Reklama

Reklama

"E.T.": Najsympatyczniejszy kosmita w historii kina ma już 40 lat

10 czerwca 1982 roku w Los Angeles odbyła się światowa premiera filmu Stevena Spielberga "E.T.". Mało kto się spodziewał, że opowieść o przyjaźni 10-letniego chłopca i sympatycznego kosmity stanie się jedną z najwspanialszych w historii kina. Mija właśnie 40 lat od tego dnia.

10 czerwca 1982 roku w Los Angeles odbyła się światowa premiera filmu Stevena Spielberga "E.T.". Mało kto się spodziewał, że opowieść o przyjaźni 10-letniego chłopca i sympatycznego kosmity stanie się jedną z najwspanialszych w historii kina. Mija właśnie 40 lat od tego dnia.
Drew Barrymore w filmie "E.T." (1982) /Sunset Boulevard/Corbis /Getty Images

Widzowie z pewnością pamiętają słynne słowa "E.T. Go Home". Film Stevena Spielberga "E.T." otrzymał w 1983 roku cztery Oscary i podbił serca widzów na całym świecie.

Narodziny E.T., czyli jak to się zaczęło?

"Boi się. Jest zupełnie sam. Znajduje się 3 000 000 lat świetlnych od domu" - tak brzmiało oryginalne hasło reklamowe filmu "E.T.". Na Ziemi lądują przybysze z Kosmosu. Jednemu z nich, E.T. nie udaje się wrócić na swoją planetę. Znajduje go mały chłopiec Elliot. Między nim a tajemniczym przybyszem rodzi się prawdziwa przyjaźń. Jednak największym marzeniem E.T. jest powrót do domu.

Reklama

Steven Spielberg zawsze uważał, że kosmici są przyjacielsko nastawieni do ludzi. "Po raz pierwszy zobaczyłem deszcz meteorytów, kiedy miałem cztery, pięć lat. Tata zabrał mnie gdzieś w okolice New Jersey, leżeliśmy na kocu i patrzyliśmy w niebo. Nigdy nie myślałem, że to coś przerażającego. Ojciec czytał sporo science-fiction i zwykle były to opowieści o przerażających obcych, którzy pragną zapanować nad światem. Ale tata zawsze starał mi się uświadomić, że jeśli w kosmosie jest jeszcze coś poza nami, to jest to raczej dobre niż złe" - opowiadał przy okazji premiery "E.T." Spielberg.

"Zawsze chciałem opowiedzieć historię dziecka, które widzi jak związek rodziców rozpada się, a on ma tylko 10 lat. Być może E.T. jest czymś w rodzaju terapii, która miała sprawić, abym czuł się w życiu mniej samotny. To było jak dziecięcy sen o specjalnym przyjacielu, który ratuje chłopca przed smutkiem wynikającym z rozwodu" - dodał reżyser, którego rodzice rozwiedli się, kiedy był dzieckiem.

Autorką scenariusza "E.T." jest Melissa Mathison. O realizacji filmu Spielberg zdecydował, kiedy kręcił "Poszukiwaczy zaginionej arki". "Ten pomysł poraził mnie. Nagle, historia E.T. zaprzątnęła mój umysł i przez następne dni zaczęła mieć swój początek, środek i koniec" - opowiadał.

Dlaczego E.T. tak wygląda?

Sporym wyzwaniem było przygotowanie odpowiedniego projektu przybysza z kosmosu przy użyciu technologii dostępnej na początku lat 80. XX wieku.

"Trudno było znaleźć odpowiedni wygląd dla E.T., ponieważ chciałem, aby był wyjątkowy. Nie chciałem, żeby wyglądał jak obcy z innych filmów. Chciałem, żeby tak bardzo różnił się anatomicznie od widzów, żeby nikt nie pomyślał, że jest to po prostu człowiek w kostiumie" - mówił Spielberg.

To hollywoodzki reżyser wymyślił, jak ma wyglądać E.T. Pomogli mu w tym m.in. ilustrator Ed Verreaux i Włoch Carlo Rambaldi, który zaprojektował obcego w "Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia". Spielberg korzystał z fotografii Alberta Einsteina, Ernesta Hemingwaya i Carla Sandburga w ich ostatnich latach życia.

"Bardzo spodobały mi się ich oczy. Chciałem, żeby oczy E.T. były wysuszone i smutne jak ich" - mówił Spielberg. Częściową inspiracją były także oczy kota Carlo Rambaldiego, a także wczesny obraz Włocha "Women of Delta". Głowy kobiet z obrazu, długie szyje i górne części ich tułowia także wpłynęły na wygląd filmowego kosmity.

Drew Barrymore jako Gertie w "E.T."


Steven Spielberg często opowiadał o castingu do "E.T." i pracy na planie jak o "letnim obozie", ponieważ tak wiele ważnych ról musiało być obsadzonych przez dzieci i nastolatków. Jedną z kluczowych ról - Gertie - zagrała Drew Barrymore.

"Spotkałem wiele potencjalnych Gertie, ale kiedy pojawiła się Drew dostała tę rolę w momencie, w którym przekroczyła próg. Kiedy zaczęła opowiadać, że była punkiem i prawie udało jej się wyruszyć w trasę ze swoim zespołem, wiedziałem, że to ona. Przez cały czas zmyślała jakieś coraz bardziej szalone historie. Była uroczą kłamczuchą. Zupełnie mnie rozbroiła, kiedy stwierdziła, że mogłaby mi pomóc w zrobieniu tego filmu. Miała przecież dopiero 6 lat! Nie było innego wyboru" - wyznał Spielberg.

"Cieszyłam się, że jakiś dorosły chce ze mną rozmawiać. Świetnie się przy nim czułam" - wspomina Barrymore. Aktorka po latach wyznała, że gdy pracowała przy tym filmie, była przekonana, że uroczy kosmita jest prawdziwy. Na planie rozmawiała z gumową kukłą nawet po wygaszeniu kamer. Steven Spielberg, widząc to, zatrudnił aktorów, którzy nieustannie sterowali ufoludkiem, by mała Drew wciąż żyła w iluzji.

Głównym bohaterem filmu był jednak kilkuletni chłopiec Elliott. "Nie byłem w stanie znaleźć Elliotta. Przez prawie sześć miesięcy nie mogłem znaleźć odpowiedniego młodego aktora" - wspomina Spielberg. Wtedy reżyser usłyszało od zaprzyjaźnionego filmowca o 10-latku z San Antonio - Henrym Thomasie.

"Trochę się denerwowałem. Nie przeczytałem scenariusza, wiedziałem tylko, mniej więcej, o czym jest film. Steven powiedział: 'Zaimprowizujmy coś. Oto sytuacja: Znajdujesz to stworzenie i zaczynasz je kochać... jest jak twój pies... I nagle rząd zamierza ci to zabrać, żeby przeprowadzić jakieś eksperymenty'" - wspominał Thomas.

Kamera została włączona, a z oczu małego Henry'ego Thomasa zaczęły płynąć łzy. "W ten sposób Henry przekonał mnie, że jest Elliottem. Wszyscy w pokoju mieli łzy w oczach. Pamiętam, że odwróciłam się do Henry'ego i powiedziałem: 'OK., dzieciaku... masz tę rolę'" - opowiadał Spielberg.

Czyim głosem mówił E.T.?

E.T. przemawia głosami kilku osób. Oryginalny głos E.T. był głosem samego Stevena Spielberga, który podpowiadał kwestie Henry'emu Thomasowi i innym aktorom z offu. Przez dwie dekady uważano jednak, że głos E.T. to głos Debry Winger.

"Debra ma niski, piękny głos, dlatego poprosiłem ją, aby nagrała wszystkie kwestie E.T. na magnetofon. Nie chciałem, aby mój głos był jedynym, jaki ludzie usłyszą, oglądając pierwsze materiały. Żadne z nas nie myślało o tym jako o finalnym produkcie. Była po prostu przyjaciółką, która mi pomagała" - wspominał reżyser.

Kiedy jednak ukończone zostały zdjęcia i film wszedł w fazę post-produkcji, wielokrotnie nagradzany realizator dźwięku Ben Burtt odkrył Pat Welsh. Gospodyni domowa i fotografka-amatora, Welsh miała wtedy ponad 60 lat i mieszkała w kalifornijskim miasteczku Marin County.

"Wyjaśniłem jej, że poszukuję interesująco brzmiącego głosu dla kosmity. Pat nagrała więc wszystkie dialogi E.T., które następnie elektronicznie zmodyfikowałem. Potem zmiksowałem głos Pat z oddechami zwierząt, po to, aby uzyskać jakość inną niż istoty ludzkiej. Należy tutaj dodać, że na głos E.T. składa się 18 różnych głosów" - mówi Burtt.

"E.T.": Nieprawdopodobny sukces

Opowieść o przyjaźni 10-letniego chłopca i sympatycznego kosmity stałą się jedną z najwspanialszych w historii kina.

W momencie realizacji filmu, Steven Spielberg miał już wtedy status gwiazdy - był po realizacji takich kinowych hitów, jak "Poszukiwacze zaginionej Arki" (1981), "Bliskie spotkania trzeciego stopnia" (1977" i "Szczęki" (1971). Więc kapitalny wynik finansowy jego nowego filmu nie mógł dziwić.

"E.T." o budżecie 10,5 mln dolarów w pierwszym roku wyświetlania zarobił 792 910 554 dolarów. Łącznie tytuł zgromadził na swym koncie ponad miliard dolarów (uwzględniając inflację, to suma przekraczająca 2,5 miliarda dolarów).

Zobacz też:

Małgorzata Zajączkowska była bliska Oscara! Po latach znów gra w USA

Znany aktor znęcał się nad 12-latką? Do sądu wpłynęło oskarżenie

Tragiczne życie legendy Hollywood. Zmarła, mając 47 lat

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: E.T. | Steven Spielberg | Drew Barrymore

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL