Jan Englert: Pełna sala? Wzruszające
Jan Englert ze sceny podziękował gościom za przybycie na premierę filmu, którego jest bohaterem. "To, że ta sala jest pełna, jest wzruszające" - wyznał.
Następnie zwrócił się do Beaty Ścibakówny, współproducentki filmu: "Dziękuję mojej żonie za to, że pozwoliła mi podsumować siebie samego bez mojego udziału, to znaczy z jej inicjatywy i dzięki pracy kolegów".
Jan Englert nie ukrywał zarazem, że nie przepada za odkrywaniem swej prywatności. "Na początku bardzo ciężko im było ze mną" - wspominał pracę ekipy zdjęciowej. - "A potem się do nich przyzwyczaiłem. Niemniej wizyta u mnie w domu to było przełamanie wszelkich tabu. Naprawdę, co widać w filmie, byłem zaskoczony, że siedzą u mnie w domu".
Aktor, reżyser i pedagog podkreślił, że choć 62 lata w zawodzie to niewątpliwie czas skłaniający do podsumowań, to chciałby jeszcze popracować i kogoś zadziwić. "To jest zawód zespołowy, który wymaga serdeczności odbiorcy" - zapewnił.
W Kinie Kultura serdeczności wobec artysty nie zabrakło. Przeciwnie, jego żart, że ten film to dopiero pierwsza część, wzbudził żywiołowy entuzjazm sali, na której zasiedli przyjaciele i współpracownicy bohatera wieczoru, a także wielbiciele jego niezwykłego talentu.
"Premiera pięknego, mądrego, pełnego humoru i autentyczności filmu o Janie Englercie. Wspaniały obraz, któremu się wierzy" - napisała Maja Komorowska w mediach społecznościowych, wyrażając tym samym powszechną opinię obecnych na premierze widzów.
Film "Jan Englert. Spróbuję jeszcze raz pofrunąć" dystrybuowany będzie w kinach studyjnych.










