Reklama

Reklama

"Filadelfia": 25 lat po premierze

22 grudnia 1993 roku w amerykańskich kinach swą premierę miała "Filadelfia" Jonathana Demme'a. Sądowy dramat o homoseksualnym prawniku, skarżącym byłą kancelarię za zwolnienie z powodu AIDS, okazał się ogromnym hitem. Uczynnił także z Toma Hanksa gwiazdę światowego formatu.

Denzel Washington i Tom Hanks w filmie "Filadelfia"

"Filadelfia" był jednym z pierwszych wysokobudżetowych filmów, dotykających kwestii homofobii i epidemii AIDS. Dotychczas Hollywood starało się unikać tego tematu.

Najgłośniejszym dziełem przedstawiającym środowisko gejowskie i jego reakcję na epidemię zakażeń wirusem HIV w latach 80. ubiegłego wieku byli dotychczas "Długoletni przyjaciele" (1990). Był to jednak film niezależny, a jego sukces artystyczny nie przełożył się na frekwencję - zarobił niewiele ponad cztery miliony dolarów.

"Filadelfia" opowiada o Andrew Becketcie, pracowniku największej kancelarii prawniczej w mieście. Mężczyzna ukrywa przed pracodawcami, że jest homoseksualistą i od kilku lat miesięcy choruje na AIDS. Gdy zostaje zwolniony, Andrew postanawia pozwać kancelarię. Do swojej sprawy angażuje czarnoskórego prawnika Joego Millera (Denzel Washington). Ten jest początkowo niechętny. Boi się, że przez kontakt z Andrew zarazi się AIDS, poza tym jest homofobem. Gdy widzi z jakim ostracyzmem jest traktowany Beckett, przezwycięża swoje uprzedzenia i bierze jego sprawę.

Reklama

Reżyser Jonathan Demme chciał, żeby jego film poszerzył świadomość społeczną na temat AIDS i związków homoseksualnych. Wedle Hanksa, nakręcono więcej scen dotyczących związku Becketta z jego partnerem Miguelem (Antonio Banderas); także jego intymnych aspektów. Wszystkie zostały jednak wycięte. Zamiast tego skupiono się na przebiegu AIDS u Andrew. Sceny kręcono w porządku chronologicznym, ponieważ Hanks drastycznie chudł, by przekonująco przedstawić kolejne stadia choroby swej postaci.

Hanks był jednym z pierwszych zaangażowanych aktorów. Więcej problemu stanowiło znalezienie odtwórcy roli Millera. Początkowo Demme chciał zaangażować aktora komediowego, by nieco złagodzić ton produkcji. Prowadzono nawet rozmowy z Robinem Williamsem. Rolą zainteresował się Washington, z którym Demme od zawsze chciał pracować. Poza tym reżyser uznał, że czarnoskóry aktor w roli Millera da postaci dodatkowy wymiar.

Podczas zdjęć Washington irytował Hanksa. Aktor musiał stopniowo zrzucać wagę. Z kolei odtwórca postaci Millera miał trochę przytyć. Często podczas przerw nieświadomy głodu Hanksa Washington siadał przed nim i zjadał tabliczkę czekolady.

Demme nalegał, by do jednej z pomniejszych ról zaangażować Rona Vawtera. Wytwórnia TriStar była jednak przeciwna temu pomysłowi, ponieważ aktor... był nosicielem wirusa HIV. Tłumaczona to względami finansowymi. W wypadku zatrudnienia Vawtera znacząco wzrosłyby koszty ubezpieczenia. Reżyser przekonał wytwórnię, że w wypadku tego filmu odmowa angażu z powodu choroby byłaby szczególnie niefortunna. Ostatecznie w filmie pojawiło się 50. nosicieli wirusa HIV. 40 z nich - w tym Vewter - zmarło kilka lat po zakończeniu produkcji.

"Filadelfia" okazała się ogromnym sukcesem. Film zarobił na całym świecie ponad 200 milionów dolarów. Został także doceniony przez krytyków. Ci szczególnie chwalili kreację Toma Hanksa w roli Becketta. Kojarzony do tej pory głównej z komediami aktor wykreował postać niespotykaną wówczas w mediach głównego nurtu - zadeklarowanego homoseksualistę, a przy tym postać niełatwą do polubienia z racji swojego charakteru. Za swoją rolę otrzymał szereg nagród, w tym Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie, Złoty Glob i Oscara.

Dziękując za ostatnie wyróżnienie Hanks wspomniał o swoim nauczycielu aktorstwa z liceum i koledze ze szkoły. Niechcący ujawnił ich orientację przed milionami widzów. Niezręczna sytuacja zainspirowała twórców komedii "Przodem do tyłu", w której nauczyciela (Kevin Kline) z konserwatywnej małej miejscowości spotyka identyczna historia.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje