Reklama

Reklama

"Squid Game": Witajcie w dorosłym piekle z dziecinnego koszmaru [fabuła, zwiastun, recenzja]

"Formularz zgody. Klauzula pierwsza: Gracz nie może przerwać gry. Klauzula druga: Kto odmówi udziału, zostanie wyeliminowany. Klauzula trzecia: Grę można przerwać głosem większości". Te proste trzy zasady zaczynają rywalizację, która wciągnęła widzów na całym świecie. Południowokoreański serial "Squid Game" właśnie został najpopularniejszą produkcją Netfliksa w historii. Również w Polsce od wielu dni jest numerem jeden na streamingowej platformie.

Kadr z serialu "Squid Game"

Jeżeli wrzucimy bohaterów "Parasite" do świata "Cube", a Michaela Douglasa z "Gry" zastąpimy Lee Jung-jae i pozbawimy go majątku, dodamy do tego jeszcze kultową zasadę "Fight Clubu. Podziemnego kręgu" ("The first rule of Fight Club is: you do not talk about Fight Club") oraz rywalizację "Igrzysk śmierci" i japońskiego "Battle Royale" - uzyskamy właśnie to: "Squid Game". Widowisko, w którym pod płaszczykiem wartkiej akcji i graficznej przemocy, skrywa się druzgocący komentarz społeczny.

Reklama

Czytaj więcej:
"Squid Game": Najpopularniejszy serial Netfliksa
"Squid Game": Serial powodem problemów Netfliksa w Korei Południowej

Globalny fenomen

Od kilkunastu dni "Squid Game" nie znika z ust widzów Netfliksa na całym świecie. Media tradycyjne rozpisują się o fenomenie, a w społecznościowych trwa istny karnawał. W realu między fanami przed pop-up shopem (czasowym sklepem) w Paryżu dochodzi do bójek, nauczyciele wzywają rodziców, żeby nie pozwalali dzieciom oglądać serialu w obawie o kopiowanie niebezpiecznych zachowań, właściciel numeru telefonu, który pojawia się w produkcji, nie nadąża za tysiącami połączeń. W Korei Południowej zainteresowanie "Squid Game" było w pewnym momencie tak gigantyczne, że zanotowano zakłócenia na łączach internetowych, a dziś na stronach "Guardiana" wraca pytanie o to, kto powinien płacić za wzmożenie ruchu w sieci. Gadżety rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Aktorzy zdumieni są falą uwielbienia. Szaleństwo!

Czytaj więcej! Jak zrobić słynne ciasteczka ze "Squid Game"?

Południowokoreańscy twórcy rozbili bank - chwalą się zresztą jak ważna dla ich przemysłu filmowego to realizacja, jak wiele miejsc pracy dała. Ich mroczna opowieść o grze na śmierć i życie o bajońskie pieniądze (45,6 miliarda wonów, czyli około 38 milionów dolarów) świetnie odpowiada na potrzeby i oczekiwania fanowskiej kultury, a jednocześnie idealnie rezonuje ze społecznym, (po)pandemicznym drżeniem w tylu zakątkach globu.

Fair game. Bloody game - gra uczciwa, ale krwawa. Fabuła

Fabuła intryguje "z buta", a bohaterowie natychmiast przykuwają uwagę. Zadłużeni biedacy i pechowcy, którym w życiu coś nie wyszło - wiemy już po doświadczeniach ostatnich kilkunastu miesięcy, że każdy z nas może z dnia na dzień znaleźć się na ich miejscu. Jest tu starzec z rakiem mózgu, uciekinierka z Korei Północnej, emigrant zarobkowy z Pakistanu, ale i absolwent prestiżowego Uniwersytetu Seulskiego - duma dzielnicy. Wszyscy jadą na tym samym wózku. Mają różne temperamenty, umiejętności, marzenia, zalety i wady, wykształcenie. Wszyscy walczą o życie i pieniądze.

Najlepiej poznajemy Seong Gi-huna (Lee Jung-jae), który przez lata próbował kilku interesów, żaden nie wyszedł, żona go opuściła, nie stać go na prezent dla córki, karmi go matka, a do tego ma skłonności hazardowe. Wkrótce stanie się numerem 456 - ostatnim skaptowanym uczestnikiem tajemniczej gry, w której wygrać można dziką fortunę albo w trybie ekspresowym pożegnać się z ziemskim padołem.

Labirynt pełen pułapek

Rywalizacja toczy się w zamkniętym ośrodku w nieznanej, acz odciętej od reszty cywilizacji lokalizacji, pod lufami karabinów zamaskowanych strażników. Rozgrywki są "dziecinnie proste" - to zabawy koreańskich kilkulatków. Wystarczy jedna skucha, żeby zaprzepaścić wszystko. Oszukiwać nie wolno, kto ma takie zakusy - też z gry odpada. W jednym z odcinków strażnicy przypominają, że tu wszyscy mają mieć takie same szanse, w przeciwieństwie do świata zewnętrznego. Im brutalniejsza i straszniejsza wydaje się gra, tym szybciej widz przemienia się w kibica, ciekawego wyniku krwawej rywalizacji.

Sumienie i moralność nakazywałoby wyłączyć to show jak najszybciej, ale nie takie rzeczy widzieliśmy już w koreańskich produkcjach, także, a może zwłaszcza tych art house'owych, jak "Wyspa" czy "Nabbeun namja" Kim Ki-duka, "Parasite" Bong Joon Ho. Albo u Quentina Tarantino w "Kill Billu". W "Cube", "Grze"...

To, co gadżeciarze lubią najbardziej

Siłą "Squid Game" są jednak nie tylko bohaterowie i sytuacja, w której się znaleźli. To po prostu świetnie zrealizowany serial, łączący "amerykański" sposób opowiadania z koreańską tradycją. W oko wpada też estetyka - równie wyrazista, jak ta, która zbudowana została w "Opowieściach podręcznej" czy "V jak Vendetta". Obok masek i czerwonych kostiumów strażników, nie da się przejść obojętnie, choć zapewne na demonstracji nikt się w nich nie pojawi. Chyba że z bluzą z numerem gracza 456? Fascynuje wielki, kolorowy labirynt - za niektórymi z drzwi kryją się sale gier, za innymi... nie spoileruję, ktoś może jeszcze nie widział.

Humanizm

Koniec końców "Squid Game" to jednak nie tylko perwersyjna zabawa, "wstydliwa przyjemność", ale i bajka głęboko humanistyczna. Najważniejszy jest tu nie spryt zawodnika, nie jego desperacja czy mordercze zapędy, ale jego człowieczeństwo. Przy każdym z odcinków widzowi towarzyszy pytanie, nie da się od niego uciec, jak zachowałby się w danym momencie. Reżyser serialu Hwang Dong-hyuk (autor głośnego w Korei Południowej filmu "Silenced" o wieloletnim molestowaniu seksualnym uczniów jednej ze szkół dla niesłyszących) mówi o "Squid Game" jako o "wielkiej metaforze kapitalistycznego społeczeństwa naszych czasów". Bardzo trafnej, niestety.

Scenariusz, co ciekawe, powstał w 2008 roku - w środku kryzysu finansowego lat 2007-2009. Wtedy pomysłodawcy nie udało się nikogo przekonać do jego realizacji. Potrzeba było pandemii COVID-19 i strat finansowych, ceny psychicznego obciążenia niepewnością jutra oraz pogłębienia nierówności społecznych, aby "Squid Game" mógł wybrzmieć ze zwielokrotnioną siłą. Zabawić i pozostawić w widzu niepokój. I pewnie też chęć zemsty - ale to może w "Squid Game 2"?

Czytaj więcej:
"ZostajeMY w Unii": Gwiazdy na manifestacji
"Rolnik szuka żony 8": Pierwsze rozczarowania i nieporozumienia [4. odcinek]
Julia Wieniawa wychodzi za mąż?

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Squid Game

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje