Reklama

Reklama

"Faraon": Rozmachem dorównywał hollywoodzkiej "Kleopatrze"

Ekranizacja powieści Bolesława Prusa, z udziałem gwiazd polskiego kina - Jerzego Zelnika i Barbary Brylskiej, dorównywała rozmachem hollywoodzkiej "Kleopatrze". "Faraon" otrzymał nominację do Oscara w kategorii "najlepszy film nieanglojęzyczny", stał się również hitem polskich kin, gromadząc przed ekranami 9 mln widzów. 11 marca mija 55 lat od premiery głośnej produkcji Jerzego Kawalerowicza.

"To był film wielkich kłopotów" - tak podsumował po latach prace nad swym arcydziełem Jerzy Kawalerowicz. Nic dziwnego. Lata przygotowań, zdjęcia na trzech kontynentach, tysiące statystów, koszmarny upał i zakochani nie w porę aktorzy - mało kto potrafiłby nad tym zapanować.

Przygotowania do produkcji rozpoczęły się trzy lata przed rozpoczęciem zdjęć. Trzeba było "odtworzyć" starożytny Egipt i zrobić to lepiej niż Amerykanie w święcącej triumfy w 1963 roku "Kleopatrze".

"Film otrzymał dwa razy większy budżet niż 'Krzyżacy' i pełne poparcie władz dla współpracy produkcyjnej z ZSRR. 'Faraona' nie dało się nakręcić w Polsce, poza scenami we wnętrzach czy na mazurskim jeziorze udającym Nil. Można było współpracować z Egiptem, wówczas zaprzyjaźnionym z państwami komunistycznymi, ale generuje to ogromne koszty. Za dwie sekwencje pod piramidami i w Karnaku Polska musiała zapłacić w dolarach, co podobno pochłonęło jedną trzecią budżetu. Na szczęście dzięki wymianie barterowej z ZSRR otrzymał wsparcie statystów-żołnierzy sowieckich i plenery w Azji Środkowej, będących jednym z najpiękniejszych elementów filmu" - opowiadał w rozmowie z PAP filmoznawca z Muzeum Historii Polski dr Łukasz Jasina.

Reklama

Do pomocy zaangażowano najlepszych fachowców, a na czele ekipy konsultantów stanął słynny na całym świecie egiptolog i odkrywca zasypanych przez pustynię zabytków - profesor Kazimierz Michałowski. To dzięki niemu i jego znajomościom polscy scenografowie mogli buszować w magazynach kairskich muzeów, by na własne oczy zobaczyć i dotknąć bezcennych eksponatów, które uwieczniali na tysiącach rysunków.

Wysiłek się opłacił - nim przystąpiono do zdjęć, gotowe były kostiumy dla 10 tys. osób, 3 tys. par obuwia, 3,5 tys. peruk, 3 tys. tarcz, 600 maczug, 1000 toporów, 700 łuków, 2,5 tys. włóczni, 12 tys. strzał, 1000 mieczy, 60 kompletnych szat kapłańskich. Oraz, rzecz jasna, wspaniała biżuteria władcy starożytnego imperium.

W przypadku takiej produkcji scenografia oczywiście jest ważna, ale jeszcze ważniejsi są aktorzy. Kto zagra młodego Ramzesa? Która z aktorek wcieli się w kapłankę Kamę? Od tych decyzji mogło zależeć powodzenie filmu.

Kamę, czyli Barbarę Brylską, wypatrzył asystent reżysera na imprezie w studenckim klubie Hybrydy. "Aktorka w tej roli miała być bardziej rozebrana niż ubrana, więc liczyły się walory estetyczne. Musiała być młoda, harmonijnie zbudowana" - takie były wymagania reżysera.

Barbara Brylska nie była jedyną kandydatką, ale wygrała - nie tylko dzięki urodzie, ale też brakowi pruderii przy "rozbieranych" ujęciach. Wszystko wydawało się dograne, ale pojawiły się komplikacje. Aktorka była wtedy na drugim roku studiów warszawskiej szkoły teatralnej. Rektor Jan Kreczmar zabronił studentom grać w filmach. I choć Brylska otrzymała specjalne zezwolenie ministra kultury na udział w "Faraonie", ze studiów została skreślona.

To Brylska poleciła reżyserowi do roli młodego faraona kolegę z roku, Jerzego Zelnika. "On był nieprawdopodobnie pięknie zbudowany, poza tym bardzo inteligentny, władał angielskim" - wspomina aktorka. "Miałem ledwie 19 lat. Największym wyzwaniem było dla mnie to, że moja ukochana nie miała żadnej roli w plenerze i przez pięć miesięcy jej nie widziałem" - opowiada Jerzy Zelnik.

Ukochaną aktora była Barbara Brylska. "To była moja pierwsza pełna miłość" - wyznał po latach aktor. Sytuację komplikował fakt, że ona została w Polsce (zdjęcia z jej udziałem trwały tylko 5 dni), a on na czas realizacji "Faraona" musiał wyjechać z kraju.

Zdjęcia do "Faraona" kręcono na trzech kontynentach. Zdjęcia rozpoczęto je w łódzkiej wytwórni, Zalew Wiślany udawał Nil, na wyspie na jeziorze Kirsajty koło Giżycka "wyrosły" palmy. Następnie na ponad pół roku ekipa przeniosła się w okolice Buchary, na pustynię Kyzył-kum w Uzbekistanie i Kazachstanie. Z Polski do Uzbekistanu w 27 wagonach powędrował transport 40 tys. rekwizytów, dzięki którym 3 tys. radzieckich żołnierzy miało zmienić się w egipskie wojsko.

Już pierwszego dnia na planie ukradziono cały wagon drewna, z którego miały powstać dekoracje i niezbędne na planie filmowym budowle: świątynię boga Ptah i pałac faraona, a także magazyny, warsztaty, charakteryzatornie, bufet, stajnię i chłodnie. Szczególnie te ostatnie były stale wykorzystywane - temperatura w cieniu wynosiła bowiem 45 stopni. Praca w tych warunkach nie była łatwa.

"Charakteryzacja przeprowadzana na planie w warunkach pustynnych była piekłem. Myśmy jeszcze spali, a charakteryzatorki już zaczynały pracę. Jechały, kiedy jeszcze było ciemno, kilkadziesiąt kilometrów przez pustynię. Charakteryzatornia została wbudowana w ziemię, żeby było chłodniej. Pracowały godzinami, mdlały przy pracy" - wspominał operator Jerzy Wójcik.

Do historii kina przeszła scena biegu oficera Eunane (w tej roli Ryszard Ronczewski) przez pustynię. "Temperatura piasku była bliska 60 stopni, nogi miałem poparzone. Dwa dni to robiliśmy, nie wiem już, ile razy. (...) Skonstruowano platformę na grubych, miękkich oponach. Na niej był balkonik, na którym stał Witold Sobociński. Miał na ramieniu kamerę z bardzo dużą kasetą, bo musiała się tam zmieścić taśma na całe ujęcie. Platformę z tym wszystkim ciągnęli radzieccy żołnierze na sznurach. I musieli równo biec" - wspominał.

Tę najdłuższą w historii kina niemontowaną scenę pokazuje się do dziś w szkołach filmowych całego świata.

"Film Jerzego Kawalerowicza ma klasycznie amerykańską linię narracyjną, nie ma w nim żadnej sceny, która nie miałaby znaczenia w kontekście jego fabuły. Jest doskonale zrealizowany, ma świetną muzykę i dobrze się go ogląda. Dlatego też 'Faraon' został doceniony w Hollywood poprzez nominację do Oscara oraz dystrybucję w amerykańskich kinach" - wyjaśniał dr Łukasz Jasina.

Widzowie docenili perfekcyjną produkcję Jerzego Kawalerowicza. Premiera odbyła się 11 marca 1966 roku. Film obejrzała rekordowa widownia. Do kin poszło ponad 9 mln osób.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Faraon

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje