Reklama

Julia Kamińska: Co teraz?

Nigdy tak się nie stresowałam, ale i nigdy nie byłam taka szczęśliwa - mówi Julia Kamińska o dniu, w którym wytańczyła Kryształową Kulę.

Kamińska przyznaje, że Rafał Maserak był bardzo wymagającym nauczycielem i perfekcjonistą, ale to m.in. dzięki temu zdobyli Kryształową Kulę. Tymczasem tancerz mówi, że czuł się jak starszy brat aktorki.

Reklama

- Czasami się sprzeczaliśmy, ale myślę, że w każdej parze są konflikty, wzloty i upadki. Były momenty, że świetnie nam się tańczyło na treningach, kiedy indziej nie wytrzymywaliśmy napięcia. Taka jest specyfika tej pracy. Jest się zamkniętym na sali treningowej z osobą, której się wcześniej nie znało. Do tego dochodzi olbrzymi wysiłek fizyczny, stres i jednocześnie jesteśmy co tydzień poddawani ocenie. Każdy taki związek - gwiazdy i tancerza obfituje w różne emocje. U nas także było wybuchowo, ale i bardzo przyjemnie - wspomina.

Podczas tych czterech i pół miesiąca trwania programu artystka nie miała jednak momentów zwątpienia.

- Czułam się bardzo wyczerpana właśnie przed finałem, to był zdecydowanie najtrudniejszy okres. Taniec współczesny ma to do siebie, że jest bardzo "kontaktowy" i wszystko człowieka boli. Pracują inne mięśnie, niż te używane w tańcu towarzyskim. Z Rafałem mieliśmy siniaki dokładnie w tych samych miejscach - na łokciach, na kolanach i wszędzie tam, gdzie stykaliśmy się z podłogą. To było dosyć zabawne - kończyliśmy tańczyć i wszyscy mówili: 'Wow, ale fajnie'. A my stawaliśmy i zastanawialiśmy się, co nas bardziej boli. Mówiłam: 'Rafał, chyba bardziej boli mnie kolano', a on: 'A mnie chyba bardziej boli kark. Nie, raczej kość ogonowa' - śmieje się Kamińska i uważa, że mimo wszystko warto się było poświęcić.

Gdy aktorka kończyła zdjęcia do "BrzydUli", mówiła, że czuje się silna, a po tym, gdy doszła do finału - jeszcze silniejsza. Po zwycięstwie w nim jest już chyba najsilniejsza!

- Nauczyłam się na przykład nie przejmować krytyką. Na forach internetowych wszyscy mogą pisać, co chcą i są to bardzo subiektywne opinie. Ważne dla mnie jest zdanie ludzi, którzy są mi bliscy. Ich opinie są zdecydowanie dużo bardziej miarodajne. Gdy mamie się coś nie podoba, to mi to powie. Nie ma sensu przejmować się opiniami ludzi, którzy mnie nie znają. Chciałabym pozostać szczęśliwa. Jestem pozytywnie nastawiona do świata i zrobię wszystko, żeby taką pozostać - przekonuje.

Aktorka twierdzi, że program nic w niej nie zmienił. Zmianie uległo jedynie jej nastawienie do występów na żywo.

- Kiedyś bardzo się bałam, że coś mnie zaskoczy, że powiem coś niegramatycznie albo, że zwyczajnie dam plamę. Teraz już się tego nie boję, bo wiem, że daję sobie radę. Podczas występu na żywo nie ma scenariusza, którego można się sztywno trzymać, nikogo nie grałam, byłam sobą. Ludzie polubili mnie nie tylko za to, że zagrałam Brzydulę, ale za to, jaka jestem, jaka okazałam się w tym programie - wyznaje.

Początkowo artystka bała się jednak udziału w "Tańcu z gwiazdami". Do udziału w nim przekonała ją dopiero jej rodzina.

- Uważali, że mogę sobie dać radę i mieli rację. 'Taniec ...' był dla mnie niezłą szkołą, a ja lubię przekraczać swoje granice. Pomyślałam, że jeśli dam radę w tym programie, to nic mnie nie zniszczy - opowiada.

Gwiazda mówi, że nie ma jeszcze sprecyzowanych planów na przyszłość.

- Potrzebuję chwili spokoju i odpoczynku. Tydzień spędzę w domu w Gdańsku. A po wakacjach wracam na studia - tłumaczy.

I dodaje: - Mam nadzieję, że uda mi się połączyć pracę z nauką. Kiedy byłam na pierwszym roku, miałam zdjęcia do serialu "Ja wam pokażę!" i dałam sobie radę. Teraz też tak będzie - kończy.

Z Julią Kamińską rozmawiała Anna Woźniak.

Więcej czytaj w magazynie "Tele Tydzień"

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Julia Kamińska | kaminski | Kamińśki | Nie | julia | kamińska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje