Gabriel Nehrebecki tygodniami zabiegał o uwagę młodej aktorki
Gabriel Nehrebecki ("Droga", "Ziemia obiecana") był już znany w branży, gdy na jego drodze pojawiła się Anna Wojciechowska, studentka aktorstwa. Mężczyzna, który rozwijał karierę m.in. na deskach Teatru Wybrzeże w Gdańsku i Teatru Polskiego w Warszawie, wypatrzył przyszłą żonę na widowni podczas spektaklu. W nawiązaniu relacji pomógł mu ich wspólny przyjaciel, Krzysztof Kowalewski.
"Mieliśmy bardzo fajną bandę. Spotykaliśmy się, gadaliśmy, przyjaźniliśmy się. W naszym gronie był też uwielbiany przez nas Krzyś Kowalewski, który był wtedy asystentem profesora Lindego od szermierki. Pracował w Teatrze Polskim i pewnego dnia zaprosił nas na premierę. Jako widzów. Nazajutrz Krzyś przyszedł do mnie ze swoim kolegą z teatru Gabrielem Nehrebeckim, który mnie podobno zobaczył na widowni i bardzo chciał poznać" - opowiadała aktorka.
Choć początkowo nie miała ochoty na randki, Nehrebecki nie dawał za wygraną. Tygodniami zabiegał o to, by się z nim umówiła, a gdy już się zgodziła, wyznał, że ma wobec niej bardzo poważne zamiary.
"On dążył do małżeństwa. Był bardzo konsekwentny w swoich zamiarach. I zdecydowany. W październiku zaczynałam drugi rok studiów i w październiku wzięliśmy ślub" - wspominała w wywiadzie-rzece "Pani Anka. Nehrebecka w rozmowie z Katarzyną Ostrowską" z 2025 roku.

Anna Nehrebecka chciała uciec sprzed ołtarza. "Nie zdawałam sobie sprawy, że ma problem"
Aktorka wierzyła, że dobrze ulokowała swoje uczucie i stworzy z Gabrielem szczęśliwe małżeństwo. Zaraz przed ślubem okazało się jednak, że przyszły mąż nie do końca radzi sobie z emocjami.
"Pierwsze czerwone światełko zapaliło się na dzień przed ślubem. Nie zdawałam sobie sprawy, że ma problem [...]. W noc przed ślubem wypił zdecydowanie za dużo. Ostatni moment, w którym mogłam posłuchać intuicji. Ale nie posłuchałam"
Partner nie mógł także się pogodzić z faktem, że Nehrebecka, jako początkująca aktorka, otrzymuje ciekawsze propozycje ról niż on.
"Gabriel był ukształtowanym aktorem, który nie bardzo chyba mógł się pogodzić z faktem, że ja, będąc dopiero na drugim roku, dostałam propozycję zagrania w filmie. Nie ukrywał irytacji, dochodziło do awantur" - wyznała w cytowanym już wywiadzie-rzece.
Nerhebecka robiła wszystko, by jej mąż był zadowolony. Zdarzało się nawet, że między wykładami biegła do domu, by przygotować mu obiad. Po latach przyznała, że przez to całkowicie zaniedbała życie towarzyskie:
"Odizolowałam się właściwie od całego swojego towarzystwa, od wszystkich kolegów ze szkoły".
Postanowiła uciec od męża. "Bałam się wychodzić z domu"
Kobieta długo znosiła humory partnera, jednak częste zaglądanie do kieliszka było tylko jednym z problemów. W domu Nerhebeckich z czasem pojawiła się przemoc. Gdy Anna po raz pierwszy została uderzona w twarz, uciekła do rodziców. Mama jednak przekonała ją, by dała mężowi jeszcze jedną szansę, bo skoro przysięgła mu miłość przed ołtarzem, to powinna dotrzymać słowa.
"Po trzech miesiącach uległam i wróciłam. I to był straszny błąd. Tego, co działo się przez kolejne kilka miesięcy, dopóki znów nie uciekłam, nawet nie chcę wspominać" - stwierdziła na kartach książki "Pani Anka Nehrebecka".
Aktorce cudem udało się wyrwać. Dziś mówi, że gdyby została, bardzo źle by się to dla niej skończyło. W krytycznym momencie zadzwoniła do ojca, który pomógł jej uciec w środku nocy:
"Powiedziałam: 'Tato, boję się'. Nie wiem, co było dalej. Stałam w otwartym oknie na trzecim piętrze [...]. Usłyszałam po drugiej strony drzwi głos ojca i brata. Zabrali mnie tak, jak stałam. Bez ubrania. Bez niczego. W szlafroku. Zostawiłam za sobą cały etap życia".
Nehrebecki nie chciał zgodzić się na rozwód. Dzień po ucieczce Anny odwiedził ją w teatralnej garderobie. Na jego widok przerażona gwiazda zaczęła grozić, że jeśli natychmiast nie wyjdzie, to zacznie krzyczeć.
"Wyszedł. Przed dwa lata bałam się, że spotkam go na ulicy. Bałam się wychodzić z domu" - wyjawiła.
Prawda na temat ich związku wyszła na jaw dopiero po latach. Gdy pytano aktorkę, dlaczego wcześniej nie mówiła o tych trudnych doświadczeniach, przyznała, że chciała o wszystkim zapomnieć.
Wybaczyła mu po latach
Wiele lat później, gdy Anna była już żoną Iwo Byczewskiego, dowiedziała się, że Gabriel jest ciężko chory. Choć nie utrzymywali kontaktu, wykorzystała swoje możliwości, by zapewnić mu trudno dostępny lek, który mógł złagodzić ból. Nie zdecydowała się jednak na odwiedzenie byłego męża. Pewnego dnia pomyślała, że powinna wybaczyć Gabrielowi to, co musiała przez niego przeżyć:
"Powiedziałam do siebie: 'Niech umiera w spokoju, nie mam do niego żalu'. Po piętnastu minutach zadzwonił telefon. Dowiedziałam się, że właśnie zmarł".
Gabriel Nehrebecki odszedł 14 lutego 1991 roku.
Zobacz też:
Arcydzieło polskiego kina. Widzowie aż sześć lat musieli czekać na premierę










