"Była sama w sobie naprawdę dziełem sztuki" - wspomina zmarłą dziś w nocy Barbarę Krafftównę Joanna Szczepkowska. "Dysponowała nieograniczoną rozpiętością talentu" - dodaje reżyser Maciej Prus. "Bez niej będzie smutniej i głupiej" - podsumowuje Magdalena Zawadzka.
Barbara KrafftównaPiotr ZającReporter
Maciej Prus w rozmowie z PAP przypomniał, że Barbara Krafftówna była "ukochaną uczennicą fenomenalnego, lekko zapomnianego artysty teatru, reżysera Iwo Galla". "Halina Gallowa, wybitny pedagog, zawsze opowiadała, że mąż mówił do Basi: 'bądź męska', w znaczeniu: 'bądź silna'. Ta drobniutka kobieta była na scenie silna jak mężczyzna. Miała niebywały talent i nieprawdopodobne możliwości. Ale pomnik po niej zostaje, bo to, co ona zagrała u Hasa w 'Jak być kochaną', to jest już światowa czołówka. Takich ról, jakie ona zagrała, jest niewiele na świecie" - powiedział.
Reżyser podkreślił, że Barbara Krafftówna "była fantastyczną aktorką, a przy tym dysponowała nieograniczoną rozpiętością talentu". "Przecież to była gwiazda kabaretu - pamiętamy jej 'Przeklnij mnie' z Kabaretu Starszych Panów - a jednocześnie tworzyła najbardziej dramatyczne role filmowe - by przypomnieć jeszcze raz Felicję z 'Jak być kochaną'. Wielka aktorka o nieobliczalnych możliwościach" - powiedział.
"W scenach w samolocie fotografowano mnie wyłącznie w zbliżeniach. Zdjęcia były dość trudne, proponowano mi, żebym zdjęła szpilki i założyła wygodne pantofle. Nie zrobiłam tego. Dopiero w pełnym stroju - kostiumie, kapeluszu, rękawiczkach, szpilkach - mogłam czuć się jak Felicja w trakcie podróży do Paryża. Albo inny przykład: jak oddać uczucia, myśli kobiety, którą zgwałcono? Całą tę scenę - w pokoju i w łazience - grałam na bosaka. Chodzenie bosą nogą po brudnej, zimnej podłodze atelier pozwoliło mi na znalezienie - chyba niezupełnie świadomie - właściwego wyrazu aktorskiego" - ujawniła Krafftówna.East News/POLFILM
Film "Jak być kochaną" otrzymał w 1963 roku Złotą Kaczkę - nagrodę magazynu "Film" dla najlepszej produkcji sezonu. Był również pokazywany na festiwalu w San Francisco, gdzie zdobył główną nagrodę - Złote Wrota oraz wyróżnienia dla Barbary Krafftówny (najlepsza aktorka) i Kazimierza Brandysa (najlepszy scenariusz).East News/POLFILM
Nieco światła na sposób kreowania bohaterki rzuciła sama aktorka. "Jestem pewna, że rola Felicji byłaby zupełnie inna, gdyby nie długie ujęcia i zdjęcia z jednoczesnym nagrywaniem dźwięku i dialogów, co było charakterystyczną metodą pracy Wojciecha Jerzego Hasa. Dopiero w takich warunkach aktor może dać z siebie wszystko, skupić się , naprawdę tworzyć. Wówczas zaczynają odgrywać role sprawy na pozór nieistotne, na przykład szczegóły ubioru" - zwierzała się po premierze Krafftówna dodając, jak ważne było dla niej wczucie się kostium Felicji.East News/POLFILM
"Jak być kochaną" w dużej mierze skonstruowane było na retrospekcjach głównej bohaterki. Poznajemy ją w latach 60. , kiedy leci do Paryża na zaproszenie przybranej córki. Dramatyczne wydarzenia wojenne są więc w filmie Hasa jedynie funkcją pamięci Felicji.East News/POLFILM
Felicja (Barbara Krafftówna), główna bohaterka filmu, jest młodą, początkującą aktorką, zakochaną bez wzajemności w koledze po fachu - Wiktorze Rawiczu (Zbigniew Cybulski). Gdy pada nań podejrzenie o zabicie folksdojcza, dziewczyna podejmuje się ukryć go w swoim mieszkaniu. Marzy, że Rawicz mieszkając z nią, odwzajemni jej uczucie. Żeby mieć ukochanego przy sobie, gotowa jest na każde poświęcenie. I rzeczywiście, los wystawi ją kilkakrotnie na bardzo ciężką próbę. Felicja przetrzyma jednak wszystko w nadziei, że Rawicz zostanie z nią także, gdy wojna się skończy. Nie dostrzega, że jej ofiara stała się dla niego ciężarem nie do zniesienia. Nie przypuszcza, że kiedy tylko nadarzy się sposobność aktor porzuci świadka swych upokorzeń, załamań i upadków.
Wiktor jest człowiekiem słabym, bez charakteru, stacza się coraz niżej. Tuż po zakończeniu wojny wraca do Felicji, ale tylko po to, by popełnić samobójstwo... Felicja pozbawiona złudzeń i większych ambicji zdobywa jednak wielką popularność dzięki udziałowi w radiowej sadze rodzinnej. A może także wiarę w sens życia.East News/POLFILM
"Otrzymałem tę rolę przez przypadek. Któregoś dnia zadzwonił do mnie Wojtek Has i powiedział: 'Wiesiu, ty grasz samych takich wesołków w tych różnych kabaretach. A ja mam dla ciebie propozycję zupełnie inną'" - wspominał Wiesław Gołas, który wcielił się w niemieckiego żołnierza, który gwałci główną bohaterkę.East News/POLFILM
Ważną kreację stworzył w filmie również Zbigniew Cybulski, który w pewien sposób zdemitologizował tu swego sztandarowego bohatera - Maćka Chełmickiego z "Popiołu i diamentu". Nawiązaniem do słynnej sceny z płonącymi kieliszkami była wizyta Felicji w knajpie w poszukiwaniu Wiktora. "Jest tam i i chłopak, i dziewczyna, i wspominanie wojennej przeszłości. U Hasa nie ma jednak patosu, chłopak i dziewczyna są sporo starsi, a wszystko jest podszyte goryczą" - notowała Iwona Kurz w tekście "Ofelia, Felicja i NN".East News/POLFILM
Sposób, w jaki Wojciech Jerzy Has podszedł do rozliczenia tematyki wojennej, był zgoła odmienny od klasycznych dokonań szkoły polskiej: "Kanału", czy "Popiołu i diamentu" Wajdy.
Janusz Skwara w recenzji w magazynie "Film" zwracał uwagę, że "Jak być kochaną" stanowi "ukoronowanie tej szkoły".
"Spośród wszystkich filmów Hasa, ten zdobył sobie największe uznanie. Nie dlatego, żeby był najlepszy. W dorobku Hasa odnajdziemy filmy bardziej drapieżne i ludzkie - jak 'Pętla' - i bardziej przemyślane artystycznie - jak 'Złoto' [tekst powstał w 1964 roku, a więc zanim Has nakręcił "Rękopis znaleziony w Saragossie" i "Sanatorium pod klepsydrą" - przyp. red.]. A jednak 'Jak być kochaną' pozostanie utworem, do którego ciągle będzie się powracać, o którym nie sposób zapomnieć. Mówiło się, że tajemnica powodzenia tego filmu tkwi w czymś specyficznym; leży on na głównym szlaku tematycznym 'szkoły polskiej' - dyskusji o heroizmie i antyheroizmie. Ba! Są nawet tacy, którzy uważają dziś 'Jak być kochaną' za ukoronowanie tej szkoły, zamknięcie pięknej karty polskiego filmu" - pisał Skwara.East News/POLFILM
Film "Jak być kochaną" przeszedł jednak do historii polskiego kina głównie za sprawą kreacji Barbary Krafftówny. Wiesław Gołas, który grał w filmie Hasa epizod niemieckiego żołnierza, nazywa rolę Krafftówny "najdoskonalszą kreacją kobiecą w dziejach polskiego kina powojennego".
"Has nie analizował szczegółowo postaci z aktorem, nie sugerował takiego czy innego rozegrania poszczególnych scen, nie zatrzymywał się na drobiazgach. Przekazywał jedynie ogólny nastrój, temperaturę tematu. Te rozmowy z reżyserem trwały przez cały czas realizacji filmu. W niezwykle ważnej scenie gwałtu, kiedy Felicja w brutalny sposób staje się kobietą, Has mówił przede wszystkim o znaczeniu tej sceny dla całego rozwoju postaci, dla całego filmu. To bardzo rozszerza inwencję aktora, nie skupia jego uwagi jedynie na drobiazgach" - wspominała pracę z reżyserem Krafftówna.East News/POLFILM
55 lat temu na ekranach kin zadebiutował film Wojciecha Jerzego Hasa "Jak być kochaną" uznawany powszechnie za ostatni obraz nurtu polskiej szkoły filmowej. Do historii przeszedł jednak przede wszystkim za sprawą wybitnej kreacji Barbary Krafftówny.East News/POLFILM
Dodał, że artystka "miała ogromny wdzięk i urok". "Nie pracowałem z nią nigdy jako reżyser. Podczas studiów byłem jedynie asystentem przy przedstawieniu, w którym występowała. Mimo to Basia zawsze o tym naszym spotkaniu pamiętała. Była wielką gwiazdą, a jednocześnie fenomenalnym człowiekiem, pełnym spokoju i radości" - podsumował Prus.
"Basia Krafftówna była sama w sobie naprawdę dziełem sztuki. Ona mogłaby stać na scenie nic nie mówiąc, a i tak jej sylwetka i wnętrze, bogactwo ducha by do widza przemawiało" - podkreśliła w rozmowie z PAP Joanna Szczepkowska. Jak powiedziała, "sama jej umiejętność skupienia wewnętrznego już powodowała to, że od niej nie można było na scenie oderwać oczu"
Szczepkowska zwróciła również uwagę na głos Barbary Krafftówny. "Jej szczególny głos był przyrównywany do instrumentu muzycznego" - wskazała. "Ponieważ miała także słuch absolutny, to właściwie wszystko to, co mówiła - czy była to piosenka, czy proza na scenie, czy wiersz - było rodzajem melodii" - powiedziała aktorka.
Szczepkowska wspomniała także, że "Basia podchodziła niebywale poważnie i z wielką dyscypliną do każdej roli". "Mało kto wie, że analizowała każde zdanie. Rozmawiała z reżyserami godzinami, dzwoniła do nich, zadając szereg pytań. Na ogół aktorzy wolą po prostu grać spontanicznie, nie teoretyzując" - powiedziała aktorka. "Basia natomiast podchodziła do roli bardzo analitycznie" - dodała. "Dopiero z całym bagażem wiedzy wchodziła na scenę, po wielu rozmowach i dyskusjach" - wyjaśniła.
W ostatnich latach można ją było zobaczyć m.in. w trzech polskich filmach: "Rysiu" Stanisława Tyma (2007, w roli "wicehrabiny"), "Ostatniej akcji" Michała Rogalskiego (2009, jako członkinię walecznego "oddziału" utworzonego przez emerytów, byłych powstańców warszawskich) oraz "Milionie dolarów" Janusza Kondratiuka (2010).
W muzycznej komedii Stanisława Barei "Przygoda z piosenką",
osnutej na motywach operetki Jerzego Jurandota "Miss Polonia", Barbara Krafftówna wcieliła się w postać madame Michaud, właścicielki paryskiego pensjonatu, w którym zatrzymuje się usiłująca podbić Paryż gwiazdka opolskiego festiwalu (Pola Raksa).
Krafftówna występowała także w serialach. Dużą popularność przyniosła jej np. rola Honoraty - żywiołowej dziewczyny z Koniakowa, którą aktorka zagrała u Konrada Nałęckiego w serialu "Czterej pancerni i pies" (na zdjęciu). U Pawła Komorowskiego wystąpiła jako pani Makowiecka, siostra Wołodyjowskiego w "Przygodach pana Michała".
W surrealistycznym "Upale" Kazimierza Kutza Krafftówna spotkała na planie Jeremiego Przyborę i Jerzego Wasowskiego. W późniejszych latach to właśnie w Kabarecie Starszych Panów dokonywała różnorodnej interpretacji materiału muzycznego: od żartobliwego songu "W czasie deszczu dzieci się nudzą" przez liryczne "Zakochałam się w czwartek przypadkiem" po operetkowe, niezapomniane, "Przeklnę cię".
W "Cierpkich głogach" Janusza Weycherta Krafftówna stworzyła postać nauczycielki w wiejskiej szkole, Marty Szymańskiej, która po kilka latach spotyka jednego ze swych wychowanków (Ryszard Filipski).EAST NEWS/POLFILM
W wojennej komedii Ewy i Czesława Petelskich "Don Gabriel" Krafftówna zagrała postać Klementyny - fordanserki z klubu nocnego i sąsiadki tytułowego bohatera, granego przez Brponisława Pawlika profesora Gabriela Tomickiego.EAST NEWS/POLFILM
W "Popiele i diamnecie" Andrzeja Wajdy na pierwszym planie błyszczała Ewa Krzyżewska, Barbara Krafftówna zagrała rólkę Stefki, narzeczonej Staszka Gawlika (Ferdynand Matysik) - robotnika z cementowni zabitego przez Maćka Chełmickiego przy kapliczce.EAST NEWS/POLFILM
Inne role filmowe Krafftówny to m.in.: Zofia Karpińska u Leonarda Buczkowskiego w "Deszczowym lipcu" (1957), Stefka u Andrzeja Wajdy w "Popiele i diamencie" (1958), u Kazimierza Kutza - Niura (na zdjęciu) w "Nikt nie woła" (1960).EAST NEWS/POLFILM
"Rola Felicji w wykonaniu Barbary Krafftówny została okrzyknięta jedną z największych kreacji kobiecych w dziejach polskiego filmu" - napisano na portalu łódzkiej szkoły filmowej. - "Aktorka świetnie oddała skomplikowaną i niebanalną osobowość swojej bohaterki. Mistrzowsko ukazała często sprzeczne uczucia, kierujące jej postępowaniem. Wiarygodnie nakreśliła ewolucję duchową dziewczyny, którą bolesne doświadczenia nauczyły gorzkiej, życiowej mądrości" - przypomniano.
Za najlepszą rolę Krafftówny uważa się postać aktorki Felicji, którą stworzyła w filmie Hasa "Jak być kochaną" (1962). Ten ostatni obraz przyniósł jej w 1963 r. nagrodę za wybitną kreację aktorską na festiwalu w San Francisco.EAST NEWS/POLFILM
...i skromną postać Jadwigi w "Szyfrach" (1966).EAST NEWS/POLFILM
...wyniosłą i władczą postać pięknej Camilli de Tormez w "Rękopisie znalezionym w Saragossie" (1964)...EAST NEWS/POLFILM
"Mam zamiar dożyć do trzech kaktusów, czyli do 111 lat" - żartowała jubilatka przed kilku laty.
W 1953 r. Barbara Krafftówna zadebiutowała w kinie - rolą u Jana Rybkowskiego i Jana Fethke, w "Sprawie do załatwienia". Swoje najlepsze filmowe role wykreowała u Wojciecha Jerzego Hasa - zagrała m.in. pełną liryzmu barmankę Zosię (na zdjęciu) w "Złocie" (1961)...
W ocenie Joanny Szczepkowskiej Barbara Krafftówna "była zdecydowanie za mało wykorzystywana w filmie". "Jej rola w 'Jak być kochaną' to rola zagrana na miarę współczesnych ról. Basia miała bardzo dużo środków wyrazu, które były bogate, a jednocześnie skromne. Kiedy ogląda się 'Jak być kochaną', to widać, jak ona umiała także oszczędnie grać i mimo wszystko, jaki to miało wyraz" - wskazała. "Jak to często w przypadku wybitnych aktorów się mówi, szkoda, że się nie wykorzystywało tak do końca jej talentu" - dodała.
Z kolei Magdalena Zawadzka powiedziała PAP, że "nie ma nic gorszego niż to, że opuszczają nas ludzie, którzy byli dla nas tak wielką wartością". Dodała, że bardzo trudno pogodzić jej się ze śmiercią swojej koleżanki. "To los podejmuje decyzje, ale gdy są to decyzje, które dotyczą takich ludzi, są decyzjami, z którymi nie mogę się pogodzić" - zaznaczyła. "Możemy tylko podziękować, że była z nami tak długo. Wielu wspaniałym osobom nie było to dane. Jej los podarował długowieczność" - podkreśliła.
W 1981 r. Magdalena Zawadzka i Barbara Krafftówna zagrały na scenie Teatru Dramatycznego w "Skizie" Gabrieli Zapolskiej. Krafftówna, u boku Gustawa Holoubka, wcieliła się w rolę Lulu. Magdalena Zawadzka wspominała, że Barbara Krafftówna wielokrotnie doradzała jej w pracy nad rolą: "Służyła także swoją wyrozumiałością i serdecznością oraz wiedzą dotyczącą sztuki aktorskiej".
W scenie z "Ostatniej akcji" (2009) Michała Regulskiegomateriały prasowe
Z Krystyną Rutkowską-Ulewicz w serialu "Niania" (2007)TVN
Z Maciejem Chorzelskim i Patrykiem Lisowskim w "Królu przedmieścia" (2002)TVN
Z Krzysztofem Wakulińskim, Małgorzatą Foremniak i Bronisławem Wrocławskim w serialu "Bank nie z tej ziemi" (1993)materiały prasowe
W scenie z filmu "Skutki noszenia kapelusza w maju" (1993)materiały prasowe
Z Urszulą Modrzyńską i Andrzejem Szczepkowskim w "Deszczowym lipcu" (1957)materiały prasowe
W scenie z filmu "Nikt nie woła" (1960)materiały prasowe
Z Jadwigą Chojnacką w "Dziś w nocy umrze miasto" (1961)materiały prasowe
Z Ireną Malkiewicz i Aleksandrem Dzwonkowskim w "Jutro premiera" (1962)materiały prasowe
"Złoto" (1961)materiały prasowe
Z Polą Raksą w filmie "Ich dzień powszedni" (1963)materiały prasowe
Z Bronisławem Pawlikiem w "Don Gabrielu" (1966)materiały prasowe
Z Andrzejem Kopiczyńskim w "Cierpkich głogach" (1966)materiały prasowe
Z Bronisławem Pawlikiem i Jakubem Wierciakiem w "Kłopotliwym gościu" (1971)materiały prasowe
"Jak być kochaną" (1962)materiały prasowe
Z Jerzym Wasowskim i Jeremim Przyborą w "Upale" (1964)materiały prasowe
Magdalena Zawadzka i Barbara Krafftówna uzyskały tytuł Mistrza Mowy Polskiej. Zawadzka powiedziała, że było to dla niej wyjątkowe doświadczenie, ponieważ dzięki temu mogła częściej słuchać Barbary Krafftówny. "Jej wypowiedzi były małymi felietonami. To wielka rozkosz w czasach, gdy wykwintny język polski jest tak rzadki. Bez niej będzie smutniej i głupiej" - podsumowała Magdalena Zawadzka.
W rozmowie z PAP Barbarę Krafftównę wspominał także reżyser teatralny Paweł Miśkiewicz, który obsadził ją w roli matki w spektaklu "Peer Gynt. Szkice z dramatu Henryka Ibsena" oraz w tytułowej roli - dzielonej z Klarą Bielawką - w "Alicji" na motywach książek Lewisa Carrolla.
"Ciągle jestem w szoku, bo wydawało się, że czas zapomniał o pani Barbarze, że ma podpisany jakiś tajemny pakt - nie wiadomo, z Bogiem czy z diabłem - na to, że będzie zawsze. Właśnie w wypadku roli w 'Alicji' bazowaliśmy na tym cudownym, unikalnym bycie, jakim była - pomieszaniem dziecka i staruszki. Przy czym kompletnie nie respektowała nigdy tego swojego dojrzałego wieku. Była zawsze figlarna, dowcipna, ale jednocześnie bardzo profesjonalna i pokorna w pracy. Choć była wielką aktorką, nigdy nie gwiazdorzyła" - powiedział.
Dodał, że artystka "wyprzedzała swój czas niesamowitą świadomością formy", co widać, kiedy ogląda się jej stare prace filmowe czy spektakle Teatru Telewizji. "Miała niesamowite wyczucie formy i odwagę sięgania w nieoczywiste rejony, w które inni się nie zapuszczali. Ciekawość świata i ludzi zachowała do samego końca, bo jeszcze niedawno odwiedzała moje premiery, zaglądała do teatru, ciągle zainteresowana, co się dzieje" - podkreślił reżyser.
Miśkiewicz wspomniał, że z Barbarą Krafftówną spotkał się już we wczesnym dzieciństwie dzięki płytom z bajkami, których słuchał. "Zawsze zachwycał mnie ten unikalny tembr głosu, kompletnie irracjonalna, a jednak trafiająca w sedno intonacja rozmaitych fraz, które już tam było słychać. Miałem wrażenie, że tak jak towarzyszyła mi pani Barbara od lat dziecinnych, tak będzie i do samego końca. Trochę mnie oszukała dzisiaj, ale myśl o niej zawsze wywołuje uśmiech i radość. Nawet teraz, w tak smutnym dniu, gdy się ją wspomina, to nie z żalem i bólem, tylko z radością, że w ogóle ktoś tak wyjątkowy był między nami" - zwrócił uwagę.
Zobacz również:
Operacje zniszczyły jej twarz. "To, co mi się stało, jest straszne"
Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.