Reklama

"Wojna domowa": Wszystko zaczęło się od "Przekroju"

Serial okazał się strzałem w dziesiątkę. Widzowie pokochali "Wojnę domową" i po ponad 50 latach od premiery, która odbyła się 24 października 1965 roku, wciąż chętnie oglądają powtórki. A jak to się zaczęło?

Bohaterowie serialu "Wojna domowa" (1965-66)

Siłą "Wojny domowej" jest znakomita obsada aktorska i ponadczasowy temat ścierania się pokoleń, bo "wojna domowa od wielu wieków trwa".

Reklama

"Miałem wyjątkową sytuację - opowiadał reżyser Jerzy Gruza. - Oni mnie lubili, ja lubiłem ich. A byli bardzo pozajmowani. Mieli po dwa kalendarzyki Orbisu z terminami swych zajęć. Kwiatkowska ze trzy. Ale wiedzieli, że rzecz jest fajna i, jak to się wtedy mówiło, niepartyjna".

Wbrew woli ojca

Dla odtwórców głównych ról młodych bohaterów serial był aktorskim debiutem. W Pawła Jankowskiego wcielił się Krzysztof Janczar, syn niezapomnianego Tadeusza Janczara. "Byliśmy z tatą na Torwarze i tam zauważył nas drugi reżyser 'Wojny domowej' Ryszard Pluciński - wspomina Janczar okoliczności, w jakich dostał rolę. - Pogadał z tatą i zapytał, czy bym nie przyszedł na próbne zdjęcia. Poszedłem, ale tata pojawił się na tych przesłuchaniach i powiedział Jerzemu Gruzie, żeby mnie nie angażował. Miałem wtedy inne nazwisko niż ojciec. Nazywałem się Krzysztof Musiał. Ekipa 'Wojny domowej' spodziewała się na zdjęciach młodego Janczara. Zjawił się jakiś Musiał, którego oni nie znali i nie kojarzyli z Janczarem. Okazało się, że jestem dobry i dostałem tę rolę".

Na planie radził sobie znakomicie. "Produkcja pomagała mi w sprawach szkolnych, załatwiała zwolnienia, nauczyciele patrzyli na mnie łaskawie. Obawy ojca, że coś mogę przez to stracić, były kompletnie nieuzasadnione. (...) Miałem wianuszek wielbicielek, ale byłem za smarkaty, żeby to docenić". Za zarobione w "Wojnie" pieniądze młodociany aktor kupił sobie motorower, a resztę odłożył na książeczkę mieszkaniową.

O wiele mniej wiemy o okolicznościach zaangażowania do roli Anuli kilkunastoletniej Elżbiety Góralczyk. Zapewne wybrana została na zdjęciach próbnych. Rezolutna nastolatka bardzo dobrze odnalazła się w otoczeniu znakomitych aktorów i doskonale dogadywała się z Krzysztofem Janczarem. Wielka w tym zasługa Aliny Janowskiej, którą reżyser poprosił o opiekę nad debiutantami.

"Zaprosiłam do siebie do domu tych dwoje - wspominała aktorka. - Zaproponowałam: opowiedzcie o sobie - i oni mówili. O szkole, o domu, swoich sprawach, kolegach, koleżankach, o życiu prywatnym". Między całą trójką nawiązała się koleżeńska nić, która potem uwiarygodniła ich filmowe przygody. Mimo różnicy wieku i życiowych doświadczeń bliska relacja obu pań przetrwała lata - pani Alina utrzymywała kontakt z Elą nawet wtedy, gdy ta wyjechała do Austrii, gdzie założyła rodzinę [zmarła w 2008 roku - red.].

A przecież niewiele brakowało, by Alina Janowska odmówiła udziału w tym przedsięwzięciu - wszystko przez niefortunne spotkanie sprzed lat, we Wrocławiu. Jerzy Gruza (reżyser) i Mieczysław Jahoda (autor zdjęć) zaprezentowali się jej wtedy w stanie bardzo nietrzeźwym, a tego pani Alina zdecydowanie nie lubiła. Gdy więc Gruza zgłosił się do niej po latach z propozycją zagrania w serialu, chciała odmówić. Na szczęście dała się przekonać...

Koniec końców jednak, to nie ona miała problemy z reżyserem, a on z nią. Mimo całego swojego profesjonalizmu, pani Alina była bowiem przez jakiś czas nieco... rozproszona. Padła bowiem ofiarą kradzieży i nieustannie prowadziła rozmowy telefoniczne z prawnikiem i milicjantami.

Ta dzisiejsza młodzież!

Na planie Alina Janowska musiała współpracować nie tylko z aktorskim narybkiem, ale także z prawdziwymi mistrzami. Najlepiej układało się jej z Ireną Kwiatkowską - filmową żoną Kazimierza Jankowskiego (Kazimierz Rudzki) i "mamą" Pawła. Jankowski często jeździ w delegacje do Radomia, a potem z mozołem usiłuje je rozliczyć. Właściwie to w tych radomskich delegacjach pan Kazimierz spędza drugie, tajemnicze życie. To z Radomia przywozi marokańskie sardynki, a z Kielc scyzoryk dla syna. W kinie w Radomiu ogląda "Pierwszy dzień wolności". A raz zdradza się, że był na dancingu. Na pytanie sąsiadki, co mąż Jankowskiej tak często robi w terenie, ta odpowiada: "Inspekcja. Bada, dlaczego ludzie tak mało produkują, a tak dużo konsumują". Ot, zwykłe życie inteligencji pracującej...

W serialu często padają kwestie o trudnej młodzieży. Ale tak naprawdę Anuli i Pawłowi trudno coś zarzucić. Rodzicom nie podoba się, że Paweł słucha jazzu i za dużo czyta. Anula mnóstwo czasu spędza w łazience, a jej opiekunowie zostają uprzedzeni: "żeby nie nosiła stylonów bez szwów i żeby się nie tapirowała". Mamy w "Wojnie" także subtelną ironię z naszego odwiecznego cierpiętnictwa i satyrę na raczkującą telewizję. Paweł w jednym z odcinków również uczestniczy w walce o telewizyjną sławę. Przepada na castingu, ale ponownie próbuje sił w Konkursie Młodych Talentów. Konkurs wygrywa szczerbata Basia, skoligacona z jakąś wpływową osobą...

"'Wojna domowa' wzięła się z tego, czego nie lubił Gomułka, z tygodnika 'Przekrój' - wyjaśnia genezę serialu Jerzy Gruza. - To było jedyne kosmopolityczne pismo w Polsce, nasze okienko na świat. Pisała tam felietony Maria Zientarowa [pseudonim Miry Michałowskiej - red.], osoba niezwykle otwarta na świat i ludzi. Kiedy mieliśmy stworzyć pierwszy serial, naturalnym odruchem było sięgnięcie po niezwykle popularne postaci, które stworzyła. Wystarczyło rzecz rozwinąć".

Ludwik Jerzy Kern, inny popularny autor "Przekroju", napisał słowa części piosenek do serialu. Autorem ścieżki muzycznej był Jerzy "Duduś" Matuszkiewicz.

Lejek a sprawa polska

Partyjnym recenzentom serial nie przypadł do gustu. Narzekali, że "Wojna domowa" jest programowaniem mieszczańskiego przygłupka. Po rozruchach w 1968 roku pisano też, że to "Wojna" wyprowadziła młodzież na ulice.

Takie głosy z obozu władzy nie wróżyły dobrze, ale szanse na kontynuację serialu utonęły ostatecznie w... psim moczu. W odcinku"Nowy nabytek" bohaterowie przygarniają szczeniaczka. Piesek szybko zyskuje miano Lejka, a gospodarze, by chronić parkiet, podkładają mu gazety. Na podłogę trafił też tygodnik "Kultura", którego redaktorem naczelnym był wtedy partyjniak Janusz Wilhelmi. I to podobno właśnie on wydał wyrok na dalszy ciąg "Wojny domowej"...

PP

Życie na Gorąco Retro

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Wojna domowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje