Reklama

Reklama

"Blondynka": Film Netfliksa w ogniu krytyki. "Antyaborcyjna propaganda"?

Wyreżyserowana przez Andrew Dominika "Blondynka" od momentu premiery na platformie streamingowej Netflix wywołuje burzliwe dyskusje. Jedni rozpływają się w zachwytach i dziękują za prawdziwy portret Marilyn Monroe, inni uważają tę produkcję za niesmaczny przykład żerowania na życiu legendarnej aktorki. Do krytyków produkcji dołączyła organizacja Planned Parenthood, która potępiła film Netfliksa, sugerując, że obraz Andrew Dominika wpisuje się w nurt antyaborcyjnej propagandy.

Wyreżyserowana przez Andrew Dominika "Blondynka" od momentu premiery na platformie streamingowej Netflix wywołuje burzliwe dyskusje. Jedni rozpływają się w zachwytach i dziękują za prawdziwy portret Marilyn Monroe, inni uważają tę produkcję za niesmaczny przykład żerowania na życiu legendarnej aktorki. Do krytyków produkcji dołączyła organizacja Planned Parenthood, która potępiła film Netfliksa, sugerując, że obraz Andrew Dominika wpisuje się w nurt antyaborcyjnej propagandy.
Ana de Armas jako Marilyn Monroe w filmie "Blondynka" /Netflix © 2022 /materiały prasowe

"Blondynka" to film, którego główną bohaterką jest Marilyn Monroe grana przez Anę de Armas. Choć na pierwszy rzut oka jest to obraz biograficzny, zamiarem jego twórców nie było pokazanie życia i kariery gwiazdy kina w typowy dla takich filmów sposób. Andrew Dominik, który jest również scenarzystą "Blondynki", wybrał z biografii aktorki te fragmenty, które pasowały mu do narracji o nieszczęśliwym życiu Monroe.

Reklama

Sporo kontrowersji wzbudzają zwłaszcza fragmenty, w których bohaterka 'Blondynki" żałuje dokonanej aborcji. 

W jednej ze scen filmu widzimy graną przez Ane de Armas ciężarną Marilyn Monroe prowadzącą rozmowę z planowanym dzieckiem. "Tym razem mnie nie skrzywdzisz, prawda? Nie zrobisz tego, co ostatnio?" - pyta dziecko, nawiązując do pokazanych wcześniej wymuszonych aborcji aktorki.

"Nie chciałam" - tłumaczy się Monroe, na co dziecko odpowiada: "Właśnie, że tak. To była twoja decyzja".

Wkrótce potem gwiazda traci oczekiwane dziecko, co badacz Steph Herold, zajmujący się ekranowymi przedstawieniami aborcji, nazywa "karą za wcześniejsze aborcję".

"Blondynka" wpisuje się w "antyaborcyjną propagandę"?

Jeszcze przed premierą filmu na Netfliksie, w pierwszych recenzjach nazywano "Blondynkę" "antyaborcyjną propagandą" (The Verge) lub sugerowano, że wymowa dzieła jest zgodna ze "stanowiskiem przeciwników aborcji" (IndieWire).

Teraz do chóru krytyków dzieła Andrew Dominika dołączyła działająca na rzecz praw reprodukcyjnych organizacja Planned Parenthood.

"W związku z faktem, że kino i telewizja kształtują nasze wyobrażenie na temat zdrowia seksualnego i spraw związanych z reprodukcją, ważne jest, żeby te obrazy prawdziwie pokazywały kobiece decyzje i doświadczenia" - powiedziała w rozmowie z portalem Hollywood Reporter Caren Spruch z Planned Parenthood.

"Chociaż wiemy, że aborcja jest bezpiecznym [zabiegiem] (...) antyaborcyjni fanatycy od dawna przyczyniają się jej stygmatyzowania, pokazując dalekie od naukowej wiarygodności obrazy płodu i ciąży. Nowy film Andrew Dominika wzmacnia ten przekaz obrazem mówiącego płodu, który wygląda na w pełni rozwinięte dziecko" - dodała Spruch.

Przyznała też, że mimo iż szanuje "artystyczną wolność" twórców filmowych, marzyłaby o tym, aby aborcja pokazywana była na ekranie z "wyczuciem i autentyzmem". "Szkoda, że twórcy 'Blondynki' opowiedzieli się po stronie antyaborcyjnej propagandy i [zdecydowali się na] stygmatyzację ludzkich wyborów" - dodała.

Gwiazdy namawiają do bojkotu "Blondynki"

O "fetyszyzację kobiecego bólu" oskarżyła też twórców "Blondynki" aktorka i modelka Emily Ratajkowski. "Nie jestem zaskoczona, gdy słyszę, że to kolejny film fetyszyzujący ból kobiety, nawet po jej śmierci" - powiedziała w nagraniu zamieszczonym na TikToku.

Powołując się na zbiorową fascynację Britney Spears, zmarłą Amy Winehouse i śmiercią księżnej Diany, Ratajkowski podkreśliła, że jako społeczeństwo "uwielbiamy fetyszyzować kobiecy ból". "Mamy obsesję na punkcie martwych dziewczyn i seryjnych morderców" - stwierdziła.

"Uwielbiamy fetyszyzować kobiecy ból. I myślę, że jako kobiety, mogę powiedzieć za siebie na pewno, nauczyłyśmy się fetyszyzować własny ból oraz cierpienie i prezentować je jako coś, co może być uważane za seksowne" - uzupełniła modelka.

"Myślę, że robimy to na wiele, wiele różnych sposobów" - dodała Ratajkowski.

Autorka książki "Moje ciało" namawiała kobiety do "odrobinę większego wkurzenia", a społeczeństwo, do zmiany sposobu, w jaki postrzega płeć piękną.

"Chcę, żeby to się zmieniło. Ale myślałam o tym i wiesz, co jest trudne do fetyszyzowania? Złość. Złość jest trudna do fetyszyzowania. Więc mam propozycję. Wkurzmy się. Będę w mojej erze czarownic" - zakończyła.

Także Courtney Stodden obiecała zbojkotować "Blondynkę" i wezwała innych, aby nie oglądali filmu.

28-letnia gwiazda wyznała w kolumnie Page Six w New York Post: "Nie będę tego oglądać. Jako ktoś, kto rozumie, jak to jest być wykorzystywanym w sposób seksualny, a potem ludzie robią z ciebie żart, kiedy nie jesteś żartem, myślę, że zanurzenie się w tym byłoby trochę lekceważące".

"To nie jest Marilyn Monroe, to nie jest jej historia. to fikcja, która ma uczynić ją kimś, kim nie była. Nigdy nie chciała być dziewczyną, za jaką wielu ją uważa" - podsumowała Stodden.

Czytaj więcej:

Marcin Dorociński w "Mission: Impossible"? Polski aktor przerwał milczenie

Seksbomba? Polska aktorka nie unika rozbieranych scen

HBO Max usuwa papierosy z plakatów filmowych. Gwiazdorzy zostali ocenzurowani!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Blondynka (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy