Reklama

Reklama

Grażyna Wolszczak i Cezary Harasimowicz: Miłość nie przyszła od razu

Poznali się jeszcze na studiach, ale pokochali dopiero wiele lat później. Dzisiaj są idealnym przykładem miłości dojrzałej. Co więcej, od ponad 20 lat udowadniają, że można stworzyć trwały związek bez ślubu. Grażyna Torbicka i Cezary Harasimowicz dopełniają się nie tylko w życiu prywatnym, ale również zawodowym. Zapraszamy na kolejną część cyklu "Miłość w filmowym świecie".

"Kobieta z przeszłością i mężczyzna po przejściach wnoszą do związku dużo bagażu. Najlepiej od razu ustalić wzajemne potrzeby i oczekiwania. To trochę tak jak w nowej pracy. Co sobie wynegocjujesz na początku, to masz. Ale nasze negocjacje dotyczyły raczej drobnych spraw. Ja na przykład jestem bałaganiarą, a on ma wszystko równiutko poukładane. Nie awanturował się, że porozrzucane ciuchy mu przeszkadzają, tylko sam bez słowa je składał. Było mi wstyd, więc starałam się go uprzedzić, żeby nie musiał po mnie porządkować, i tak wypracowaliśmy kompromis" - mówiła Grażyna Wolszczak w jednym z wywiadów.

Reklama

Mijali się latami

Grażyna Wolszczak i Cezary Harasimowicz poznali się w młodości we Wrocławiu. Przyszła aktorka była wtedy po maturze, a scenarzysta uczył się w Studium Aktorskim przy Teatrze Polskim. Po raz pierwszy spotkali się na zajęciach prowadzonych przez Bogusława Lindę. Wtedy nic jeszcze nie wskazywało na to, że kiedyś będą szli razem przez życie. Po zajęciach ich drogi się rozeszły, aż do 1987 roku. Zagrali wtedy razem w filmie "Dondula" w reżyserii Pawła Trzaski. 

"Grałam w nim Cygankę, kobietę fatalną, o którą walczy dwóch zaprzyjaźnionych ze sobą mężczyzn. Zaciekła rywalizacja sprawia, że stają się wrogami. W jednego z nich wcielał się Adam Ferency, w drugiego - Cezary Harasimowicz. Nawet się wtedy pocałowaliśmy. Oczywiście służbowo, przed kamerami" - cytuje słowa aktorki portal Plejada.pl. 

Grażyna Wolszczak pochowała ukochanego męża

Aktorka miała już wtedy obrączkę na palcu. Jej wybrankiem był aktor Marek Sikora, który zyskał sławę jako nastolatek dzięki roli w kultowym serialu "Szaleństwo Majki Skowron". Swoją przyszłą żonę poznał w 1984 roku, kiedy pracowali razem w poznańskim Teatrze Nowym. Aktorka wspominała, że ich miłość nie narodziła się od razu. 

"Uważałam, że on jest o wiele za ładny, a ja o wiele za brzydka. Nie nosiłam bluzek z odsłoniętymi ramionami, bo wstydziłam się kościstych rąk. Mój nos był przyczyną udręki! Ciągle był za ładny, ale te zmarszczki sprawiły, że mimo swojej wielkiej urody zaczął mi się podobać" - wspominała po latach.

Marek Sikora i Grażyna Wolszczak wzięli ślub w 1986 roku, a trzy lata później urodził się ich syn. Rodzinne szczęście przerwała przedwczesna śmierć Marka Sikory. Reżyser zmarł w wieku 37 lat w wyniku udaru mózgu. "Po śmierci Marka zrozumiałam, że jeśli pogrążę się w rozpaczy, to trudno będzie potem wrócić do normalności. Całą energię skierowałam na stworzenie synowi normalnego życia, by jak najmniej odczuł stratę" - mówiła w rozmowie z magazynem "Świat&Ludzie" Grażyna Wolszczak.

Aktorka nie mogła sobie pozwolić na zatracenie w żałobie i rozpaczy. Zrobiła wszystko, by jej syn miał szczęśliwe dzieciństwo mimo straty ojca. Jednak samotne wychowanie dziecka nie było proste. Wolszczak musiała zrezygnować z wielu projektów artystycznych. W jednym z wywiadów przyznała, że była zmęczona i przytłoczona samotnością. Pewnego dnia napisała list do Boga z "zamówieniem na mężczyznę". "Marzył mi się seksowny monogamista" - mówiła ze śmiechem aktorka. 

Marek Sikora: Jego karierę przerwała tragedia. Aktor odszedł, mając zaledwie 36 lat

Mężczyznę "zamówiła" u Boga?

Kilka miesięcy później znajomy fotograf pokazał jej swoje portfolio. Na jednym ze zdjęć rozpoznała znajomego sprzed lat. Cezary Harasimowicz pozował z uśmiechem odsłaniając ramię, na którym miał wytatuowane azteckie słońce. Zdziwiona tą nietypową ozdobą aktorka postanowiła zadzwonić do Cezarego. Niestety, trafiła na złą chwilę: "Prawie natychmiast zadzwoniłam do niego, żeby pożartować z tego wizerunku, ale źle trafiłam. Czarek ponurym głosem poinformował mnie, że właśnie się rozwodzi. Był przygnębiony. Wycofałam się pospiesznie, mimo wszystko życząc mu szczęścia".

