Reklama

​"Avengers: Koniec gry": Epokowa superprodukcja

Stężenie talentu na minutę filmu w superprodukcji "Avengers: Koniec gry" bije wszelkie możliwe rekordy. Plejada najlepszych hollywoodzkich aktorów opowiada o projekcie, który zmieni historię kina.

Czy już niebawem to będzie najbardziej kasowy film w historii kina?

Akcja filmu "Avengers: Koniec gry" dzieje się tuż po wydarzeniach znanych z poprzedniej części cyklu - "Avengers: Wojna bez granic". Po wymazaniu połowy życia we Wszechświecie przez Thanosa, Avengersi starają się zrobić wszystko, co konieczne, aby pokonać szalonego tytana.

Reklama

- To najwyższa stawka, o jaką kiedykolwiek przyszło zagrać Avengersom - twierdzi Scarlett Johansson, ekranowa Natasha Romanoff, czyli Czarna Wdowa.

- "Wojna bez granic" to był obłęd, ale "Koniec gry" to będzie nasza godzina chwały. Gwarantuję, że nie ma szans, aby ktokolwiek zgadł, co się wydarzy - dodaje Robert Downey Jr., filmowy Tony Stark, czyli Iron Man.

Zanosi się na to, że dojdzie do najważniejszego starcia w historii Avengersów. Ale kto, jak nie oni, miałby się podjąć ratowania Wszechświata? - To będzie koniec pokazu fajerwerków, wielki finał! - mówi Brie Larson, która wciela się w postać Carol Danvers, czyli Kapitan Marvel.

Nowi "Avengersi" na fajerwerkach się jednak nie kończą. "Koniec gry" pozwala także poznać nowe oblicze niektórych postaci. A przede wszystkim dalsze losy bohaterów, których historie fani śledzą już od ponad dekady.

- Za każdym razem, kiedy grałem Thora, chciałem osiągnąć coś innego. A reżyserzy wspierali mnie w rozwijaniu tego superbohatera. Na dobre zaczęło się od "Thora: Ragnaroka", w którym zaszła największa zamiana. Podobnie było w "Wojnie bez granic", więc chciałem to kontynuować również w nowych "Avengersach". I tak się stało. Mój Thor to zupełnie nowa kreacja, ale na razie nie mogę zdradzić, co dokładnie się zmieniło - powiedział tajemniczo Chris Hemsworth.

- Jest znakomita i już nie mogę się doczekać, jak zareagują na nią widzowie - skomentował jego wypowiedź Don Cheadle, filmowy James Rhodes, czyli War Machine. - "Avengers: Koniec gry" to była bardzo interesująca przejażdżka, która oznaczała dla mnie wiele świetnej zabawy. To naprawdę ekscytujące i intrygujące, że po tym wszystkim, co do tej pory w tylu seriach przydarzyło się tym postaciom, wciąż jest jeszcze coś nowego, co możemy o nich opowiedzieć. I że ciągle czeka je coś nowego.

- To wyjątkowo ciekawe, że tyle się zmienia w tym uniwersum. A mnie wciąż sprawia to przyjemność - dodał aktor, zachęcając do zanurzenia się w kolejnej części epokowego przedsięwzięcia Marvel Studios.

Warto, bo - jak zapewnia Chris Evans, ekranowy Steve Rogers, czyli Kapitan Ameryka - Za każdym razem, kiedy myślisz, że Marvel wyciągnął z rękawa już wszystkie sztuczki... Okazuje się, że najlepsze trzymali na teraz!


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Avengers: Koniec gry

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje