Reklama

"Austeria": Polski film nie został zgłoszony do Oscara, bo był antyrosyjski?

We wtorek mija 40 lat od premiery "Austerii" Jerzego Kawalerowicza. "Zaginiony świat Żydów polskich długo czekał na utrwalenie w dziele filmowym" - tłumaczył reżyser.

We wtorek mija 40 lat od premiery "Austerii" Jerzego Kawalerowicza. "Zaginiony świat Żydów polskich długo czekał na utrwalenie w dziele filmowym" - tłumaczył reżyser.
Franciszek Pieczka w filmie "Austeria" /TVP

O filmowej wersji "Austerii" głośno było jeszcze w trakcie produkcji. Ekranizacja jednej z najwybitniejszych powieści Juliana Stryjkowskiego wzbudzała zrozumiałe zainteresowanie. Potem przyszła premiera w Chicago, polska premiera w czasie "Konfrontacji", wreszcie Złote Lwy - główna nagroda na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku - Gdyni.

Nie wszyscy wiedzą, że Jerzy Kawalerowicz na pomysł realizacji filmu opartego na książce Juliana Stryjkowskiego wpadł już kilkanaście lat wcześniej.

Reklama

"Scenariusz 'Austerii', który na podstawie niewydanej jeszcze książki Juliana Stryjkowskiego napisałem razem z Tadeuszem Konwickim, miał być skierowany do realizacji w roku 1967. Ale oto wybuchła wojna izraelsko-egipska i Polska zajęła wówczas stanowisko proegipskie. Kierownictwo kinematografii nie wyraziło zgody na realizację "żydowskiego" filmu. Dopiero w 1981 pojawiła się możliwość nakręcenia 'Austerii'. W scenariuszu sprzed lat nie zmieniliśmy ani słowa. Nie było takiej potrzeby. Okazało się, że Stryjkowski dostarczył nam materiału o ponadczasowych, trwałych wartościach" - mówił w jednej z rozmów Jerzy Kawalerowicz.

Twórca 'Austerii" dodawał , że po 13 latach, kiedy film wreszcie powstał, przylepiono mu etykietkę antyrosyjskiego. "Chodziło o dwie sceny z Kozakami. Konsekwencją były nożyczki cenzora, mały nakład kopii, ograniczone rozpowszechnianie, Film nie został - choć mógł być - zgłoszony do Oscara, ale nie poszedł 'na półki'" - wspominał Kawalerowicz.

Zaginiony świat polskich Żydów

Akcja filmu rozgrywa się w 1914 roku podczas pierwszego dnia I wojny światowej. Przy drodze do małego galicyjskiego miasteczka stoi karczma, tytułowa austeria, prowadzona przez starego, mądrego Żyda Taga (Franciszek Pieczka). Znajdują w niej schronienie pierwsi uciekinierzy zagrożeni kozackim pogromem. Są wśród nich bogaci, wyemancypowani Żydzi z miasteczka. Są chasydzi - mistycy i fanatycy religii, nie zdający sobie sprawy z tego, co się wokół dzieje. Na tle tej barwnej zbiorowości rysuje się wyrazista postać Taga, filozofa i wolnomyśliciela, mającego świadomość nadciągającej katastrofy. Pełen trzeźwego sceptycyzmu otacza wszakże ciepłem i serdecznością wszystkich, których jego austeria przygarnęła na tę noc. Przeczuwa, że z nadejściem dnia nadejdzie także zagłada - czytamy w opisie filmu na stronie Internetowej Bazy Filmu Polskiego.

Już pierwsze sekwencje dzieła Kawalerowicza wprowadzają widza w świat dla wielu nieznany lub zapomniany, świat, który odszedł bezpowrotnie. Jest nim kultura Żydów polskich - oryginalnej i hermetycznej społeczności o własnej filozofii, obyczajowości, religijności i niepowtarzalnym humorze.

"Zaginiony świat Żydów polskich długo czekał na utrwalenie w dziele filmowym. Ta oryginalna społeczność, z jej kulturą myślową, filozofią, obyczajowością, niepowtarzalnym urokiem i poezją, zasługiwała na trwały pomnik w kulturze światowej. Zawsze wydawało mi się, że tylko w Polsce można nakręcić odpowiednio reprezentacyjny film, poświęcony tej tematyce. Żyją tu jeszcze ludzie, którzy pamiętają ten zaginiony świat, pracują artyści, którzy mają jeszcze w oczach kształt wizualny zamordowanej cywilizacji, którzy słyszą jeszcze dźwięki i melodie tamtych czasów" - mówił w jednym z wywiadów Jerzy Kawalerowicz.

Modły, czuwanie, wizje obrzędów

O rytualnej wartości "Austerii" pisał na łamach "Kina" Oskar Sobański.

"To jest przecież film, w którym dzieje się bardzo mało. Kilkadziesiąt osób spędza w przydrożnej karczmie pierwszą noc pierwszej wojny światowej. Ze świata docierają jakieś mętne sygnały, dzieje się coś strasznego, lecz niezdefiniowanego. O wiele więcej czasu wypełniają modły, czuwanie nad zabitą dziewczyną, amory niewiernej żony, wizje obrzędów w synagodze, wreszcie dziwne, chwilami denerwujące śpiewy i tańce chasydów. Ginie sympatyczna para młodziutkich kochanków, fale uchodźców wlewają się do karczmy i rozpraszają, wreszcie nadchodzi świt dnia zagłady" - notował recenzent "Kina", puentując: "To wszystko jest opisem obyczaju, a nie akcją; akcji prawie nie ma. A jednak film trzyma w napięciu".

Kawalerowicz mówił jeszcze przed przystąpieniem do realizacji filmu, że chciał stworzyć "filmowy fresk".

"W dynamicznym skrócie staram się odtworzyć świat marzeń, nawyków myślowych, postaw filozoficznych Żydostwa wschodnioeuropejskiego w obliczu ostatecznego zagrożenia. Fresk ten zamykam jakby w ramy Sądnego Dnia - dosłownie i w przenośni. W ciągu jednego dnia i jednej nocy staram się pokazać, może nawet zbyt brutalnie, postawy ludzi wobec ostateczności jaką jest każda wojna niosąca ze sobą perspektywę zagłady. Takie potraktowanie tematu staje się bardziej uniwersalne" - deklarował reżyser.

Życiowa rola Franciszka Pieczki

"Austerię" okrzyknięto jednym z najważniejszych filmów polskich i najważniejszym, oprócz "Matki Joanny od Aniołów" w dorobku Kawalerowicza. Znakomite recenzje zebrał Franciszek Pieczka jako odtwórca głównej roli Taga.

"Franciszek Pieczka raz jeszcze potwierdza, że jest aktorem takim jak Anthony Quinn, może grać każdego. Wszystko, co Stryjkowski zawarł w postaci karczmarza, mędrca obarczonego wiedzą o przyszłym losie jego społeczeństwa i nic nie mogącego zrobić, by się odwróciły wyroki boskie, Pieczka wyraził do końca" - chwalił aktora Oskar Sobański.

Warto podkreślić, że brawa za swe kreacje zebrali także drugoplanowi aktorzy: Wojciech Pszoniak ("Ziemia obiecana", "Korczak", "Bajland", "Mistyfikacja") w roli Rudego Josele, Liliana Głąbczyńska, obecnie Komorowska, ("Nie ufaj nikomu", "Królewski skandal", "Mniejsze zło") jako Jewdocha oraz Gołda Tencer ("Komedianci", "Wojna i miłość") w roli zagubionej i nieszczęśliwej Blanki.

Bardzo podobały się również sugestywne zdjęcia przedwcześnie zmarłego operatora Zygmunta Samosiuka. "Dzięki niemu 'Austeria' jest najlepiej sfotografowanym - oprócz "Doliny Issy" - filmem polskim ostatnich lat" - pisał branżowy "Film". Pojawiły się nawet głosy, że dzieło Kawalerowicza przewyższa swój literacki pierwowzór.

Atlantyda na krawędzi katastrofy

Iwona Kurz podkreśla jednak, że reżyser czuł po zrealizowaniu "Austerii" niedosyt.

"Najważniejsze filmy, które miały zmienić sposób postrzegania problematyki Zagłady - 'Shoah' Lanzmanna, 'Lista Schindlera' Spielberga - były jeszcze przed nami. Tymczasem 'Austeria' wynikała z przekonania, że nie sama eksterminację należy, czy też można przedstawiać, lecz raczej obraz świata, który zmiotła" - zauważyła Kurz.

W tekście poświęconym cyfrowej rekonstrukcji arcydzieła Kawalerowicza autorka zauważa, że mimo ciężaru zagłady, wiszącej nad światem przedstawionym w filmie, "Austeria" "kipi od namiętności".

"Jest w nim miłość i lęk przed śmiercią, są spory o dogmaty i imponderabilia, są troski i zachwyty, dogadywania, wyrzekania i modlitwy. To rzeczywistość targana sprzecznościami, podzielona konfliktem emocji i ortodoksji, żywa i bogata. I oto znalazła się na krawędzi katastrofy" - notowała Iwona Kurz.

"Ten 'obraz Atlantydy', jak mówił o filmie jego twórca, nakreślony jest subtelnie a zarazem z niezwykłą żywotna siłą. Siła Taga, który łączy zrozumienie i dystans do rzeczywistości, tak ludzkiej, jak boskiej, potwierdza zarazem kruchość tej konstrukcji - co się stanie ze światem, kiedy go zabraknie? Odpowiedzią jest obraz rzeki spływającej krwią chasydów, którzy przedtem radośnie powitali nowy dzień" - zakończyła autorka.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Austeria
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy