Jan Nowicki doświadczył w swoim życiu i wielkiej biedy, i wielkiego bogactwa. Nie przywiązywał wagi do pieniędzy, a pytany o nie, żartował, że dobrze, jeśli są, ale nie jest to warunek, żeby być szczęśliwym. "Wyszedłem z małego miasteczka, z autentycznej biedy. Byliśmy tak biedni, że nawet na marzenia nas nie było stać" - powiedział "Gazecie Lubuskiej", wspominając dzieciństwo.
"Jak już okropnie dużo zarabiałem, to w ogóle mnie to nie bawiło, ale kiedy wydałem ostatni milion, znów stałem się... ciekawym człowiekiem" - żartował z kolei w rozmowie z "Angorą".

Jan Nowicki: Przez rok pracował w kopalni, żeby zarobić na utrzymanie
Odtwórca roli Wielkiego Szu w kultowym filmie Sylwestra Chęcińskiego urodził się dwa miesiące po wybuchu II wojny światowej.
"Może dlatego, że w dzieciństwie nie nauczyłem się marzyć, nigdy nie miałem żadnych oczekiwań. Pozwoliłem po prostu nieść się fali" - opowiadał na łamach "Gazety Lubuskiej".
Jan Nowicki nie krył, że dorastał w biedzie...
"Mieliśmy kozę. Ona jedna potrafiła wyżywić całą rodzinę! W czasie wojny, gdy nie było trawy albo siana, karmiliśmy naszą kozę niemieckimi ulotkami, a ona dawała nam mleko" - wyznał Ninie Terentiew w programie "Zwierzenia kontrolowane".
Nastoletni Jan nie był zbyt pilnym uczniem. Zanim w końcu udało mu się zdać maturę, zaliczył aż siedem różnych szkół średnich - chodził m.in. do Technikum Przemysłowo-Pedagogicznego w Radziejowie, uczył się na frezera, przez kilka miesięcy uczęszczał do liceum kulturalno-oświatowego w Bydgoszczy.
"Egzamin dojrzałości zaliczyłem w Łodzi, potem dostałem się do tamtejszej filmówki, skąd wyrzucono mnie bardzo szybko, bo zdarzało mi się tygodniami nie pojawiać na zajęciach" - wspominał.
Zanim zdecydował się powalczyć o indeks krakowskiej szkoły teatralnej, przez rok pracował w kopalni.
"Miałem 20 lat i codziennie musiałem zjeżdżać do pracy głęboko pod ziemię. Wtedy wydoroślałem, dojrzałem. Wcześniej nie wiedziałem, kim mam być. Interesowało mnie piwo, karty, dziewczyny, a nie przyszłość. Aktorem tak naprawdę zostałem przez przypadek" - powiedział "Echu Dnia".
Jan Nowicki: Do czterdziestki mieszkał w wynajętym pokoju...
Jan Nowicki był jeszcze studentem, gdy po raz pierwszy stanął przed kamerą na planie spektaklu telewizyjnego "Ta trzecia". Odbierając w 1964 roku dyplom ukończenia Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, miał już na koncie trzy kreacje w Teatrze TV i rolę w "Popiołach" Andrzeja Wajdy.
Niecałe pięć lat po ukończeniu studiów mógł się pochwalić pracą z najlepszymi z najlepszych: zagrał Ketlinga w "Panu Wołodyjowskim" Jerzego Hoffmana, Sobotę w "Życiu rodzinnym" Krzysztofa Zanussiego, Orawca w "Dziurze w ziemi" Andrzeja Kondratiuka i Jana w "Trzeciej części nocy" Andrzeja Żuławskiego, a Starym Teatrze, dokąd trafił prosto ze szkoły, występował w spektaklach Konrada Swinarskiego, Jerzego Jarockiego i Zygmunta Hübnera. A przecież najlepsze role miał dopiero przed sobą. Przed sobą miał także... bogactwo.
"Dziś młodzi aktorzy są zdecydowanie zamożniejsi. Ja w wieku 40 lat mieszkałem w wynajętym pokoju. Byłem biedny, ale to nie miało najmniejszego znaczenia. Ja wolę być biedny i kręcić "Sanatorium pod klepsydrą" niż bogatym i robić "Kiepskich" - stwierdził w wywiadzie dla "Tele Tygodnia".
Jan Nowicki: Zarobił ogromne pieniądze, a potem wszystko stracił!
Jan Nowicki zaczął naprawdę dobrze zarabiać dopiero pod koniec lat 70., gdy był już gwiazdą.
"Zarabiałem tyle, że nie dałem rady wydawać tych pieniędzy" - wyznał w "Twoim Stylu".
Aktor nie przejął się wcale, gdy biznes, w który zainwestował ogromne pieniądze, nie wypalił...
"Sto tysięcy dolarów pofrunęło! Ale w końcu, jakiś czas później, mi się udało... Po 1989 roku ktoś powiedział, że jest już u nas kapitalizm, więc pomyślałem: Mam pieniądze, kupię maszyny, zatrudnię ludzi i będziemy coś produkować" - opowiadał gospodyni "Zwierzeń kontrolowanych".
Niestety, po pewnym czasie Jan Nowicki dostrzegł, że tylko jemu zależy na tym, by firma, którą stworzył, funkcjonowała.
"Marzyłem, że zbuduję imperium, ale okazało się, że zamiast firma mnie, to ja musiałem utrzymywać firmę, grając po kilka ról miesięcznie w teatrze telewizji. Znów straciłem pieniądze" - wspominał.

Jan Nowicki: Żył z tego, że był interesującym człowiekiem...
Jan Nowicki był już po pięćdziesiątce, gdy po latach prosperity znów stał się - jak sam mówił - "gołodupcem z interesującą historią do opowiadania" i... zaczął na tym zarabiać.
"Zaczęto się mną interesować, zapraszać do różnych tokszołów, do przecinania wstęg, otwierania tego czy tamtego. Ale to był sposób, żebym się jakoś utrzymał. Tak więc żyję z tego, że jestem w miarę ciekawym człowiekiem. Tu się dziubnie, tam się dziubnie i jakoś leci" - powiedział w "Zwierzeniach kontrolowanych".
Jan Nowicki bardzo nie lubił, gdy nazywano go wybitnym aktorem. Twierdził, że może był dobry w niektórych rolach, ale do Jacka Nicholsona, do którego go kiedyś porównywano, jest mu bardzo daleko.
Choć produkcje z jego udziałem przyciągały do kin i przed telewizory miliony widzów, on nigdy ich nie oglądał, bo uważał, że to strata czasu.
"To dla mnie zupełnie jasne, że jeżeli zagrałem tak wiele, to dlatego, że jestem aktorem średnim, a nie wybitnym. Reżyserzy boją się angażować wybitnych. Im więcej filmów, tym gorzej z aktorem" - stwierdził w wywiadzie.
"Wstydzę się, że byłem aktorem. Moja profesja całe życie mnie drażniła, rozpraszała, zabierała cenny czas. Aktorstwo to zawód podrzędny i byle jaki. Dlatego nie chcę już go dłużej uprawiać" - wyznał kilka lat temu "Tele Tygodniowi", tłumacząc, dlaczego nagle zniknął z ekranów i ze sceny.
Zobacz też:
Jan Nowicki nie żyje. Wybitny polski aktor miał 83 lata
Jan Nowicki nie żyje. Z Martą Meszaros był w wolnym związku niemal 30 lat! Dlaczego się rozeszli?


















