Reklama

Reklama

Christoph Waltz: Od Zanussiego do Tarantino

Jeszcze na początku 2009 roku Christoph Waltz był szerzej nieznanym austriackim aktorem telewizyjnym, okazjonalnie pojawiającym się w filmach kinowych. Świat usłyszał o nim w maju tego roku za sprawą brawurowej kreacji w "Bękartach wojny" Quentina Tarantino. Po tym sukcesie 53-letni wówczas Waltz rozpoczął karierę w Hollywood, gdzie z powodzeniem gra do dziś, dzieląc czas między blockbustery i kino autorskie. 4 października 2021 roku dwukrotny zdobywca Oscara kończy 65 lat.

Christoph Waltz świętuje 65. urodziny

Waltz urodził się w rodzinie związanej z teatrem i filmem. Dwoje z jego dziadków było aktorami, matka zajmowała się kostiumami, a ojciec budową i obsługą sceny. Po śmierci Waltza seniora wdowa po nim wyszła za byłego męża matki Michaela Haneke - tym samym aktor i austriacki autor filmowy mieli wspólnego ojczyma. "Największą zaletą dorastania w tym biznesie jest to, że później się go nie romantyzuje" - stwierdził gwiazdor "Bękartów wojny" w jednym z wywiadów.

Christoph Waltz: Jego talent dostrzegł Krzysztof Zanussi

Waltz od początku wiązał swoją przyszłość z aktorstwem. Po zakończeniu szkoły studiował w prestiżowym Max Reinhardt Seminar. Uczył się także na śpiewaka operowego, jednak szybko porzucił to marzenie. W późnych latach siedemdziesiątych młody aktor zamieszkał w Nowym Jorku, gdzie szlifował swój fach pod okiem Lee Strasberga i Stelli Adler. Już wtedy próbował się przebić i rozpocząć karierę w Hollywood. Niestety, nie udało się. W końcu poddał się i wrócił do Europy, gdzie grywał mniejsze i większe role w teatrze, filmie i telewizji.  

Reklama

W 1991 roku Waltz otrzymał zaproszenie od Krzysztofa Zanussiego do zagrania jednej z głównych ról w filmie "Życie za życie. Maksymilian Kolbe". Wcielił się w uciekiniera z obozu koncentracyjnego, którego decyzja kosztowała życie dziesięciu więźniów. Polski reżyser widział Waltza kiedyś na scenie, a później w jednym z telewizyjnych seriali. Chociaż aktor nie mówił po polsku, nie stanowiło to problemu - głos pod jego postać podłożył Adam Ferency. Po zakończeniu prac Zanussi powiedział Waltzowi, że wróży mu wielką karierę. Kilka lat później aktor spotkał reżysera i zażartował, że chociaż jest on wspaniałym twórcą, to kiepskim jasnowidzem. Obaj mieli pracować jeszcze raz. Zanussi widział w nim głównego bohatera filmu o lokaju Maksymiliana Habsburga, arcyksięcia, który został cesarzem Meksyku. Do realizacji jednak nie doszło.

Christoph Waltz: Najwspanialsza postać Quentina Tarantino

W 2008 roku Quentin Tarantino zamierzał rozpocząć zdjęcia do swojego długo odkładanego projektu "Bękarty wojny". Plan zakładał zakończenie prac nad filmem tak, by jego premiera odbyła się podczas festiwalu w Cannes w 2009 roku. Jedną z kluczowych kwestii okazało się obsadzenie postaci Hansa Landy. Zwany "Łowcą Żydów", miał być wysoko postawionym przedstawicielem nazistowskiej armii o ujmującym charakterze i lekkości w posługiwaniu się różnymi językami, który niezwykle skutecznie znajdował osoby ukrywające się przed zsyłką do obozów koncentracyjnych.

Tarantino nieskromnie stwierdził, że to najwspanialsza postać, jaką kiedykolwiek napisał. Zarzekał się także, że jeśli nie znajdzie odpowiedniego aktora, zupełnie zrezygnuje z realizacji filmu. Jego pierwszym wyborem do tej roli był Leonardo DiCaprio, jednak szybko zdecydował, że powinna ona przypaść niemieckojęzycznemu aktorowi. Tarantino bał się, że postać może okazać się nie do zagrania. Jednak wtedy na przesłuchaniu pojawił się Waltz. Reżyser miał wówczas stwierdzić, że "zwrócono mu" jego film.

Przed premierą "Bękartów wojny" w Cannes dziennikarze skupiali się głównie na postaci granej przez Brada Pitta. Jednak po pierwszych pokazach filmu mówiono wyłącznie o Landzie Christopha Waltza. Aktor, który w ostatnich latach występował głównie w telewizji, oczarował festiwalową publiczność i członków jury. Wieczór rozdania nagród Waltz skończył ze Złotą Plamą dla najlepszego aktora. "Quentin, oddałeś mi moje powołanie" - mówił ze sceny wyraźnie wzruszony odtwórca roli Landy. Był to początek wysypu nagród. W ciągu najbliższego roku otrzymał on niemal wszystkie wyróżnienia - łącznie z nagrodą Gildii Aktorów i Brytyjskiej Akademii Filmowej, Złotym Globem i Oscarem. Po ponad trzydziestu latach jego międzynarodowa kariera w końcu się rozpoczęła.

Christoph Waltz: Kariera po 50-tce

Na Waltza spadł deszcz różnorodnych propozycji. Zagrał komiksowego złoczyńcę z kompleksem bycia "cool" w "Zielonym szerszeniu", cyrkowego ceremoniarza w "Wodzie dla słoni" i kardynała Richelieu w nowej wersji "Trzech muszkieterów" - i to wszystko w 2011 roku. Z tego okresu jego najlepszym filmem okazała się "Rzeź" Romana Polańskiego, w którym Waltz wcielił się w nierozstającego się ze swoim telefonem pracoholika. Austriacki aktor nie krył podziwu dla polskiego reżysera, który motywował go, by dawać z siebie jak najwięcej podczas pracy na planie.

W 2012 roku Waltz ponownie zagrał u Tarantino. W westernie "Django" wcielił się w doktora Kinga Schultza, niemieckiego dentystę i łowcę nagród, który zwraca wolność i bierze pod swoją opiekę tytułowego bohatera. Waltz początkowo nie chciał wystąpić w filmie. Obawiał się, że przez resztę swojej kariery będzie na zawsze wiązany z kinem Tarantino. Reżyser nie zamierzał jednak ustąpić. Waltz zażądał więc, by jego postać była czysta i bezinteresowna, niczym rewers samolubnego i nikczemnego Landy. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, a aktor ponownie nie miał konkurencji podczas sezonu oscarowego. Rola Schultza przyniosła mu kolejną nagrodę Brytyjskiej Akademii Filmowej, Złoty Glob i Oscara.

W 2015 roku Waltz dołączył do filmowej serii o Jamesie Bondzie w "Spectre", 24. odsłonie cyklu. Chociaż zapowiedziano, że zagra on Franza Oberhausera, a aktor nie zdradzał za wiele szczegółów swej roli, fani szybko doszli do wniosku, że tak naprawdę wcieli się on w Ernsta Stavro Blofelda, nemezis agenta 007. Ich przypuszczenia okazały się słuszne. Sam film okazał się jednak zawodem, szczególnie w porównaniu do poprzedniej części, bardzo dobrze przyjętego "Skyfall". Aktor ponownie wcielił się w tę postać w "Nie czas umierać", 25. filmie z serii.

W kolejnych latach Waltz okazał się charakterystycznym aktorem drugiego planu, pojawiającym się w kinie rozrywkowym ("Alita: Battle Angel") i u uznanych twórców ("Pomniejszenie", "Rifkin’s Festival"). W 2019 roku zagrał także główną rolę w swoim debiucie reżyserskim "Układ idealny". We wrześniu 2021 roku zakończył zdjęcia do "Dead of a Dollar", westernu Waltera Hilla, w którym wystąpił obok Willema Dafoe. W przygotowaniu ma także inne projekty. "W Europie mówi się, że Hollywood wyciśnie cię jak cytrynę" - mówił po sukcesie "Bękartów wojny", po czym dodawał: "Ale skoro mam tyle soku, czemu miałoby tego nie robić"?.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Christoph Waltz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje