Ewa Ziętek świętuje jubileusz 50-lecia pracy scenicznej. "Rodzaj spowiedzi"

Oprac.: Tomasz Bielenia

Ewa Ziętek na próbie spektaklu "Nieostrość widzenia'
Ewa Ziętek na próbie spektaklu "Nieostrość widzenia'Paweł WodzyńskiEast News
Ewa Ziętek świętuje jubileusz 50-lecia pracy scenicznejNewseria Lifestyle/informacja prasowa
Ewa Ziętek w spektaklu "Nieostrość widzenia"
Ewa Ziętek w spektaklu "Nieostrość widzenia"Paweł WodzyńskiEast News

"Nieostrość widzenia": Trzy biografie

Zobacz również:

Ewa Ziętek świętuje 50-lecie pracy scenicznej

Zobacz również:

Ewa Ziętek: "Mieszanka dojrzałej kobiety i fascynującej dziewczynki"

Zapytana o sekret swojej świetnej formy i niespożytej wciąż energii, wyznaje, że potrafi cieszyć się nawet małymi rzeczami. - Trzeba się choć trochę uśmiechać, nawet jeśli nie jest dobrze, bo powstaje wtedy sprzężenie zwrotne i organizm myśli, że jest w porządku! A poza tym staram się do wszystkiego podchodzić z pokorą - dziękuję za wszystko, co mam - i żyć tu i teraz - wyznaje aktorka.
Zapytana o sekret swojej świetnej formy i niespożytej wciąż energii, wyznaje, że potrafi cieszyć się nawet małymi rzeczami. - Trzeba się choć trochę uśmiechać, nawet jeśli nie jest dobrze, bo powstaje wtedy sprzężenie zwrotne i organizm myśli, że jest w porządku! A poza tym staram się do wszystkiego podchodzić z pokorą - dziękuję za wszystko, co mam - i żyć tu i teraz - wyznaje aktorka.
W serialu "Złotopolscy" Ewa Ziętek występuje od początku trwania produkcji. Wciela się w niej w postać prowadzącej luskusową restaurację Marty, żony komendanta posterunku policji na Dworcu Centralnym - Wiesława (Paweł Wawrzecki).
W serialu "Złotopolscy" Ewa Ziętek występuje od początku trwania produkcji. Wciela się w niej w postać prowadzącej luskusową restaurację Marty, żony komendanta posterunku policji na Dworcu Centralnym - Wiesława (Paweł Wawrzecki).AKPA
W "Sztuce kochania" Jacka Bromskiego Ziętek zagrała Elizę - jedną z licznych wielbicielek seksuologa Olgierda Pasikonika.
W "Sztuce kochania" Jacka Bromskiego Ziętek zagrała Elizę - jedną z licznych wielbicielek seksuologa Olgierda Pasikonika.EAST NEWS/POLFILM
Wiosną 1987 roku, kiedy "Tulipan" po raz pierwszy pojawił się na ekranach polskich telewizorów, wybuchł skandal. Na serial posypały się gromy. Protestowały kobiety, duża część prasy, księża. Mówiono, że "Tulipan" propaguje nihilizm, demoralizuje, a postacie takie jak tytułowa powinny raczej zainteresować prokuraturę, a nie twórców filmów. Ewa Ziętek pojawiła się tylko w pierwszym odcinku, wcielając się w postać siostry granej przez Monikę Orłoś Karin.
Wiosną 1987 roku, kiedy "Tulipan" po raz pierwszy pojawił się na ekranach polskich telewizorów, wybuchł skandal. Na serial posypały się gromy. Protestowały kobiety, duża część prasy, księża. Mówiono, że "Tulipan" propaguje nihilizm, demoralizuje, a postacie takie jak tytułowa powinny raczej zainteresować prokuraturę, a nie twórców filmów. Ewa Ziętek pojawiła się tylko w pierwszym odcinku, wcielając się w postać siostry granej przez Monikę Orłoś Karin.
Aktorka nie bała się również odważniejszych obyczajowo ról. W filmie Jana Kidawy-Błońskiego "Trzy stopy nad ziemią"  wcieliła się w postać prostytutki.
Aktorka nie bała się również odważniejszych obyczajowo ról. W filmie Jana Kidawy-Błońskiego "Trzy stopy nad ziemią" wcieliła się w postać prostytutki.EAST NEWS/POLFILM
W "Nadzorze" Wiesława Saniewskiego - "wstrząsającym swą wiarygodnością zapisie losu kobiety zepchniętej niesprawiedliwym wyrokiem w brutalny świat więziennych murów" - główną rolę grała Ewa Błaszczyk; Ewę Ziętek oglądać mogliśmy w drugoplanowej roli wwspółwięźniarki Toni.
W "Nadzorze" Wiesława Saniewskiego - "wstrząsającym swą wiarygodnością zapisie losu kobiety zepchniętej niesprawiedliwym wyrokiem w brutalny świat więziennych murów" - główną rolę grała Ewa Błaszczyk; Ewę Ziętek oglądać mogliśmy w drugoplanowej roli wwspółwięźniarki Toni.
Ewa Ziętek ma również na koncie występ w telewizyjnym serialu "Kariera Nikodema Dyzmy". W pamiętnej produkcji z Romanem Wilhelmim w tytułowej roli aktorka zagrała damę z towarzystwa o imieniu Halszka.
Ewa Ziętek ma również na koncie występ w telewizyjnym serialu "Kariera Nikodema Dyzmy". W pamiętnej produkcji z Romanem Wilhelmim w tytułowej roli aktorka zagrała damę z towarzystwa o imieniu Halszka.EAST NEWS/POLFILM
W komedii "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" Ziętek wcieliła się w postać Danusi - dzierwczyny, która nagle pojawia się w życiu dyrektora dużego przedsiębiorstwa, Krzakoskiego (Krzysztof Kowalewski) twierdząc, że jest on ojcem jej dziecka.
W komedii "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" Ziętek wcieliła się w postać Danusi - dzierwczyny, która nagle pojawia się w życiu dyrektora dużego przedsiębiorstwa, Krzakoskiego (Krzysztof Kowalewski) twierdząc, że jest on ojcem jej dziecka.EAST NEWS/POLFILM
W "Spirali" Krzysztofa Zanusiego wcieliła się w rolę sprzątaczki. Dotychczas Ziętek ma na konice ponad 60 kinowych ról, występowała u takich reżyserów jak Stanisław Bareja, Marek Koterski, czy Juliusz Machulski.
W "Spirali" Krzysztofa Zanusiego wcieliła się w rolę sprzątaczki. Dotychczas Ziętek ma na konice ponad 60 kinowych ról, występowała u takich reżyserów jak Stanisław Bareja, Marek Koterski, czy Juliusz Machulski.EAST NEWS/POLFILM
I rzeczywiście - pani Ewa w swojej karierze zagrała w ponad 80 produkcjach. Widzowie do dziś wspominają jej telewizyjne kreacje w popularnych serialach: "Alternatywy 4" (na zdjęciu), "Złotopolscy", czy "Tylko miłość".
I rzeczywiście - pani Ewa w swojej karierze zagrała w ponad 80 produkcjach. Widzowie do dziś wspominają jej telewizyjne kreacje w popularnych serialach: "Alternatywy 4" (na zdjęciu), "Złotopolscy", czy "Tylko miłość".EAST NEWS/POLFILM
Zapewne nie tylko wielbiciele twórczości Andrzeja Wajdy doskonale pamiętają debiut pani Ewy (wówczas młodziutkiej studentki warszawskiej szkoły teatralnej) w roli panny młodej w filmowej wersji "Wesela". Zagrała doskonale. Wydawało się, że jej aktorska przyszłość rysuje się w różowych barwach.
Zapewne nie tylko wielbiciele twórczości Andrzeja Wajdy doskonale pamiętają debiut pani Ewy (wówczas młodziutkiej studentki warszawskiej szkoły teatralnej) w roli panny młodej w filmowej wersji "Wesela". Zagrała doskonale. Wydawało się, że jej aktorska przyszłość rysuje się w różowych barwach.
Elegancka, uśmiechnięta, z burzą rudych włosów. I pełna młodzieńczej energii, jak nastolatka - tak krótko można opisać Ewę Ziętek. Sympatyczna aktorka obchodziła 8 marca 2013 roku okrągłą, 60. rocznicę urodzin!
Elegancka, uśmiechnięta, z burzą rudych włosów. I pełna młodzieńczej energii, jak nastolatka - tak krótko można opisać Ewę Ziętek. Sympatyczna aktorka obchodziła 8 marca 2013 roku okrągłą, 60. rocznicę urodzin!East News

Ewa Ziętek: Jako 18-latka zagrała w "Weselu" Wajdy

"Uczynienie rzeczywistości tego dramatu materialną, dotykalną, konkretną" - tym zabiegiem według Krzysztofa Teodora Toeplitza triumfował reżyser kinowej wersji "Wesela". "Izba weselna u Wajdy jest ciasna, duszna, tłoczna, sień wąska, podwórze błotniste, nijakie, w szopie obok sprzętu gospodarskiego walają się napoczęte płótna Gospodarza. I oto nagle ta rzeczywistość materialna przełamuje konwencję teatru" - pisał Toeplitz w 1973 roku w "Miesięczniku Literackim".
"Uczynienie rzeczywistości tego dramatu materialną, dotykalną, konkretną" - tym zabiegiem według Krzysztofa Teodora Toeplitza triumfował reżyser kinowej wersji "Wesela". "Izba weselna u Wajdy jest ciasna, duszna, tłoczna, sień wąska, podwórze błotniste, nijakie, w szopie obok sprzętu gospodarskiego walają się napoczęte płótna Gospodarza. I oto nagle ta rzeczywistość materialna przełamuje konwencję teatru" - pisał Toeplitz w 1973 roku w "Miesięczniku Literackim".Renata PajchelEast News/POLFILM
"'Wesele' jest najbardziej oryginalną sztuką teatralną, jaka została napisana w języku polskim i trudno wprost wyobrazić sobie nasze życie literackie i teatralne bez tego utworu. Łączy on w sobie w jakiś niezwykły sposób opis prawdziwego wesela, którego Wyspiański był świadkiem późną jesienią 1900 roku, z całą problematyką filozoficzną, historiozoficzną i wolnościową, bliską w tym czasie polskiemu społeczeństwu" - Andrzej Wajda nigdy nie ukrywał twórczego długu wdzięczności w stosunku do arcydzieła Wyspiańskiego dodając, że "jest to utwór, z którego wszyscy wyrośliśmy: cała legenda 'szkoły polskiej"', ja sam, 'Popiół i diament'".
"'Wesele' jest najbardziej oryginalną sztuką teatralną, jaka została napisana w języku polskim i trudno wprost wyobrazić sobie nasze życie literackie i teatralne bez tego utworu. Łączy on w sobie w jakiś niezwykły sposób opis prawdziwego wesela, którego Wyspiański był świadkiem późną jesienią 1900 roku, z całą problematyką filozoficzną, historiozoficzną i wolnościową, bliską w tym czasie polskiemu społeczeństwu" - Andrzej Wajda nigdy nie ukrywał twórczego długu wdzięczności w stosunku do arcydzieła Wyspiańskiego dodając, że "jest to utwór, z którego wszyscy wyrośliśmy: cała legenda 'szkoły polskiej"', ja sam, 'Popiół i diament'".Renata PajchelEast News/POLFILM
Według Stanisława Marczaka-Oborskiego jeśli filmowe "Wesele" wywarło tak potężne wrażenie, działo się tak w znacznej mierze dzięki prawdziwie zachwycającej obsadzie.

"Nie chciałbym powiedzieć, że niektórzy aktorzy kreujący główne i mniejsze role prześcignęli tu jak gdyby samych siebie, ale w każdym razie ujawnili nieznane dotąd, a frapujące możliwości" - pisał na łamach "Filmu" Marczak-Oborski.
Według Stanisława Marczaka-Oborskiego jeśli filmowe "Wesele" wywarło tak potężne wrażenie, działo się tak w znacznej mierze dzięki prawdziwie zachwycającej obsadzie. "Nie chciałbym powiedzieć, że niektórzy aktorzy kreujący główne i mniejsze role prześcignęli tu jak gdyby samych siebie, ale w każdym razie ujawnili nieznane dotąd, a frapujące możliwości" - pisał na łamach "Filmu" Marczak-Oborski.Renata PajchelEast News/POLFILM
Nie wszystkim jednak filmowa wizja "Wesela" przypadła do gustu. Najbardziej obruszył się Antoni Słonimski, który w "Tygodniku Powszechnym" oskarżył Wajdę o dwa przestępstwa: "Prawdę historyczną zlekceważono, poezję zmasakrowano".

Według recenzenta Wajda, tłumacząc "Wesele" na język filmu, sprowadził Wyspiańskiego do poziomu "wrzasku i bełkotu".

"Inteligencję tych czasów przedstawił nam jako bandę niezdolnych do czynu kabotynów, którym w pijackim zamęcie coś tam we łbach się majaczyło. (...) Ambitny Wajda chciał zrobić z 'Wesela' film światowy. Potrzeba mu było krwi i Cepelii, i aby dla tych dwu elementów miejsca starczyło, poobcinał kosą chłopską najpiękniejsze strofy naszej poezji narodowej. Wszystkie niemal delikatne dialogi Wesela zagłuszył muzyką taneczną i wrzaskiem pijanej czeredy" - emocjonował się Słonimski.
Nie wszystkim jednak filmowa wizja "Wesela" przypadła do gustu. Najbardziej obruszył się Antoni Słonimski, który w "Tygodniku Powszechnym" oskarżył Wajdę o dwa przestępstwa: "Prawdę historyczną zlekceważono, poezję zmasakrowano". Według recenzenta Wajda, tłumacząc "Wesele" na język filmu, sprowadził Wyspiańskiego do poziomu "wrzasku i bełkotu". "Inteligencję tych czasów przedstawił nam jako bandę niezdolnych do czynu kabotynów, którym w pijackim zamęcie coś tam we łbach się majaczyło. (...) Ambitny Wajda chciał zrobić z 'Wesela' film światowy. Potrzeba mu było krwi i Cepelii, i aby dla tych dwu elementów miejsca starczyło, poobcinał kosą chłopską najpiękniejsze strofy naszej poezji narodowej. Wszystkie niemal delikatne dialogi Wesela zagłuszył muzyką taneczną i wrzaskiem pijanej czeredy" - emocjonował się Słonimski.Renata PajchelEast News/POLFILM
Głos recenzenta "Tygodnika Powszechnego" był jednak odosobniony. Co ważne, film spodobał się także za granicą. "To arcydzieło Andrzeja Wajdy wprowadza nas w samo serce rzeczywistości polskiej. (...) Na pierwszy rzut oka chodzi o atmosferę szczęścia, w czym kamera uczestniczy bez umiarkowania. Jak gdyby była zaproszonym gościem, przywiera do tanecznych zwrotów, upija się ludową muzyką, wtrąca się do rozmów, podkreśla repliki, analizuje twarze, po czym znów rzuca się w wir tańca. Niestrudzona, ciekawa, szalona, ale beznadziejnie przenikliwa" - Raymond Lefévre pisał w czasopismie "Image et Son".
Głos recenzenta "Tygodnika Powszechnego" był jednak odosobniony. Co ważne, film spodobał się także za granicą. "To arcydzieło Andrzeja Wajdy wprowadza nas w samo serce rzeczywistości polskiej. (...) Na pierwszy rzut oka chodzi o atmosferę szczęścia, w czym kamera uczestniczy bez umiarkowania. Jak gdyby była zaproszonym gościem, przywiera do tanecznych zwrotów, upija się ludową muzyką, wtrąca się do rozmów, podkreśla repliki, analizuje twarze, po czym znów rzuca się w wir tańca. Niestrudzona, ciekawa, szalona, ale beznadziejnie przenikliwa" - Raymond Lefévre pisał w czasopismie "Image et Son".Renata PajchelEast News/POLFILM
Także Franciszek Pieczka uważał, że "nieustanny wir" filmu Wajdy możliwy był dzięki operatorskiej inwencji. "Praca przy 'Weselu' była wspaniała, ale męcząca. Najbardziej utkwiła mi w pamięci realizacja sceny tańców w chacie, nieustanny wir. Witek Sobociński kręcił wszystko kamerą z ręki, w każdym momencie w tym wirze operator mógł zrobić komuś zbliżenie. Trzeba było grać na sto procent. Ostateczny efekt był wspaniały" - zachwycał się aktor.
Także Franciszek Pieczka uważał, że "nieustanny wir" filmu Wajdy możliwy był dzięki operatorskiej inwencji. "Praca przy 'Weselu' była wspaniała, ale męcząca. Najbardziej utkwiła mi w pamięci realizacja sceny tańców w chacie, nieustanny wir. Witek Sobociński kręcił wszystko kamerą z ręki, w każdym momencie w tym wirze operator mógł zrobić komuś zbliżenie. Trzeba było grać na sto procent. Ostateczny efekt był wspaniały" - zachwycał się aktor.Renata PajchelEast News/POLFILM
We wtorek, 9 stycznia, mija 45 lat od premiery "Wesela" Andrzeja Wajdy. "Wielu uważało, że przenieść na ekran taki utwór, wierszowany, jak 'Wesele' - to niemożliwe, że z tego wyjdzie tandeta. Tymczasem powstał wielki film" - wspominał po latach wcielający się w postać Jaśka Marek Prepeczko.
We wtorek, 9 stycznia, mija 45 lat od premiery "Wesela" Andrzeja Wajdy. "Wielu uważało, że przenieść na ekran taki utwór, wierszowany, jak 'Wesele' - to niemożliwe, że z tego wyjdzie tandeta. Tymczasem powstał wielki film" - wspominał po latach wcielający się w postać Jaśka Marek Prepeczko.Renata PajchelEast News/POLFILM
Wajda wiedział, że kluczem do udanej ekranizacji było znalezienie adekwatnego rozwiązania wizualnego. Operatorem filmu był Witold Sobociński.

"Najważniejszym zadaniem realizacji było nadanie całej materii filmowej zachłystującego rytmu, stworzenie czegoś w rodzaju biegu bez chwili wytchnienia, który by pociągnął widza w głąb przedstawionej rzeczywistości i zmusił do oglądania, do uczestniczenia w niej" - Wajda zwierzał się jeszcze w trakcie prac nad "Weselem".
Wajda wiedział, że kluczem do udanej ekranizacji było znalezienie adekwatnego rozwiązania wizualnego. Operatorem filmu był Witold Sobociński. "Najważniejszym zadaniem realizacji było nadanie całej materii filmowej zachłystującego rytmu, stworzenie czegoś w rodzaju biegu bez chwili wytchnienia, który by pociągnął widza w głąb przedstawionej rzeczywistości i zmusił do oglądania, do uczestniczenia w niej" - Wajda zwierzał się jeszcze w trakcie prac nad "Weselem".Renata PajchelEast News/POLFILM
Jakie według recenzenta było "aktorskie założenie filmu"? Chodzi o "niedomówioną komediowość, która jednak nie rozcieńcza materii dramatu, tylko przydaje mu jeszcze jedno intrygujące i filozofujące dno".

Najwybitniejszą egzemplifikacją tej strategii była postać Czepca w kreacji Franciszka Pieczki. "Ma w sobie porywczość, upór, i zdecydowanie watażki, a równocześnie swoistą gospodarską godność podkrakowskiego wójta. Znakomicie operuje przy tym Pieczka elementami gry komediowej: soczyście prowadzona rola Czepca wielokrotnie ociera się o efekty humoru, ale bardzo subtelnie utrzymuje się na chybotliwej granicy między śmiesznością a sprawą serio" - pisał z zachwytem Marczak-Oborski.
Jakie według recenzenta było "aktorskie założenie filmu"? Chodzi o "niedomówioną komediowość, która jednak nie rozcieńcza materii dramatu, tylko przydaje mu jeszcze jedno intrygujące i filozofujące dno". Najwybitniejszą egzemplifikacją tej strategii była postać Czepca w kreacji Franciszka Pieczki. "Ma w sobie porywczość, upór, i zdecydowanie watażki, a równocześnie swoistą gospodarską godność podkrakowskiego wójta. Znakomicie operuje przy tym Pieczka elementami gry komediowej: soczyście prowadzona rola Czepca wielokrotnie ociera się o efekty humoru, ale bardzo subtelnie utrzymuje się na chybotliwej granicy między śmiesznością a sprawą serio" - pisał z zachwytem Marczak-Oborski.Renata PajchelEast News/POLFILM
"Powiew poetyckiego szaleństwa" wnosi do filmu z kolei Rachela Mai Komorowskiej. "Jest tu ona nie tyle snobką polującą na artystów, ile niecierpliwą i niezaspokojoną muzą, przypomina raczej dziwny stwór balladowy, a nie córkę żydowskiego karczmarza. Jej pojawienie się, prośba o zaproszenie Chochoła, jej odejście -odpłynięcie w nocne mgły, znakomicie potęgują nastrój niezwykłości i stają się w filmie zasadniczą komponentą poszerzenia planów rzeczywistości, która w miarę trwania spektaklu zagarnia obszary spoza empirycznych granic" - zauważył recenzent "Filmu".
"Powiew poetyckiego szaleństwa" wnosi do filmu z kolei Rachela Mai Komorowskiej. "Jest tu ona nie tyle snobką polującą na artystów, ile niecierpliwą i niezaspokojoną muzą, przypomina raczej dziwny stwór balladowy, a nie córkę żydowskiego karczmarza. Jej pojawienie się, prośba o zaproszenie Chochoła, jej odejście -odpłynięcie w nocne mgły, znakomicie potęgują nastrój niezwykłości i stają się w filmie zasadniczą komponentą poszerzenia planów rzeczywistości, która w miarę trwania spektaklu zagarnia obszary spoza empirycznych granic" - zauważył recenzent "Filmu".Renata PajchelEast News/POLFILM
Według recenzenta "Filmu" metodę "podwójnej gry" brawurowo stosuje też w "Weselu" Daniel Olbrychski. "Jego Pan Młody jest nieodparcie zabawny w swoich wszelakich egzaltacjach i zapałach miłosnych, a jednocześnie prześwietla go fantazja autentycznego artysty, człowieka obdarzonego rozmachem życiowym, odwagą i ujmująca szczerością" - pisał po premierze Marczak-Oborski nazywając kreację Pana Młodego "najbardziej finezyjną z dotychczasowych ról Olbrychskiego".
Według recenzenta "Filmu" metodę "podwójnej gry" brawurowo stosuje też w "Weselu" Daniel Olbrychski. "Jego Pan Młody jest nieodparcie zabawny w swoich wszelakich egzaltacjach i zapałach miłosnych, a jednocześnie prześwietla go fantazja autentycznego artysty, człowieka obdarzonego rozmachem życiowym, odwagą i ujmująca szczerością" - pisał po premierze Marczak-Oborski nazywając kreację Pana Młodego "najbardziej finezyjną z dotychczasowych ról Olbrychskiego".Renata PajchelEast News/POLFILM
Z nie mniejszym zachwytem przyjęto występ Andrzeja Łapickiego, który "zastanawiająco i niebanalnie w stosunku do poprzednich ujęć tej postaci kreuje Poetę". "Jest to Poeta pewny swej nie byle jakiej pozycji, ale już z gorzkniały, zniechęcony ceremoniałami towarzyskimi przynależnymi zawodowi wziętego literata. Na jego poszarzałej twarzy znaczą się przebyte szały młodopolskie, wypite morza absyntu i oceany czarnej kawy. Widz odnosi jednak wrażenie, że za tą maską ukrywa się człowiek ciekawszy od tego, co prezentuje jako causeur i być może ciekawszy również od swych rękopisów, które drze z niechęcią i odrzuca precz" - notował Marczak-Oborski.
Z nie mniejszym zachwytem przyjęto występ Andrzeja Łapickiego, który "zastanawiająco i niebanalnie w stosunku do poprzednich ujęć tej postaci kreuje Poetę". "Jest to Poeta pewny swej nie byle jakiej pozycji, ale już z gorzkniały, zniechęcony ceremoniałami towarzyskimi przynależnymi zawodowi wziętego literata. Na jego poszarzałej twarzy znaczą się przebyte szały młodopolskie, wypite morza absyntu i oceany czarnej kawy. Widz odnosi jednak wrażenie, że za tą maską ukrywa się człowiek ciekawszy od tego, co prezentuje jako causeur i być może ciekawszy również od swych rękopisów, które drze z niechęcią i odrzuca precz" - notował Marczak-Oborski.Renata PajchelEast News/POLFILM
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?