Znowu się rozminęli. Jednak los bywa przewrotny i po pewnym czasie znowu złączył drogi artystów. Po trudnym rozwodzie Cezary Harasimowicz zamieszkał z matką. Pewnego dnia przyniosła ona do domu magazyn, na którego okładce pozowała Grażyna Wolszczak. Kierowany nagłym impulsem postanowił napisać do aktorki wiadomość SMS. 

"Kiedyś niespodziewanie dostałam SMS o treści: pozdrowienia, Cezary H. Odpisałam, potem on, i tak w kółko. Zniecierpliwiona, bo w ten sposób trudno się rozmawia, zapytałam wprost czy idziemy na kawę. On niemal natychmiast oddzwonił i się umówiliśmy. Przyszedł z herbacianą różą. Pomyślałam: oho, czyżby to miała być randka? Ale przegoniłam tę myśl. Po prostu elegancki mężczyzna ma w zwyczaju przynosić kobietom kwiaty - tłumaczyłam sobie. Należę do osób, które szybko podejmują decyzje" - mówiła Grażyna Wolszczak w rozmowie z magazynem "Pani".

Para dość szybko zapałała do siebie gorącym uczuciem i zamieszkała razem. To aktorka zaproponowała, by ukochany przeniósł się do niej. Jednak scenarzysta się wahał. Wolszczak po latach wspominała, że nie chciał jej wykorzystywać. Uważał, że to mężczyzna powinien zapewnić kobiecie dach nad głową. "Trochę mnie to rozśmieszyło, ale też podobało mi się, że jest taki delikatny, trochę niedzisiejszy, że potrafi wsłuchiwać się w kobietę, reagować na jej potrzeby".

"Nie spiesz się z rozpakowywaniem"

Początki związku nie należały jednak do najłatwiejszych. Zakochani potrzebowali czasu alby się "dotrzeć". Starali się od razu wyznaczyć granice oraz zasady wspólnego funkcjonowania. Harasimowicz musiał również zjednać sobie syna aktorki. "Kiedy wnosiłem walizki, Filip powiedział: Nie spiesz się z rozpakowywaniem, mama i tak ci w końcu powie, że cię nie kocha" - wspominał. Na szczęście udało im się ułożyć pokojowe relacje, a aktorka przekonała do siebie córki partnera. Dzisiaj tworzą patchworkową rodzinę. 

Rozkwit miłości Wolszczak i Harasimowicza przypadł na czas, gdy aktorka zdecydowała się na powrót na ekrany. Mniej więcej w tym samym czasie ubiegała się o rolę w "Na Wspólnej". "Czarek trzymał za mnie kciuki podczas wieloetapowych castingów. O tym, że dostałam tę rolę, wiedział wcześniej ode mnie" - mówiła aktorka w rozmowie z magazynem "Tele świat". 

"Wtedy w Polsce były już oczywiście różne seriale, ale kręcono je metodą filmową, na jedną kamerę. My mieliśmy pracować na trzy kamery. Nikt nie umiał tego robić, dlatego wzięto reżysera z Australii, który pracował już w ten sposób. Był to Polak, Robert Klenner, który jest także aktorem i lata wcześniej pracował w jednym teatrze z Czarkiem (także wtedy aktorem). Tak więc Czarek miał na bieżąco przecieki z tej skomplikowanej układanki, jaką jest obsada serialu. Nie przekazywał mi, żeby nie zapeszyć, czasem w ostatniej chwili coś się zmienia. Tak się to wszystko zazębiło - zmiana w życiu prywatnym ze zmianą w pracy". 

Do szczęścia nie potrzebują ślubu

Chociaż na wspólne życie musieli trochę poczekać, to dzisiaj są jednym z najtrwalszych związków w polskim show-biznesie. Grażyna Wolszczak i Cezary Harasimowicz mogliby stanowić wzór zgodnego małżeństwa, ale nigdy nie zdecydowali się na zalegalizowanie związku. Media często rozpisują się o domniemanym ślubie pary, a nawet określają Cezarego Harasimowicza mianem "męża" aktorki. 

Niektórzy twierdzą, że to przez śmierć Marka Sikory aktorka nie chce zdecydować się na ponowny ślub. "Śmierć męża tak bardzo wstrząsnęła jej światem, że teraz boi się, że ślub może po raz drugi sprowadzić na nią nieszczęście. Dlatego cieszy się po prostu tym, co jest i nie chce planować przyszłości" - mówiła magazynowi "Rewia" znajoma pary. Jednak słowa aktorki zdają się przeczyć tej "teorii". 

"Kiedy pojawił się Czarek na horyzoncie, byłam już dojrzałą kobietą po przejściach. Wiedziałam, że jest dla mnie idealny i że byłabym kretynką, gdybym wypuściła z rąk takiego faceta. Instynkt mnie nie zawiódł. Ślubu nigdy nie wzięliśmy. Było z nami trochę tak jak w wierszu 'Żuraw i czapla'. Najpierw on mi się oświadczył, a ja powiedziałam: 'Poczekajmy z tym ślubem, kochanie, teraz podatki rozliczam jako samotna matka z dzieckiem, to bardzo korzystne'. Po latach lecieliśmy do Stanów, miałam pomysł, by wziąć ślub w Las Vegas, ale Czarek uznał, że teraz to on nie chce. Czyżby mała zemsta? I tak już zostało. Tak naprawdę ten papier jest nam już do niczego niepotrzebny" - podkreśla Grażyna Wolszczak. 

Miłość w filmowym świecie: Magdalena Cielecka i Andrzej Chyra. Kiedyś miłość, dziś przyjaźń

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Grażyna Wolszczak | Cezary Harasimowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL