Reklama

Irena Karel: Niesłusznie zapomniana

Była polską Brigitte Bardot. Mężczyźni się w niej kochali, a kobiety zazdrościły jej seksapilu. Nieprzeciętna uroda i aktorski talent otworzyły przed Ireną Karel drzwi, a do świata filmu, teatru i telewizji.

Irena Karel i Andrzej Łapicki w filmie "Poradnik matrymonialny" (1967)

Skromna, pracowita, a do tego piękna - Irena Karel miała w ręku wszystkie atuty. Aby zwiększyć swoje szanse na sukces, wzorem innych sławnych koleżanek, zmieniła nawet nazwisko. Ambitna lwowianka uznała bowiem, że Karel brzmi znacznie bardziej światowo niż Kiziuk.

Reklama

Na egzaminy do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie trafiła dzięki nauczycielce polskiego, Kazimierze Majerowej. To ona namówiła nastolatkę, by spróbowała sił w konkursie recytatorskim. Tam po raz pierwszy pokazała, że ma nie tylko wygląd, ale również talent. Przeszła jak burza przez kolejne etapy, aż do tych ogólnopolskich.

Azja jej nie chciał

Sukces dodał jej pewności siebie, gdy trafiła przed oblicze komisji egzaminacyjnej w PWST. Jej zadaniem było przedstawienie różnych interpretacji zdania: "Zdejmij, chamie, tę czapkę". (...) Znalazła się w gronie 19 szczęśliwców, którzy dostali wtedy indeksy. Był to nie lada wyczyn, bo konkurencja była ogromna. O status studenta ubiegało się 2000 kandydatów!

Wylądowała w doborowym towarzystwie. Jej kolegami z roku byli m.in. Jan Englert, Maciej Damięcki i Marian Opania.

Już rok po obronie dyplomu dostała pierwszą propozycję filmową. W 1965 roku wystąpiła w filmie "Pingwin" Jerzego Stefana Stawińskiego, a na planie poznała Zbigniewa Cybulskiego. Choć zagrała niewielką rólkę, widzowie zapamiętali atrakcyjną, zgrabną blondynkę, która była łudząco podobna do Brigitte Bardot.

Życie na Gorąco Retro

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Irena Karel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje