Reklama

Helmut Newton: Geniusz wyobraźni

Każdy może mieć wyobraźnię, ale nie taką jak Helmut Newton. Jego jest bogatsza, bardziej egzotyczna i przebiegła niż kogokolwiek innego. Jest geniuszem wyobraźni - mówił fotograf Matthew Klein. W kinach można oglądać dokument "Helmut Newton. Piękno i bestia" Gero von Boehma o życiu i pracy kontrowersyjnego twórcy.

Helmut Newton, czyli geniusz z piekła rodem?

"Uważam, że fotograf, podobnie jak grzeczne dziecko, powinien być widoczny, ale nie słyszany. Sądzę też, że fotografia nie wymaga żadnego objaśnienia, z wyjątkiem być może oznaczenia daty, miejsca i tematu (...). Jak widać, jestem fotografem starej daty i ze sztuką nie mam nic wspólnego. Nigdy nie będę oddawać się intelektualnej rozmowie o mojej pracy" - pisał Newton w liście do swojego przyjaciela Jose Alvareza, przytoczonym w publikacji "Helmut Newton. Work" pod redakcją Manfreda Heitinga. Istotnie, przez całe życie stronił od pytań, niechętnie opowiadał o swoich zdjęciach, a jeszcze rzadziej mówił o życiu prywatnym. Tym cenniejsza jest podróż, którą widzowie mogą odbyć dzięki dokumentowi "Helmut Newton. Piękno i bestia" Gero von Boehma.

Reklama

Reżyser zbudował portret artysty ze wspomnień i opowieści jego współpracowników, m.in. Anny Wintour, Charlotte Rampling, Grace Jones, Isabelli Rossellini, Nadji Auermann, a także Claudii Schiffer. Przeplatają się one z wypowiedziami samego Helmuta i jego żony June Newton. W wywiadzie dla portalu Hyperallergic von Boehm wyznał, że przekonanie fotografa do udziału w filmie zajęło mu lata. "June też trzeba było długo przekonywać, ale w końcu obydwoje zgodzili się, bym filmował Helmuta w trakcie pracy i w sytuacjach prywatnych w Monte Carlo, Paryżu i Los Angeles. Ale najważniejsze sceny nakręciliśmy w Berlinie. Kochał miasto, w którym się urodził i często tam wracał. To wielki gest ze strony kogoś, kto kiedyś musiał uciekać przed nazistami" - zwrócił uwagę.

Helmut Newton, właściwie Helmut Neustädter, urodził się 31 października 1920 roku - 13 lat przed dojściem do władzy Adolfa Hitlera. Był synem Amerykanki i zamożnego żydowskiego producenta sprzączek i guzików. Początkowo kształcił się w Werner von Trotschke Gymnasium, a następnie w American School w Berlinie. Pasję fotograficzną przejawiał od młodych lat. Pieniądze na pierwszy aparat odłożył z kieszonkowego, gdy miał 12 lat. Natychmiast zaczął fotografować berlińskie ulice i metro. Niespełna cztery lata później rozpoczął praktykę u niemieckiej fotografki Else Ernestine Neuländer-Simon, nazywanej Yvą, która w 1942 r. została zamordowana przez hitlerowców.

Wspomnienia lat młodości i dzieciństwa znalazły odbicie w twórczości dojrzałego Newtona. Jego fotografie przesycała aura dekadenckiego Berlina lat 20. i estetyka zaczerpnięta z filmów ulubionej reżyserki Hitlera Leni Riefenstahl - zwłaszcza z dokumentalnej "Olimpiady", poświęconej letnim Igrzyskom Olimpijskim w Berlinie w 1936 r. Inspiracji tych nigdy się nie wypierał, choć wielokrotnie musiał odpierać krytykę. Trudno przecież winić kogokolwiek za to, w jakim miejscu i czasie dorastał.

W 1938 roku, gdy w Berlinie zaczęły nasilać się akty przemocy wobec ludności żydowskiej, Helmut wyjechał do Singapuru, gdzie rozpoczął pracę jako fotoreporter w "Singapore Straits Times". Po dwóch tygodniach został uznany przez kierownictwo redakcji za niekompetentnego pracownika i otrzymał wypowiedzenie. Porażkę przyjął z dużą pokorą i właściwym sobie humorem. Teraz już przynajmniej miał pewność, że newsy to nie jego świat.

PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Helmut Newton | Helmut Newton. Piękno i bestia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje