Reklama

Reklama

"Bohemian Rhapsody": Jednak powstanie sequel?

Nie dalej niż w maju zeszłego roku Brian May traktował pomysł sequela "Bohemian Rhapsody" jak rojenia głupców. Takie samo zdanie miał obecny wokalista zespołu Queen Adam Lambert, argumentując, że jego zdaniem nie ma to najmniejszego sensu. Wiele jednak wskazuje na to, że zdanie Adama Lamberta nikogo nie interesuje. Wczoraj Brian May potwierdził bowiem, że prace nad sequelem trwają.

Kadr z filmu "Bohemian Rhapsody"

"Daily Mail" donosi, że fani filmu "Bohemian Rhapsody" z 2018 roku jeszcze co prawda nie mają powodu, aby odetchnąć z ulgą, ale żeby nie tracić nadziei - owszem. Wczoraj gitarzysta kultowego zespołu podczas wirtualnej rozmowy z internautami na Instagramie potwierdził, że brytyjski zespół jednak nie zrezygnował z chęci zrealizowania sequela i jest na etapie wczesnym etapie opracowywania scenariusza.

"Przyglądamy się pomysłom" - powiedział 74-letni Brian May. Nie ukrywał przy tym, że presja, aby dorównać "Bohemian Rhapsody" z 2018 roku jest ogromna i przytłaczająca. Film, w którym Rami Malik wcielił się w nieżyjącego frontmana zespołu Queen (Freddie Mercury) zdobył cztery Oscary, a do tego okazał się ogromnym sukcesem kasowym. Przyniósł aż 900 milionów dolarów zysku. "Scenariusz (sequela) musi być naprawdę dobry" - podkreślił Brian May.

Reklama

"Bohemian Rhapsody" - co z kontynuacją?

Formalnie nic nie stoi na przeszkodzie, aby historia była kontynuowana. "Bohemian Rhapsody" kończy się w roku 1985, kiedy to Rudi rozpoczął współpracę z zespołem. A że był to ważny rok w historii rocka, więcej niż prawdopodobne jest to, że kontynuacja rozpoczęłaby się właśnie tutaj. O ile Brian May z tej deklaracji się jednak nie wycofa. 

PAP life

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje