Reklama

Reklama

​Alec Baldwin znów usunął konto na Twitterze. Kuriozalny powód

Pod koniec zeszłego roku internauci zarzucili żonie Aleca Baldwina, że kłamie na temat swojego hiszpańskiego pochodzenia i mówi ze sztucznym południowym akcentem. Znany hollywoodzki aktor, broniąc ukochanej Hilarii, po raz kolejny dolał oliwy do ognia. Zasugerował on na Twitterze, iż posługiwanie się przez aktorkę Gillian Anderson dwoma akcentami - amerykańskim i brytyjskim - jest podobnym przypadkiem. Baldwin natychmiast zderzył się z falą krytyki i w końcu usunął swoje konto.

​Alec Baldwin ma ostatnio gorszy okres

Gwiazda "The Crown" zaskoczyła fanów oglądających transmisję tegorocznej ceremonii wręczenia Złotych Globów. Odbierając nagrodę za swój występ w tym serialu, Anderson wygłosiła przemówienie posługując się amerykańskim akcentem. Wywołało to spore poruszenie w sieci. Nie wszyscy bowiem wiedzą, że znana z brytyjskich produkcji aktorka jest Amerykanką. Urodziła się w Chicago, jako dziecko mieszkała z rodzicami w Anglii, a w wieku 11 lat wraz z rodziną przeprowadziła się do Stanów Zjednoczonych.

Jej zdolność do zmiany akcentu z amerykańskiego na brytyjski od dawna fascynuje widzów. W wywiadzie udzielonym przed kilkoma laty dziennikowi "The Telegraph" Anderson wyznała, że nie ma nad tym kontroli. "Chciałabym móc to kontrolować, ale nie potrafię. Po prostu zaczynam mówić z jednym albo drugim akcentem. Kiedy przeprowadziłam się do Stanów, starałam się trzymać brytyjskiego akcentu, bo mnie wyróżniał" - zaznaczyła.

Do tego swoistego talentu Anderson odniósł się teraz Alec Baldwin, który zasugerował, że sytuacja ta jest podobna do niedawnej afery z udziałem jego żony, Hilarii. Przypomnijmy, że została ona oskarżona o sfałszowanie swojego hiszpańskiego pochodzenia i posługiwanie się nienaturalnym, wykreowanym przez siebie południowym akcentem.

Reklama

Słynny aktor opublikował na Twitterze post, w którym zamieścił link do opisującego reakcje na wystąpienie Anderson artykułu, jaki ukazał się na stronie CNN. "Zmienianie akcentu? To brzmi... fascynująco" - napisał ironicznie Baldwin. Odbiorcy natychmiast ruszyli z wyjaśnieniami, przekonując gwiazdora, że przypadek Anderson różni się od historii jego ukochanej. I nie ma w istocie nic wspólnego z kierowanymi pod jej adresem zarzutami.

"Gillian Anderson jest Amerykanką. Urodziła się w Chicago. Poza tym, że grała w brytyjskich produkcjach, nigdy nie udawała, że jest Brytyjką. Wcielenie się w Margaret Thatcher było po prostu jej rolą. Te dwie sytuacje są diametralnie różne. Powinieneś o tym wiedzieć" - napisał jeden z użytkowników Twittera.

"Hilaria udawała swój hiszpański akcent, roszcząc sobie prawo do hiszpańskiego dziedzictwa i kultury, fałszując własne pochodzenie. Uwierz, że to nie jest to samo, co mówienie z amerykańskim akcentem przez Gillian Anderson, która nie kłamie na temat tego, że jest Amerykanką, bo naprawdę nią jest" - wtórował mu kolejny. "Gillian jest aktorką, od której praca wymaga niekiedy mówienia z brytyjskim akcentem. Nie ma w tym nic dziwnego - połowę życia spędziła w Anglii" - dodał inny komentator.

Po zderzeniu się z falą krytyki Baldwin skapitulował i, zamiast wdawać się w internetowe dyskusje, po raz kolejny usunął swoje konto na Twitterze.

PAP life
Dowiedz się więcej na temat: Alec Baldwin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL