Ewa Ziętek świętuje jubileusz 50-lecia pracy scenicznej. "Rodzaj spowiedzi"
Oprac.: Tomasz Bielenia
"To rodzaj spowiedzi, może nawet medytacji nad życiem, jego sensem i ceną aktorstwa" - mówi aktorka Ewa Ziętek, która monodramem "Nieostrość widzenia" będzie świętować jubileusz 50-lecia pracy scenicznej. Premiera na scenie kameralnej stołecznego Teatru Kwadrat - w sobotę.
Ewa Ziętek na próbie spektaklu "Nieostrość widzenia'Paweł WodzyńskiEast News
Ewa Ziętek od przeszło 20 lat związana z Teatrem Kwadrat przygotowała monodram z okazji jubileuszu 50-lecia pracy scenicznej. Sztuka "Nieostrość widzenia" w reż. Wawrzyńca Kostrzewskiego według tekstu Remigiusza Grzeli jest historią życia ociemniałej aktorki, poetki i łączniczki AK Zofii Książek-Bregułowej.
"Mam to szczęście przyjaźnić się z Elżbietą - córką człowieka, któremu Zofia w czasie Powstania Warszawskiego uratowała życie. Kilka razy mówiła mi, żeby zrobić spektakl o pani Zofii Książek-Bregułowej, ja odpowiadałam: 'tak, tak', aż któregoś dnia przyniosła mi reportaż o pani Zofii pt. 'Podróż do zielonych cieni'. Znakomity, świetnie zrobiony i po prostu zakochałam się w tej osobie" - powiedziała Ewa Ziętek.
Ewa Ziętek świętuje jubileusz 50-lecia pracy scenicznejNewseria Lifestyle/informacja prasowa
"Zachwycił mnie nie tylko jej stosunek do zawodu, który ja także uprawiam, ale i to, jakim była człowiekiem. Jej siła woli, odwaga, by stawiać czoło przeciwnościom, i jednocześnie wielka pogoda ducha" - wyjaśniła, dodając, że zbliżała się 100. rocznica urodzin Zofii Książek-Bregułowej oraz jubileusz 50-lecia pracy artystycznej jej samej, i wtedy zdecydowała, że zrobi monodram.
Ewa Ziętek w spektaklu "Nieostrość widzenia"Paweł WodzyńskiEast News
"Dopisałam sobie, że jestem do niej podobna, a może tylko, że taka chciałabym być. Bo ona była bardzo zdyscyplinowana. Codziennie ćwiczyła ciało, a gdy kręcono ten reportaż, miała 88 lat, a może nawet już 90" - wyjaśniła. Dodała, że Książek-Bregułowa "codziennie w swoim małym pokoiku ćwiczyła też dykcję, bo - jak zaznaczała - jest aktorką".
"Nieostrość widzenia": Trzy biografie
Ziętek przypomniała, że jej bohaterka pisała również wiersze i opowiadania. "W tym spektaklu niektóre z tych poezji mówię wprost do widzów" - powiedziała. "Jestem pełna zachwytu, że istniał ktoś taki - z takim poczuciem posłannictwa tego zawodu" - podkreśliła aktorka. Przypomniała, że Zofia Książek-Bregułowa mówiła, iż "dzięki aktorstwu ludzie mogą być lepsi".
Aktorka przyznała, że "prawie wymusiła" na swoim dyrektorze Andrzeju Nejmanie zgodę na przygotowanie tego monodramu na scenie kameralnej. "Dostałam bardzo dobry tekst Remigiusza Grzeli. Na dodatek ten spektakl reżyseruje Wawrzyniec Kostrzewski, któremu ufam bezgranicznie, i wiem, że to, co mówi, jest właściwe. Staram się realizować jego uwagi. Jak mi się nie udaje - to cierpię" - wyjaśniła.
Ziętek przypomniała też, iż prace nad spektaklem rozpoczęły się na początku 2020 r. Zostały jednak przerwane ze względu na wybuch pandemii. "Pierwsza próba czytana miała odbyć się w dniu, w którym zamknięto w Polsce teatry" - powiedziała.
"W tym przedstawieniu przeplatają się trzy biografie - Zofii Książek-Bregułowej, jej męża i moja" - mówiła. "To rodzaj spowiedzi, może nawet medytacji nad życiem, jego sensem i ceną aktorstwa, a trochę też takie zestawienie naszych biografii - tego, co nas łączyło" - mówiła aktorka.
Ewa Ziętek świętuje 50-lecie pracy scenicznej
Pytana o to, jakie z perspektywy 50 lat pracy scenicznej artystka ma przesłanie dla młodych aktorów, Ewa Ziętek powiedziała: "jeśli ktoś nie chce - to rady mu nie pomogą". "Warto posłuchać starszych, bo jeżeli człowiek ma coś do zrobienia, ma jakąś ideę - to wszyscy pomogą. Jeżeli wierzycie w to, co robicie - pójdźcie do starszych, którym ufacie i pytajcie ich" - zaapelowała.
"Ja za mało za młodu pytałam, a ci doświadczeni artyści wiedzą, co jest dobre, i oni się z wami chętnie podzielą. Ale musicie ich zapytać, bo przecież oni szanują waszą wolność" - wytłumaczyła ceniona aktorka.
Przyznała, że w swojej drodze do aktorstwa "trudności ją umacniały". "Gdy powiedziałam w szkole, że chcę zostać aktorką - to, mimo że wtedy już coś artystycznie robiłam - cała klasa wybuchła śmiechem. Wtedy sobie pomyślałam - no to zobaczycie!" - wspominała.
Pytana o to, czy wyobraża sobie pracę w innym zawodzie, Ewa Ziętek powiedziała: "a gdzie ja miałabym być?". "Może miałabym być stewardessą?" - zapytała retorycznie.
Ewa Ziętek: "Mieszanka dojrzałej kobiety i fascynującej dziewczynki"
Pytany o to, jaką aktorką jest świętująca jubileusz 50-lecia pracy scenicznej Ewa Ziętek, reżyser Wawrzyniec Kostrzewski powiedział: "Ewa to fantastyczna mieszanka surowej, twardej, wyrazistej, dojrzałej kobiety i fascynującej dziewczynki, którą nigdy nie przestała być". "To w jej aktorstwie ma doskonałe odbicie i pozwala jej przepływać od momentów bardzo jasnych po te głębokie, prawdziwe" - zwrócił uwagę.
Zapytana o sekret swojej świetnej formy i niespożytej wciąż energii, wyznaje, że potrafi cieszyć się nawet małymi rzeczami. - Trzeba się choć trochę uśmiechać, nawet jeśli nie jest dobrze, bo powstaje wtedy sprzężenie zwrotne i organizm myśli, że jest w porządku! A poza tym staram się do wszystkiego podchodzić z pokorą - dziękuję za wszystko, co mam - i żyć tu i teraz - wyznaje aktorka.
W serialu "Złotopolscy" Ewa Ziętek występuje od początku trwania produkcji. Wciela się w niej w postać prowadzącej luskusową restaurację Marty, żony komendanta posterunku policji na Dworcu Centralnym - Wiesława (Paweł Wawrzecki).AKPA
W "Sztuce kochania" Jacka Bromskiego Ziętek zagrała Elizę - jedną z licznych wielbicielek seksuologa Olgierda Pasikonika.EAST NEWS/POLFILM
Wiosną 1987 roku, kiedy "Tulipan" po raz pierwszy pojawił się na ekranach polskich telewizorów, wybuchł skandal. Na serial posypały się gromy. Protestowały kobiety, duża część prasy, księża. Mówiono, że "Tulipan" propaguje nihilizm, demoralizuje, a postacie takie jak tytułowa powinny raczej zainteresować prokuraturę, a nie twórców filmów. Ewa Ziętek pojawiła się tylko w pierwszym odcinku, wcielając się w postać siostry granej przez Monikę Orłoś Karin.
Aktorka nie bała się również odważniejszych obyczajowo ról. W filmie Jana Kidawy-Błońskiego "Trzy stopy nad ziemią" wcieliła się w postać prostytutki.EAST NEWS/POLFILM
W "Nadzorze" Wiesława Saniewskiego - "wstrząsającym swą wiarygodnością zapisie losu kobiety zepchniętej niesprawiedliwym wyrokiem w brutalny świat więziennych murów" - główną rolę grała Ewa Błaszczyk; Ewę Ziętek oglądać mogliśmy w drugoplanowej roli wwspółwięźniarki Toni.
Ewa Ziętek ma również na koncie występ w telewizyjnym serialu "Kariera Nikodema Dyzmy". W pamiętnej produkcji z Romanem Wilhelmim w tytułowej roli aktorka zagrała damę z towarzystwa o imieniu Halszka.EAST NEWS/POLFILM
W komedii "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" Ziętek wcieliła się w postać Danusi - dzierwczyny, która nagle pojawia się w życiu dyrektora dużego przedsiębiorstwa, Krzakoskiego (Krzysztof Kowalewski) twierdząc, że jest on ojcem jej dziecka.EAST NEWS/POLFILM
W "Spirali" Krzysztofa Zanusiego wcieliła się w rolę sprzątaczki. Dotychczas Ziętek ma na konice ponad 60 kinowych ról, występowała u takich reżyserów jak Stanisław Bareja, Marek Koterski, czy Juliusz Machulski.EAST NEWS/POLFILM
I rzeczywiście - pani Ewa w swojej karierze zagrała w ponad 80 produkcjach. Widzowie do dziś wspominają jej telewizyjne kreacje w popularnych serialach: "Alternatywy 4" (na zdjęciu), "Złotopolscy", czy "Tylko miłość".EAST NEWS/POLFILM
Zapewne nie tylko wielbiciele twórczości Andrzeja Wajdy doskonale pamiętają debiut pani Ewy (wówczas młodziutkiej studentki warszawskiej szkoły teatralnej) w roli panny młodej w filmowej wersji "Wesela". Zagrała doskonale. Wydawało się, że jej aktorska przyszłość rysuje się w różowych barwach.
Elegancka, uśmiechnięta, z burzą rudych włosów. I pełna młodzieńczej energii, jak nastolatka - tak krótko można opisać Ewę Ziętek. Sympatyczna aktorka obchodziła 8 marca 2013 roku okrągłą, 60. rocznicę urodzin!East News
"Cieszę się bardzo z tego, że widzę, iż w tym monodramie ona odkrywa te akcenty swojego talentu, których tak często nie eksponowała, grając role w Teatrze Kwadrat lub serialach" - mówił. "Gdzieś dotyka przestrzeni takiego aktorskiego sacrum, wielkiego skupienia i głębokiego wchodzenia w postać - zawieszenia w metafizyce i poezji - a jednocześnie potrafi po chwili być niesamowicie jasna, radosna kontaktowa, świetnie łapać z widownią relację" - zaznaczył reżyser.
Kostrzewski wytłumaczył, że ten wrodzony humor Ewy Ziętek pojawia się np. w scenach sprzed lat - w tej, której opowiada o tym, jak zdawała egzaminy do szkoły aktorskiej, albo w tej, gdy opisuje, w jaki sposób wygrała casting na rolę Panny Młodej w "Weselu" Andrzeja Wajdy.
Ewa Ziętek: Jako 18-latka zagrała w "Weselu" Wajdy
Ewa Ziętek urodziła się 8 marca 1953 r. w Katowicach. Jest absolwentką warszawskiej PWST, którą ukończyła w 1975 r. Po studiach związała się z Teatrem Narodowym (1975-83), gdzie występowała m.in. w przedstawieniach Adama Hanuszkiewicza.
Zanim pojawiła się na deskach narodowej sceny, zagrała już kilka ról i epizodów filmowych. Zadebiutowała w 1971 r. jako "dziewczyna w stroju krakowskim" w komedii filmowej "Milion za Laurę" Hieronima Przybyła. Rok później zagrała pielęgniarkę Alicję u Janusza Morgensterna w filmie "Trzeba zabić tę miłość".
Jednym z odkrywców jej talentu aktorskiego był Andrzej Wajda, który obsadził 18-letnią wówczas Ewę Ziętek w roli Panny Młodej w słynnej ekranizacji "Wesela" Wyspiańskiego (1972). Cztery lata później ponownie spotkała się z tym reżyserem i zagrała rolę sekretarki w "Człowieku z marmuru" (1976).
"Uczynienie rzeczywistości tego dramatu materialną, dotykalną, konkretną" - tym zabiegiem według Krzysztofa Teodora Toeplitza triumfował reżyser kinowej wersji "Wesela". "Izba weselna u Wajdy jest ciasna, duszna, tłoczna, sień wąska, podwórze błotniste, nijakie, w szopie obok sprzętu gospodarskiego walają się napoczęte płótna Gospodarza. I oto nagle ta rzeczywistość materialna przełamuje konwencję teatru" - pisał Toeplitz w 1973 roku w "Miesięczniku Literackim".Renata PajchelEast News/POLFILM
"'Wesele' jest najbardziej oryginalną sztuką teatralną, jaka została napisana w języku polskim i trudno wprost wyobrazić sobie nasze życie literackie i teatralne bez tego utworu. Łączy on w sobie w jakiś niezwykły sposób opis prawdziwego wesela, którego Wyspiański był świadkiem późną jesienią 1900 roku, z całą problematyką filozoficzną, historiozoficzną i wolnościową, bliską w tym czasie polskiemu społeczeństwu" - Andrzej Wajda nigdy nie ukrywał twórczego długu wdzięczności w stosunku do arcydzieła Wyspiańskiego dodając, że "jest to utwór, z którego wszyscy wyrośliśmy: cała legenda 'szkoły polskiej"', ja sam, 'Popiół i diament'".Renata PajchelEast News/POLFILM
Według Stanisława Marczaka-Oborskiego jeśli filmowe "Wesele" wywarło tak potężne wrażenie, działo się tak w znacznej mierze dzięki prawdziwie zachwycającej obsadzie.
"Nie chciałbym powiedzieć, że niektórzy aktorzy kreujący główne i mniejsze role prześcignęli tu jak gdyby samych siebie, ale w każdym razie ujawnili nieznane dotąd, a frapujące możliwości" - pisał na łamach "Filmu" Marczak-Oborski.Renata PajchelEast News/POLFILM
Nie wszystkim jednak filmowa wizja "Wesela" przypadła do gustu. Najbardziej obruszył się Antoni Słonimski, który w "Tygodniku Powszechnym" oskarżył Wajdę o dwa przestępstwa: "Prawdę historyczną zlekceważono, poezję zmasakrowano".
Według recenzenta Wajda, tłumacząc "Wesele" na język filmu, sprowadził Wyspiańskiego do poziomu "wrzasku i bełkotu".
"Inteligencję tych czasów przedstawił nam jako bandę niezdolnych do czynu kabotynów, którym w pijackim zamęcie coś tam we łbach się majaczyło. (...) Ambitny Wajda chciał zrobić z 'Wesela' film światowy. Potrzeba mu było krwi i Cepelii, i aby dla tych dwu elementów miejsca starczyło, poobcinał kosą chłopską najpiękniejsze strofy naszej poezji narodowej. Wszystkie niemal delikatne dialogi Wesela zagłuszył muzyką taneczną i wrzaskiem pijanej czeredy" - emocjonował się Słonimski.Renata PajchelEast News/POLFILM
Głos recenzenta "Tygodnika Powszechnego" był jednak odosobniony. Co ważne, film spodobał się także za granicą. "To arcydzieło Andrzeja Wajdy wprowadza nas w samo serce rzeczywistości polskiej. (...) Na pierwszy rzut oka chodzi o atmosferę szczęścia, w czym kamera uczestniczy bez umiarkowania. Jak gdyby była zaproszonym gościem, przywiera do tanecznych zwrotów, upija się ludową muzyką, wtrąca się do rozmów, podkreśla repliki, analizuje twarze, po czym znów rzuca się w wir tańca. Niestrudzona, ciekawa, szalona, ale beznadziejnie przenikliwa" - Raymond Lefévre pisał w czasopismie "Image et Son".Renata PajchelEast News/POLFILM
Także Franciszek Pieczka uważał, że "nieustanny wir" filmu Wajdy możliwy był dzięki operatorskiej inwencji. "Praca przy 'Weselu' była wspaniała, ale męcząca. Najbardziej utkwiła mi w pamięci realizacja sceny tańców w chacie, nieustanny wir. Witek Sobociński kręcił wszystko kamerą z ręki, w każdym momencie w tym wirze operator mógł zrobić komuś zbliżenie. Trzeba było grać na sto procent. Ostateczny efekt był wspaniały" - zachwycał się aktor.Renata PajchelEast News/POLFILM
We wtorek, 9 stycznia, mija 45 lat od premiery "Wesela" Andrzeja Wajdy. "Wielu uważało, że przenieść na ekran taki utwór, wierszowany, jak 'Wesele' - to niemożliwe, że z tego wyjdzie tandeta. Tymczasem powstał wielki film" - wspominał po latach wcielający się w postać Jaśka Marek Prepeczko.Renata PajchelEast News/POLFILM
Wajda wiedział, że kluczem do udanej ekranizacji było znalezienie adekwatnego rozwiązania wizualnego. Operatorem filmu był Witold Sobociński.
"Najważniejszym zadaniem realizacji było nadanie całej materii filmowej zachłystującego rytmu, stworzenie czegoś w rodzaju biegu bez chwili wytchnienia, który by pociągnął widza w głąb przedstawionej rzeczywistości i zmusił do oglądania, do uczestniczenia w niej" - Wajda zwierzał się jeszcze w trakcie prac nad "Weselem".Renata PajchelEast News/POLFILM
Jakie według recenzenta było "aktorskie założenie filmu"? Chodzi o "niedomówioną komediowość, która jednak nie rozcieńcza materii dramatu, tylko przydaje mu jeszcze jedno intrygujące i filozofujące dno".
Najwybitniejszą egzemplifikacją tej strategii była postać Czepca w kreacji Franciszka Pieczki. "Ma w sobie porywczość, upór, i zdecydowanie watażki, a równocześnie swoistą gospodarską godność podkrakowskiego wójta. Znakomicie operuje przy tym Pieczka elementami gry komediowej: soczyście prowadzona rola Czepca wielokrotnie ociera się o efekty humoru, ale bardzo subtelnie utrzymuje się na chybotliwej granicy między śmiesznością a sprawą serio" - pisał z zachwytem Marczak-Oborski.Renata PajchelEast News/POLFILM
"Powiew poetyckiego szaleństwa" wnosi do filmu z kolei Rachela Mai Komorowskiej. "Jest tu ona nie tyle snobką polującą na artystów, ile niecierpliwą i niezaspokojoną muzą, przypomina raczej dziwny stwór balladowy, a nie córkę żydowskiego karczmarza. Jej pojawienie się, prośba o zaproszenie Chochoła, jej odejście -odpłynięcie w nocne mgły, znakomicie potęgują nastrój niezwykłości i stają się w filmie zasadniczą komponentą poszerzenia planów rzeczywistości, która w miarę trwania spektaklu zagarnia obszary spoza empirycznych granic" - zauważył recenzent "Filmu".Renata PajchelEast News/POLFILM
Według recenzenta "Filmu" metodę "podwójnej gry" brawurowo stosuje też w "Weselu" Daniel Olbrychski. "Jego Pan Młody jest nieodparcie zabawny w swoich wszelakich egzaltacjach i zapałach miłosnych, a jednocześnie prześwietla go fantazja autentycznego artysty, człowieka obdarzonego rozmachem życiowym, odwagą i ujmująca szczerością" - pisał po premierze Marczak-Oborski nazywając kreację Pana Młodego "najbardziej finezyjną z dotychczasowych ról Olbrychskiego".Renata PajchelEast News/POLFILM
Z nie mniejszym zachwytem przyjęto występ Andrzeja Łapickiego, który "zastanawiająco i niebanalnie w stosunku do poprzednich ujęć tej postaci kreuje Poetę". "Jest to Poeta pewny swej nie byle jakiej pozycji, ale już z gorzkniały, zniechęcony ceremoniałami towarzyskimi przynależnymi zawodowi wziętego literata. Na jego poszarzałej twarzy znaczą się przebyte szały młodopolskie, wypite morza absyntu i oceany czarnej kawy. Widz odnosi jednak wrażenie, że za tą maską ukrywa się człowiek ciekawszy od tego, co prezentuje jako causeur i być może ciekawszy również od swych rękopisów, które drze z niechęcią i odrzuca precz" - notował Marczak-Oborski.Renata PajchelEast News/POLFILM
W 1977 r. wystąpiła jako żona Józefa (Janusz Gajos) w filmie Sylwestra Szyszki "Milioner". W tym roku zagrała też służącą w serialu "Lalka" Ryszarda Bera, a w 1978 r. zagrała Świstakównę w "Nauce latania" Sławomira Idziaka. Występowała m.in. w filmach Henryka Bielskiego ("Koty to dranie", "Gwiazdy poranne"), Krzysztofa Zanussiego ("Spirala"), Wiesława Saniewskiego ("Nadzór", "Obcy musi fruwać"), Barbary Sass ("Dziewczęta z Nowolipek") i Jacka Bromskiego ("Sztuka kochania", "Dzieci i ryby").
Zagrała pamiętną rolę Pauliny Pasternak w serialu historycznym Zbigniewa Chmielewskiego "Blisko, coraz bliżej" (1982-86). W 1987 r. zagrała zazdrosną żonę sierżanta w filmie kryminalnym Sylwestra Szyszki "Koniec sezonu na lody".
W 1986 r. trafiła na plan "Życia wewnętrznego" Marka Koterskiego. Z tym reżyserem spotkała się ponownie przy realizacji "Dnia świra" (2002) i "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" (2004).
W 1988 r. na parę lat wyjechała z Polski. Grała w teatrze i filmie w Niemczech.
Widzowie pamiętają aktorkę jako Danusię z "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz", Zosię z serialu "Alternatywy 4", Martę Gabriel ze "Złotopolskich" lub Walerię z "Barw szczęścia".
Ale nie tylko film i telewizja wypełniały jej życie. Była również etatową aktorką stołecznych scen - Teatru Rozmaitości (1984-85) i Teatru Dramatycznego (1986-87). Gościnnie pojawiała się na deskach Teatru Powszechnego w Warszawie, Teatru Na Woli, stołecznego Teatru Komedia i na Scenie Prezentacje.
Zagrała też ponad dwadzieścia ról w spektaklach Teatru Telewizji. Wystąpiła w ponad czterdziestu audycjach i słuchowiskach Teatru Polskiego Radia.
Ewa Ziętek od 2000 r. związana jest z warszawskim Teatrem Kwadrat im. Edwarda Dziewońskiego.
Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.