamiarach Forum Romanum, które równie nieprzewidzianie spłonęło, notabene w ostatnim dniu zdjęć plenerowych w Polsce. AKPA
Na ekranie oglądaliśmy również m.in. Agnieszkę Wagner (Poppea Sabina, żona Nerona, na zdjęciu), Krzysztofa Majchrzaka (Tygellinus, dowódca pretorianów Nerona), Jerzego Nowaka (chrześcijanin Kryspus), Zbigniewa Walerysia (Paweł z Tarsu), Danutę Stenkę (Pomponia Grecyna, opiekunka Ligii) czy Małgorzatę Foremniak (Chryzotemis, kochanka Petroniusza).
Na ekranie oglądaliśmy również m.in. Agnieszkę Wagner (Poppea Sabina, żona Nerona, na zdjęciu), Krzysztofa Majchrzaka (Tygellinus, dowódca pretorianów Nerona), Jerzego Nowaka (chrześcijanin Kryspus), Zbigniewa Walerysia (Paweł z Tarsu), Danutę Stenkę (Pomponia Grecyna, opiekunka Ligii) czy Małgorzatę Foremniak (Chryzotemis, kochanka Petroniusza).AKPA
Neronem na własne życzenie został Michał Bajor − napisał list do reżysera, został zaproszony na zdjęcia próbne i już pozostał na planie.
Neronem na własne życzenie został Michał Bajor − napisał list do reżysera, został zaproszony na zdjęcia próbne i już pozostał na planie.Piotr Liszkiewicz / Agencja SEEast News
- Specjalnie na potrzeby „Quo Vadis” wszystkie stroje dla aktorów były wykonywane ręcznie, haftowane złotą nicią i częstokroć patynowane, bo przecież nie każdy z nich miał wyglądać jak nowy - opowiadała kostiumolog Magdalena Tesławska.

W sumie uszyto 1200 kostiumów, na które zużyto 17,5 tys.metrów materiału.
- Specjalnie na potrzeby „Quo Vadis” wszystkie stroje dla aktorów były wykonywane ręcznie, haftowane złotą nicią i częstokroć patynowane, bo przecież nie każdy z nich miał wyglądać jak nowy - opowiadała kostiumolog Magdalena Tesławska. W sumie uszyto 1200 kostiumów, na które zużyto 17,5 tys.metrów materiału. Piotr Liszkiewicz / Agencja SEEast News
Operator Andrzej J. Jaroszewicz wspomina, że wspólnie z reżyserem wymyślili, że świat, który chcą przedstawić, ma być światem "przesyconym światłem, jasnym, przejrzystym, barwnym, ciepłym". 

- Nie stosowałem żadnych specjalnych technik. Nie chciałem wymyślać jakiegoś specjalnego światła, ani stosować takich zabiegów, które zmieniają się w zależności od tego, czy jest dramatycznie, czy nie. Nie chciałem zimnego obrazu w dramatycznych scenach, bo są to takie dość oklepane „sposobiki”. Jednocześnie chcieliśmy, żeby był to film trochę inny, niż dyktują współczesne mody, ponieważ fabuła filmu jest na tyle wyrazista i dramatyczna, że nie wymaga żadnych dodatkowych zabiegów. Powiedziałbym, że obraz w Quo Vadis jest skromny. Zdecydowałem, że obraz będzie nierozerwalnie związany i podporządkowany opowiadanej historii - dodał operator.

Na zdjęciu: Małgorzata Pieczyńska jako niewolnica Nerona - Akte.
Operator Andrzej J. Jaroszewicz wspomina, że wspólnie z reżyserem wymyślili, że świat, który chcą przedstawić, ma być światem "przesyconym światłem, jasnym, przejrzystym, barwnym, ciepłym". - Nie stosowałem żadnych specjalnych technik. Nie chciałem wymyślać jakiegoś specjalnego światła, ani stosować takich zabiegów, które zmieniają się w zależności od tego, czy jest dramatycznie, czy nie. Nie chciałem zimnego obrazu w dramatycznych scenach, bo są to takie dość oklepane „sposobiki”. Jednocześnie chcieliśmy, żeby był to film trochę inny, niż dyktują współczesne mody, ponieważ fabuła filmu jest na tyle wyrazista i dramatyczna, że nie wymaga żadnych dodatkowych zabiegów. Powiedziałbym, że obraz w Quo Vadis jest skromny. Zdecydowałem, że obraz będzie nierozerwalnie związany i podporządkowany opowiadanej historii - dodał operator. Na zdjęciu: Małgorzata Pieczyńska jako niewolnica Nerona - Akte.Piotr Liszkiewicz / Agencja SEEast News
Do charakteryzacji zużyto: 1000 szminek, 10 kg pudru kosmetycznego, 40 kompletów cieni, 1000 opakowań lakieru do włosów i 500 pudełek kremu ochronnego.

Użyto także 150 bród, 400 peruk, 100 półperuk, 150 warkoczy i splotów pojedynczych oraz 60 tupecików.
Do charakteryzacji zużyto: 1000 szminek, 10 kg pudru kosmetycznego, 40 kompletów cieni, 1000 opakowań lakieru do włosów i 500 pudełek kremu ochronnego. Użyto także 150 bród, 400 peruk, 100 półperuk, 150 warkoczy i splotów pojedynczych oraz 60 tupecików.Piotr Liszkiewicz / Agencja SEEast News
Na temat obsady głównych ról odbyła się w mediach niemal narodowa dyskusja. Swoimi decyzjami Jerzy Kawalerowicz wielu zaskoczył. Spodziewano się np., że w roli Ursusa pojawi się znany bokser wagi ciężkiej Andrzej Gołota, a został wybrany i świetnie się spisał wielokrotny medalista mistrzostw świata i Europy w judo − Rafał Kubacki.
Na temat obsady głównych ról odbyła się w mediach niemal narodowa dyskusja. Swoimi decyzjami Jerzy Kawalerowicz wielu zaskoczył. Spodziewano się np., że w roli Ursusa pojawi się znany bokser wagi ciężkiej Andrzej Gołota, a został wybrany i świetnie się spisał wielokrotny medalista mistrzostw świata i Europy w judo − Rafał Kubacki.Piotr Bujnowicz / FabrykaObrazuFotonova
W postać młodego Rzymianina, oficera legionów Marka Winicjusza wcielił się zaliczany do grona najpopularniejszych aktorów młodego pokolenia Paweł Deląg, który miał wówczas na koncie drugoplanowe role m.in. w "Szamance" Andrzeja Żuławskiego i "Ciemnej stronie Wenus" Radosława Piwowarskiego.
W postać młodego Rzymianina, oficera legionów Marka Winicjusza wcielił się zaliczany do grona najpopularniejszych aktorów młodego pokolenia Paweł Deląg, który miał wówczas na koncie drugoplanowe role m.in. w "Szamance" Andrzeja Żuławskiego i "Ciemnej stronie Wenus" Radosława Piwowarskiego. Piotr Bujnowicz / FabrykaObrazuFotonova
14 września 2016 mija dokładnie 15 lat od premiery "Quo Vadis" Jerzego Kawalerowicza.

Obraz reklamowany był jako "najdroższa produkcja w historii polskiej kinematografii". Reżyser mówił, że 18 mln dolarów - tyle bowiem wyniósł budżet produkcji - starczyło jedynie na zasugerowanie, czym była starożytność. 

"Wiedziałem o tym, że nie mogę starożytności odtworzyć. Nie ma takiej możliwości. Natomiast można zasugerować coś co jest wyobraźnią o starożytności i myślę, że nam się udało zasugerować co to znaczy starożytność" - Kawalerowicz mówił przed premierą w rozmowie z RMF FM.
14 września 2016 mija dokładnie 15 lat od premiery "Quo Vadis" Jerzego Kawalerowicza. Obraz reklamowany był jako "najdroższa produkcja w historii polskiej kinematografii". Reżyser mówił, że 18 mln dolarów - tyle bowiem wyniósł budżet produkcji - starczyło jedynie na zasugerowanie, czym była starożytność. "Wiedziałem o tym, że nie mogę starożytności odtworzyć. Nie ma takiej możliwości. Natomiast można zasugerować coś co jest wyobraźnią o starożytności i myślę, że nam się udało zasugerować co to znaczy starożytność" - Kawalerowicz mówił przed premierą w rozmowie z RMF FM.Piotr Bujnowicz / FabrykaObrazuFotonova
Film Kawalerowicz obejrzało w polskich kinach rekordowe 4,3 mln widzów, co przyniosło "Quo Vadis" Nagrodę Stowarzyszenia "Kina Polskie" - Brylantowy Bilet.
Film Kawalerowicz obejrzało w polskich kinach rekordowe 4,3 mln widzów, co przyniosło "Quo Vadis" Nagrodę Stowarzyszenia "Kina Polskie" - Brylantowy Bilet.Piotr Bujnowicz / FabrykaObrazuFotonova
Nie wszystko w trakcie prac nad filmem przebiegało zgodnie z planem. Nie spodziewano się, że w Tunezji w maju będzie lał deszcz, że padać i wiać będzie w czerwcu na pamiętającym czasy rzymskie słynnym akwedukcie Pont du Gard, że lwy za dnia będą ospałe, że sierpniowa wichura uszkodzi dekoracje w Piasecznie... 

W rezultacie zamiast 110 było 127 dni zdjęciowych, a budżet filmu zwiększył się z 12 do 18 mln dolarów. W efekcie powstały jednak nie cztery, lecz sześć odcinków telewizyjnego serialu "Quo Vadis", który trafił na ekrany rok po kinowej premierze filmu.
Nie wszystko w trakcie prac nad filmem przebiegało zgodnie z planem. Nie spodziewano się, że w Tunezji w maju będzie lał deszcz, że padać i wiać będzie w czerwcu na pamiętającym czasy rzymskie słynnym akwedukcie Pont du Gard, że lwy za dnia będą ospałe, że sierpniowa wichura uszkodzi dekoracje w Piasecznie... W rezultacie zamiast 110 było 127 dni zdjęciowych, a budżet filmu zwiększył się z 12 do 18 mln dolarów. W efekcie powstały jednak nie cztery, lecz sześć odcinków telewizyjnego serialu "Quo Vadis", który trafił na ekrany rok po kinowej premierze filmu.Piotr Bujnowicz / FabrykaObrazuFotonova
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?