Reklama

Reklama

"Gierek stał się hasłem marketingowym, które można dobrze sprzedać" [wywiad]

W piątek do kin wchodzi film "Gierek" w reżyserii Michała Węgrzyna. "Film, który wchodzi do kin, czyni jednak z Gierka głównego bohatera - to też pierwszy obraz, którego głównym bohaterem jest I sekretarz KC PZPR. Jeżeli trailer oddaje ducha tego dzieła, to obawiam się, że to bardziej opowieść fantastyczno-historyczna niż biograficzna" - mówi PAP dr hab. Andrzej Zawistowski, historyk z SGH oraz Instytutu Pileckiego.

W piątek do kin wchodzi film "Gierek" w reżyserii Michała Węgrzyna. "Film, który wchodzi do kin, czyni jednak z Gierka głównego bohatera - to też pierwszy obraz, którego głównym bohaterem jest I sekretarz KC PZPR. Jeżeli trailer oddaje ducha tego dzieła, to obawiam się, że to bardziej opowieść fantastyczno-historyczna niż biograficzna" - mówi PAP dr hab. Andrzej Zawistowski, historyk z SGH oraz Instytutu Pileckiego.
Michał Koterski i Małgorzata Kożuchowska w "Gierku"/ kadr z trailera filmu "Gierek" /materiały prasowe

Polska Agencja Prasowa: Do polskich kin wchodzi film "Gierek". Na ile życiorys Edwarda Gierka jest gotowym scenariuszem na film?

Prof. Andrzej Zawistowski:  - Życiorys każdej osoby, która pełniła ważną funkcję w kraju, jest materiałem na film. Chcę jednak przypomnieć, że nie pierwszy raz Gierek pojawia się jako bohater filmowy. Całkiem niedawno zaprezentowano serial, którego narracja wydaje się częściowo zbieżna z wchodzącym do kin filmem.

- Jednak tak naprawdę biografia Gierka tylko raz zainteresowała filmowców. Był to jednak obraz wycinkowy i propagandowy. Myślę o superprodukcji krajów bloku sowieckiego pt. "Żołnierze wolności" w reżyserii Jurija Ozierowa. Film ten pierwotnie nosił tytuł "Komuniści". Jednym z wielu owych komunistów był właśnie Edward Gierek, zagrany przez Edwarda Lubaszenkę. Gierek został przedstawiony jako ważny uczestnik konspiracji antyniemieckiej w Belgii. To oczywiście było nadużycie - postać Gierka została w tym obrazie wywyższona, aby dorównać wojennym biografiom innych przywódców komunistycznych państw, których sportretowano w filmie.

Reklama

- Film, który wchodzi do kin, czyni jednak z Gierka głównego bohatera - to też pierwszy obraz, którego głównym bohaterem jest I sekretarz KC PZPR. Jeżeli trailer oddaje ducha tego dzieła, to obawiam się, że to bardziej opowieść fantastyczno-historyczna niż biograficzna.

Zobacz też: Antoni Pawlicki ogolił głowę do roli w "Gierku"

Jaki wizerunek Gierka wyłania się zatem ze świadomości społecznej?

- Gierkowi ewidentnie pomaga tło, na którym występuje. Co oczywiste, jest nim jego poprzednik, czyli Władysław Gomułka i następca - choć nie bezpośredni - Wojciech Jaruzelski. Jednak takim tłem są także inni I sekretarze - dla większości dzisiejszego społeczeństwa albo postaci jednoznacznie negatywne, jak Bolesław Bierut, albo anonimowe lub bezbarwne jak Edward Ochab, Stanisław Kania czy nawet Mieczysław F. Rakowski.

- Na ich tle Gierek jawi się jako postać pełnokrwista, a jednocześnie w miarę przyzwoita. Może miał swoje słabości, nadużywał władzy, ale nie był zbrodniarzem i nie kazał strzelać do ludzi. Nie miał więc krwi na rękach jak stalinowski zbrodniarz Bierut, politycznie odpowiedzialny za zbrodnie w Poznaniu Ochab, winny strzelania do robotników na Wybrzeżu Gomułka czy Jaruzelski - autor stanu wojennego. Warto przypomnieć rymowankę, którą powtarzano na polskich ulicach po 13 grudnia 1981 r.: "Wracaj Edek do koryta, lepszy złodziej niż bandyta".

Zobacz też: "Gierek": Uroczysta premiera filmu

Z czego może wynikać zapotrzebowanie na film o Gierku właśnie dzisiaj?

- Okres czczenia pamięci Gierka już minął. Był taki moment, kiedy nadawano imię Gierka ulicom, rondom, a nawet sali gimnastycznej. Tuż po jego śmierci w 2001 r. negatywnie oceniało go tylko 6 proc. respondentów CBOS.

- Moim zdaniem nazwisko Gierek stało się hasłem marketingowym, które można dobrze sprzedać. Proszę pamiętać, że postać Edwarda Gierka pojawiła się nawet podczas kampanii prezydenckiej w 2010 r., i to wcale nie w kontekście negatywnym. Sprzedawana w sklepach "Kiełbasa jak za Gierka" nie miała nic wspólnego z czasami Edwarda Gierka. Przecież wówczas, poza początkiem dekady, wędliny w sklepach praktycznie nie było. Przypomnę, że gdy w 1975 r. wprowadzono podział na 49 województw, ulica żartowała, że to efekt dostosowania kraju na potrzeby losowania "Toto-lotka". Przedmiotem losowania miały być jednak nie nagrody pieniężne, lecz dostawy mięsa. W 1978 r. rymowano "Nie ma mięsa, nie ma gnata, Hermaszewski w kosmos lata". Nawet gdy wędlina w sklepach pojawiła się, powszechnie narzekano na jej jakość. A teraz w sklepach można kupić wyroby masarskie "jak za Gierka". To jest jedynie kwestia sentymentu. I nie do smaku, ale własnych wspomnień, z których czas usunął, co złe, a zostawił, co miłe.

Rozmawiała Anna Kruszyńska (PAP)


PAP
Dowiedz się więcej na temat: Gierek (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy