Reklama

Dolly Parton: Jak wytrzymać w małżeństwie ponad 50 lat?

74-letnia aktorka i gwiazda muzyki country Dolly Parton, mimo buńczucznych zapewnień, że nie wyklucza sesji w magazynie "Playboy", w istocie jest dość konserwatywna. I nie chodzi tutaj tylko o niechęć do telefonów komórkowych, a przywiązanie do kontaktowania się ze światem poprzez wysyłanie faksów. Gwiazda najbardziej ceni sobie bowiem stabilizację. Także tę emocjonalną. I od blisko 54 lat żyje w małżeństwie z jednym mężczyzną, Carlem Deanem.

Dolly Parton najbardziej ceni sobie bowiem stabilizację. Także tę emocjonalną

"Wybrałem ciebie, a nie świat, w którym żyjesz. Ale możemy wieść życie razem i osobno" - miał powiedzieć Carl Dean, mąż artystki, gdy rozpoczęli wspólne życie. I jak zapewnia Dolly Parton, nie były to słowa rzucone na wiatr. Są razem 56 lat. Poznali się w 1964 roku. Zobaczyli się przed budynkiem pralni w Nashville. I to była miłość od pierwszego wejrzenia. Dwa lata później byli już po ślubie. Ona miała lat 20, on 23. Jak jednak Dolly Parton wyznała niedawno podczas wizyty w programie Entertainment Tonight, niektórzy do dziś żartują, że jej mąż jest wyimaginowany, ponieważ naprawdę bardzo rzadko bierze udział w życiu zawodowym gwiazdy.

Reklama

"Zawsze szanowałam to, że jest skromny i powściągliwy" - zapewnia artystka, tłumacząc od razu, jak pod jednym dachem mogą żyć ludzie o tak różnych temperamentach. "Obydwoje mamy też poczucie humoru" - dodaje Dolly Parton i niemal od razu daje temu dowód, bo pytana, co jest sekretem trwałości ich małżeństwa, bez chwili namysłu odpowiada: "moja nieobecność!". Jak donosi magazyn "People", związek ten dwójki spaja jednak nie tylko niedosyt siebie i tęsknota. "Nadal chodzimy na randki" - wyznaje na łamach magazynu piosenkarka.

"Wciąż dbamy o siebie. Mamy swoje rytuały. Jednym z nich jest to, że gdy tylko zaczynają topnieć śniegi, mąż zrywa dla mnie żonkile. Na spotkaniu pojawia się z małym bukiecikiem i przez siebie napisanym wierszem" - opowiada piosenkarka. Nie ukrywa też, że na powodzenie jej związku duży wpływ ma i to, że zawsze dobrze czuła się w swojej skórze. "A to jest najsilniejszy z afrodyzjaków. Bycie sobą po prostu jest seksowne" - podkreśla.

Artystka nie lekceważy jednak i tego, że warto mieć też coś do zaoferowania, coś do powiedzenia, życiową pasję. Wszystko po to, żeby być ciekawą osobą. Bo tylko z takim partnerem, jak zapewnia, można wytrzymać ponad pół wieku. "I to nawet w sytuacji, gdy jest się piosenkarką, która nie ma w swoim mężu największego fana" - dodaje Parton, zdradzając, że ulubionym zespołem jej męża jest Led Zeppelin.

Para nie ma dzieci, ale uwielbia rozpieszczać siostrzenice i słynną chrześniaczkę, Miley Cyrus.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Dolly Parton

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje