Reklama

Mam zlecenie na bycie dobrą!

Od 4 września będzie się spełniać w nowej roli. Jolanta Fraszyńska zasiądzie w jury 13. edycji "Tańca z gwiazdami". Nam aktorka opowiedziała, jak się czuje na chwilę przed startem programu.

Jak trafiła Pani do jury "Tańca z gwiazdami"?

Reklama

- Wcześniej dostawałam propozycje tańczenia. Nie zgadzałam się, bo nie czuję się najlepiej ścigając się w jakichś konkurencjach. W śpiewaniu, to co innego, bo śpiewać lubię. Tańczyć też, ale kiedy jestem sama lub na imprezie. Propozycja sędziowania ucieszyła mnie niezmiernie, bo połechtała moje ego. Mam zastępować panią Beatę Tyszkiewicz, którą podziwiam i niezmiernie szanuję.

- Z nauką tańca miałam do czynienia jedynie w szkole teatralnej. I nie były to moje ulubione zajęcia, bo nie lubiłyśmy się z panią profesor. Pamiętam, jak pod koniec trzeciego roku zaliczałam elementy tańca hiszpańskiego w siódmym miesiącu ciąży. Nie było łatwo, ale zdałam na "trójczynę". Więc jako jurorka będą patrzeć łagodniejszym okiem, a jako aktorka będę oceniać ogólny artystyczny wyraz.

Ma Pani pomysł na siebie jako jurorkę?

Tym pomysłem jestem ja sama. Jakoś mam wrażenie, że ludzie mają większego pietra, niż ja. Podchodzę do tego na luzie, co nie znaczy, że lekceważąco.

Będzie Pani surowa?

Mam zlecenie na bycie dobrą.

Zna Pani bliżej pozostałych jurorów?

Z wyjątkiem pana Józefowicza, nie. I to też jest fajne, bo jestem świeżym elementem w "Tańcu..." i taką świeżość, dobrą energię i spontaniczność chcę tam wnieść.

Oglądała Pani inne edycje?

Oglądałam i kibicowałam! Uważam, że Polacy w ogóle za mało tańczą i za mało się radują, więc rozumiem zapotrzebowanie na ten program. Kiedy na moim rodzinnym Śląsku dowiedzieli się, że będę jurorką, oszaleli z radości!

"Licencja na wychowanie", niestety, już się zakończyła ale może zobaczymy Panią w jakimś nowym serialu?

Jeżeli pojawi się projekt na takim poziomie jak "Licencja", to chętnie się go podejmę. Nie chciałabym brać udziału w miałkich produkcjach, gdzie warstwa literacka pozostawia wiele do życzenia.

I dodatkowo nie pozostaje w pamięci widza...

To prawda. To niezmiernie przykre, że "Licencja..." się skończyła, ale jest mi bardzo miło, że mogłam wziąć udział w projekcie, który trochę zrewolucjonizował myślenie o serialach. Nigdy się nie wyżyłam aktorsko tak, jak na planie tej produkcji.

Rozmawiała Ewa Gassen-Piekarska

Najlepsze programy, najatrakcyjniejsze gwiazdy - arkana polskiej telewizji w jednym miejscu!

Nie przegap swoich ulubionych programów i seriali! Kliknij i sprawdź!

Teleświat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje