Widowisko wyprzedziło epokę. To jeden z ulubionych filmów Ridleya Scotta
Ridley Scott to nazwisko, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Brytyjski reżyser i producent ma na koncie dzieła, które na zawsze zapisały się w historii kina. "Gladiator", "Łowca androidów" czy "Thelma i Louise" to tylko część jego dorobku. Choć sam stworzył wiele arcydzieł, niejednokrotnie podkreślał, które filmy miały na niego największy wpływ. Wśród nich jest arcydzieło z 1968 roku - "2001: Odyseja kosmiczna" w reżyserii Stanleya Kubricka.
Zdaniem Scotta produkcja wyprzedziła epokę i nie bez powodu zajmuję wysoką pozycję wśród najwybitniejszych dzieł sci-fi w historii.
"Kubrick zrobił film, który wyprzedza wszystko o 50 lat jeśli chodzi o AI. '2001: Odyseja kosmiczna' to dzieło geniuszu, bo ostrzega nas, co się stanie, jeśli wpuścimy AI do naszego świata. Przejmie go i wystarczy, że wyłączy telefony komórkowe i już zapanuje chaos. Mógłby je wyłączyć dla zabawy" - powiedział w rozmowie z magazynem "Collider".
W zrealizowanej 58 lat temu produkcji bohaterowie używają płaskich, dotykowych ekranów, bliźniaczo podobnych do dzisiejszych tabletów. Prowadzą również międzyplanetarne rozmowy, które w dobie komunikatorów internetowych nie są niczym nadzwyczajnym, ale w latach 60. XX wieku trzeba było je wymyślić, do czego Kubrick zaprosił wyspecjalizowaną firmę, która miała zaprojektować urządzenia z przyszłości.
"2001: Odyseja kosmiczna": arcydzieło sci-fi. Do dziś zachwyca efektami specjalnymi
"2001: Odyseja kosmiczna" to jeden z najbardziej widowiskowych filmów w historii kina, który stał się symbolem gatunku science fiction. Film, inspirowany powieścią Arthura C. Clarke'a, to epicka podróż przez czas i przestrzeń, która zaczyna się na Ziemi w erze prehistorycznej, a kończy w niezbadanych zakątkach wszechświata.
Główny bohater, astronauta Dave Bowman, wyrusza w misję kosmiczną, której celem jest odkrycie tajemnicy monolitu o nieznanym pochodzeniu. Tytuł jest znany nie tylko z wizualnych efektów specjalnych, za które otrzymał Oscara, ale także z filozoficznych rozważań na temat ludzkiej ewolucji, technologii i nieśmiertelności.
Za reżyserię filmu odpowiada Stanley Kubrick, który stworzył prawdziwe arcydzieło z gwiazdorską obsadą. Główną rolę astronauty Dave'a Bowmana zagrał Keir Dullea, którego postać staje się kluczowa w ostatnich scenach. Partneruje mu Gary Lockwood w roli astronauty Franka Poole'a.

W filmie pojawia się także charakterystyczny głos Douglasa Raina, który wciela się w HAL 9000 - komputer pokładowy, będący jednym z najbardziej przerażających ekranowych antagonistów.
Po premierze recenzenci narzekali na bohaterów bez wyrazu oraz fabułę. Kubrick i współpracujący z nim Arthur C. Clarke wielokrotnie mówili, że jeśli ktoś zrozumie w pełni ich film, zawiedli jako twórcy. Jednoznaczność była ostatnią rzeczą, jaką chcieli osiągnąć.
Dziś produkcja uchodzi jednak za jedno z najwybitniejszych osiągnięć w światowej kinematografii. Reżyser zastosował rewolucyjne zabiegi, by przedstawić życie w przestrzeni kosmicznej. Gildia Autorów Efektów Specjalnych (UES) umieściła obraz na 3. miejscu w rankingu 50. filmów, których efekty specjalne miały największy wpływ na rozwój świata filmu. Przypomnijmy również, że dzieło Kubricka wywołało wiele debat i mocno oddziaływało na społeczeństwo. Przez całe dekady miłośnicy teorii spiskowych twierdzili, że lądowanie na Księżycu w lipcu 1969 roku zostało sfingowane przy użyciu materiałów stworzonych na potrzeby produkcji. Z kolei nieoczywista puenta sprawiła, że kinomani chętnie co jakiś czas wracają do dzieła i przy każdym seansie odnajdują coś nowego.
Zobacz też:
Polacy pokochali tę komedię. Kontynuacja powtórzy spektakularny sukces?











