Reklama

Reklama

"I tak po prostu": Dlaczego bohaterka Sarah Jessiki Parker nie zadzwoniła po karetkę?

Mr Big umiera na zawał serca, a jego ukochana Carrie zamiast natychmiast wezwać pogotowie, zalewa się łzami i błaga męża, by jej nie opuszczał. Zakończenie pierwszego odcinka serialu „I tak po prostu” skonfundowało wielu widzów. W gronie poruszonych znalazł się m.in. Jonah Hill. Gwiazdor „Wilka z Wall Street” i „Supersamca” zapytał na Instagramie fanów, jak to możliwe, że bohaterka serialu w takiej sytuacji nie zadzwoniła po karetkę? Z wyjaśnieniem pospieszył showrunner produkcji, Michael Patrick King.

"I tak po prostu": Carrie Bradsaw (Sarah Jessica Parker) orientuje się, że jej mąż umiera

Kilka dni temu na szklanym ekranie zadebiutował serial "I tak po prostu", który przedstawia dalsze losy bohaterek kultowego "Seksu w wielkim mieście". Premierowy odcinek produkcji wywołał nie lada kontrowersje. Powodem niezadowolenia widzów było uśmiercenie jednej z najbardziej kluczowych postaci, mianowicie Mr Biga. Część odbiorców zwróciła również uwagę na opieszałość Carrie Bradshaw, która znalazłszy pod prysznicem umierającego męża nie zadzwoniła od razu po karetkę. Niektórzy zasugerowali, że mogłaby uratować mu życie, gdyby w porę wezwała pomoc.

Reklama

"I tak po prostu": Dlaczego Carrie nie zadzwoniła po pogotowie?

Kwestia ta zafrapowała również Jonaha Hilla, który wyraził zdumienie zachowaniem bohaterki w zamieszczonym na Instagramie poście. "Ale dlaczego Carrie nie zadzwoniła niezwłocznie na pogotowie?!" - dopytywał fanów gwiazdor. Komentujący post aktora internauci mieli podobne odczucia. "Wykrzyczałam to do telewizora" - napisała jedna z użytkowniczek serwisu. "To była moja pierwsza myśl. Przecież on wtedy jeszcze żył!" - emocjonowała się kolejna. "Ta scena mnie nawet nie zasmuciła, bo byłam tak zirytowana" - wtórowała jej inna. "Pomyślałam o tym samym" - dodała Rumer Willis.

Scenarzysta "I tak po prostu" tłumaczy się

Głos w tej sprawie zabrał również showrunner serialu, Michael Patrick King. W rozmowie z "Entertainment Tonight" postanowił on udzielić odpowiedzi na to nurtujące wszystkich fanów pytanie. "Po pierwsze, Carrie nie użyła telefonu męża, bo wcześniej upuścił go pod prysznicem i był cały przemoczony. Nie sięgnęła też po własny telefon, bo tak naprawdę nie było na to czasu. To, co zaprezentowaliśmy na ekranie, było w rzeczywistości ułamkiem sekundy. Moją intencja było pokazanie, że dla Carrie czas się zatrzymał" - tłumaczył King.

Scenarzysta podkreślił, że gdyby sam znalazł się w podobnej sytuacji, prawdopodobnie nie wiedziałby, jak zareagować. "Szczerze mówiąc, nie wiem, jak bym postąpił. Czy najpierw starałbym się udzielić pierwszej pomocy, czy może od razu pobiegłbym do telefonu? A może po prostu chciałbym spędzić ostatnie chwile z ukochaną osobą, wiedząc, że właśnie umiera? Ta scena odzwierciedla wybory, przed jakimi stajemy. Warto zwrócić uwagę, że Carrie próbuje podnieść męża, prosi, by jej w tym pomógł, a zatem stara się utrzymać go przy życiu" - wyjaśnił King.

Rozmawiając wcześniej z "Vanity Fair" twórca serialu postanowił wytłumaczyć się z uśmiercenia tak kluczowej postaci. "Miałem taki zamiar od samego początku. Kiedy powiedziałem Chrisowi, że jego bohater umiera już w pierwszym odcinku, długo o tym rozmawialiśmy. Musiałem wytłumaczyć mu, że to istotne z perspektywy poprowadzenia postaci Carrie. Chodziło o otworzenie przed nią nowych możliwości. Śmierć Biga miała też sprowokować pytanie, czy lepiej jest przeżyć wielką miłość i ją stracić, czy też nigdy nikogo nie pokochać i nie cierpieć" - ujawnił showrunner produkcji.

Zobacz również:

Nie żyje Tadeusz Ross. Odtwórca roli Zulu-Guli miał 83 lata

Piotr Kraśko jeździł bez prawa jazdy. Teraz przeprasza!

Była ikoną rewolucji seksualnej. Jej córka to znana aktorka

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje