Gwiazdor "Avatara" nie radził sobie ze sławą. "Byłem emocjonalnym pijakiem"
Oprac.: Tomasz Bielenia
Gdy nikomu nieznany Sam Worthington dołączył do obsady jednego z najbardziej kasowych filmów w historii kina, wydawało się, że rola w "Avatarze" będzie niczym los wygrany na loterii. Jednak w tamtym czasie była dla aktora przepustką do piekła i tylko pogłębiła jego problemy z alkoholem. Z trudem radził sobie ze sławą, od której uciekał już w rodzimej Australii. Na szczęście od 2009 roku wiele się zmieniło. Worthington od ośmiu lat jest trzeźwy, rozgryzł, co chce prezentować na ekranie i zapewnia, że dziś jest bardziej gotowy promować kolejne dzieło Camerona.
Sam WorthingtonJesse GrantGetty Images
Mógł zapisać się w historii kina jako Bond, ale źle czuł się w garniturze a przede wszystkim brakowało mu klasy i uroku, jak to określił w szczerym wywiadzie dla "Variety". Zamiast tego Sam Worthington ze skromnym CV i kilkoma australijskimi produkcjami na koncie swoją niepokorną postawą sprawił, że James Cameron dostrzegł w nim Jake'a Sully’ego - bohatera swojego kolejnego filmu "Avatara". I pomyśleć, że zaskarbił sobie sympatię wielkiego filmowca... wściekłym wypluciem gumy do żucia w kamerę.
Sam Worthington: Nie wiedział nic na temat "Avatara"
Jak wyglądało przesłuchanie do jednego z najbardziej kasowych filmów w historii kina? Gwiazdor nie wiedział, co to za produkcja, ani kto jest reżyserem. Wszystko było wielką tajemnicą. Worthington miał odczytać krótką kwestię. Po latach wspomina, że był sfrustrowany, nie wiedział praktycznie nic na temat filmu, ostatecznie stwierdził więc, że to przesłuchanie jest stratą czasu i zamiast odczytać powierzoną mu kwestię, w przypływie buntu wypluł gumę. Tą szokującą postawą zwrócił na siebie uwagę filmowca, który mimo sprzeciwów studia filmowego upierał się, aby powierzyć rolę temu właśnie temu aroganckiemu aktorowi. "Sam był facetem, który sprawił, że chciałem za nim podążać, chciałem iść za nim do piekła, innym aktorom to się nigdy nie udało" - przyznał reżyser.
Wraz z premierą filmu przyszła wielka, międzynarodowa sława, z którą gwiazdor nie czuł się najlepiej. Jeszcze przed angażem do hollywoodzkiej produkcji, znany jedynie australijskiej publiczności, buntował się przeciwko rozpoznawalności. Sprzedał swój dobytek, wcisnął materac do samochodu i dosłownie zamieszkał w aucie.
Sam Worthingotn: Byłem emocjonalnym pijakiem
"Żyłem wtedy w Sydney i za każdym razem, gdy szedłem do baru, ludzie mnie rozpoznawali. Buntowałem się przeciwko temu" - wyjaśnił w wywiadzie. Po "Avatarze" ucieczki od jeszcze większej sławy szukał w alkoholu.
Nowe oblicze Sama Worthingtona zobaczyliśmy w policyjnym thrillerze Davida Ayera "Sabotaż" (2014, na zdjęciu). W ostatnim czasie aktora mogliśmy też oglądać w niezależnym obrazie "Cake" (gdzie jedną z najlepszych kreacji w karierze stworzyła Jennifer Aniston) oraz górskim dramacie "Everest".
Worthington pojawi się niedługo w nowym filmie Mela Gibsona "Hacksaw Ridge".materiały dystrybutora
W 2012 roku Worthington zagrał w filmie "Człowiek na krawędzi".
"Już sam tytuł zapowiada, że będzie chodziło o faceta stojącego na krawędzi, ale co z wszystkimi przeciwieństwami, którym musi stawić czoła? To nie tylko kwestia tego, czy skoczy, czy nie, lecz drugiego dna zawartego w tej opowieści" - tłumaczy aktor.
Worthington przyznaje również, że zgodził się wziąć udział w tym projekcie, ponieważ ma... lęk wysokości. A większość scen kręcono na prawdziwym gzymsie prawdziwego Roosevelt Hotel, kilkadziesiąt metrów nad ulicą Manhattanu!
materiały dystrybutora
Dwa lata później Worthington powrócił jako Perseusz w "Gniewie tytanów".
- Filmy, w których gram, mają wiele cech wspólnych: chociażby dwoistość moich postaci oraz ich indywidualizm. Perseusz był pół-człowiekiem, pół-bogiem. W "Terminatorze" mój bohater był na poły człowiekiem, na poły robotem; w "Avatarze" - w połowie człowiekiem, a w połowie wielkim, błękitnoskórym kosmitą. Wychodzi na to, że albo jestem popieprzony i staram się odnaleźć coś w sobie samym, albo po prostu lubię te cechy w fikcyjnych postaciach - tak aktor tłumaczył swoje zawodowe wybory.
East News
W 2010 roku Worthington otrzymał propozycję występu w superprodukcji "Starcie Tytanów". W opowieści o greckich bogach wcielił się w postać Perseusza.
- Nie miałem na sobie sandałów, tylko trampki. Namalowałem na nich palce stóp. Chłopaki zorientowali się dopiero po jakimś miesiącu, a ja tymczasem gnałem jak strzała i sam wykonywałem o zaawansowane popisy kaskaderskie. A oni męczyli się z brudem, który dostawał się im do sandałów, i potykali się na każdym kroku. Ja byłem tym spryciarzem, który zawsze biegł na przedzie - ujawnił w jednym z wywiadów.
Jay Maidment / Everett CollectionEast News
Starał się o rolę Jamesa Bonda w "Casino Royale". Nie udało się, ale dzięki temu "wypatrzył" go James Cameron i obsadził w "Avatarze", który stał się najbardziej kasowym filmem wszech czasów.
Głównym bohaterem filmu jest Jake Sully - były marine sparaliżowany od pasa w dół, jeżdżący na wózku. Kiedy dostaje propozycję wzięcia udziału w misji na Pandorze, w ogóle się nie waha, choć nie zna szczegółów.
"Niełatwo znaleźć młodego aktora, który jest silny, a jednocześnie wrażliwy" - uważa producent Jon Landau a reżyser James Cameron dodaje: "Nie napisaliśmy tej postaci. Szukaliśmy faceta, który po prostu będzie Jake'em".
20th Century Fox LicensingEast News
Tymczasem sławę Worthingtonowi przyniosła rola, którą zagrał chronologicznie później, ale film wszedł na ekrany przed "Avatarem". Mowa o "Terminatorze: Ocalenie". INTERMEDIA FILMSEast News
W 2006 roku Sam Worthington zagrał tytułową rolę w mrocznym thriller zrealizowanym w oparciu o "Makbeta" Szekspira.
Akcja opowieści przeniesiona została w czasy współczesne i rozgrywa się w świecie wielkomiejskich gangów. Macbeth to teraz płatny zabójca na usługach szefa gangu - Duncana. Pewnego dnia usłyszy przepowiednię, która wróży mu potęgę i bogactwo. Chcąc przyspieszyć jej spełnienie postanawia, za namową bezwzględnej żony, zgładzić Duncana i przejąć kierownictwo gangu. Zanim do tego dojdzie, poleje się morze krwi.
Everett CollectionEast News
Znany z ról w "Avatarze" oraz "Zmierzchu tytanów" Sam Worthington obchodzi we wtorek, 2 sierpnia, 40. urodziny.
Urodzony w Australii aktor jest obecnie jednym z najbardziej rozchwytywanych aktorów Hollywood. Zaczynał od małych ról w produkcjach takich jak "Wojna Harta", ale także odnosił znaczące sukcesy w rodzinnym kraju ("Salto", na zdjęciu).
- Pokutuje pogląd, że jestem twardym, heroicznym typem (...). Ale kiedy wykonuję swoją pracę, zanurzam się w odgrywane postaci i staram się ukształtować je z materiału, którym dysponuję jako człowiek. Mam nadzieję, że moja osobowość przekłada się na moich bohaterów. Nie wyrzekam się żadnego konkretnego typu filmów. Robię filmy, na które sam chciałbym pójść do kina - to chyba dobre kryterium wyboru. I rzeczywiście lubię chodzić na takie filmy" - twierdzi Worthington.
materiały dystrybutora
"Miasta na świecie znałem nie z dzielnic, czy zabytków, a ulubionych barów. Przed lotem samolotem wypijałem pięć kieliszków szampana" - wspomina. Gdy żona subtelnie dawała mu do zrozumienia, że pije za dużo on na początku nie dostrzegał problemu. "Myślałem, że to normalne. Nie lubiłem tego, kim byłem. Picie pozwalało mi przetrwać dzień" - wyznał. W pewnym momencie od picia swój dzień zaczynał i choć potrafił się z tym kryć, nałóg niemal zniszczył jego małżeństwo. "Byłem emocjonalnym pijakiem. Im dłużej piłem, stawałem się bardziej emocjonalny, nieobliczalny, rozdrażniony. W końcu moja żona postawiła mi ultimatum: 'możesz robić, co chcesz, ale nie muszę być przy tym'" - to dosłownie i w przenośni go otrzeźwiło.