Reklama

"Wyprawa do dżungli": Disneyland [recenzja]

"Wyprawa do dżungli" /Walt Disney Co./Courtesy Everett Collection /East News

"Wyprawa do dżungli", najnowsza przygoda ze stajni Disneya, jest oparta na jednej z atrakcji w parkach rozrywki noszących nazwisko twórcy Myszki Miki. Brzmi absurdalnie, ale podobna operacja zakończyła się powodzeniem kilkanaście lat temu, gdy powstała pierwsza część "Piratów z Karaibów". Niestety, z czasem seria straciła swój blask, a maniera aktorska, która przyniosła Johnny'emu Deppowi pierwszą nominację do Oscara, stała się nie do zniesienia. Cóż, "Wyprawa do dżungli" nie okazała się nową "Klątwą Czarnej Perły". Na szczęście nie jest to też "Zemsta Salazara".

Akcja filmu ma miejsce w 1916 roku. Doktor botaniki Lily Houghton (Emily Blunt) udaje się wraz ze swoim gamoniowatym bratem MacGregorem (Jack Whitehall) do Amazonii w celu odnalezienia legendarnego Drzewa Życia. By dostać się w głąb dżungli, potrzebny jest statek. Ich wybór pada na zdezelowaną łajbę, której kapitanem jest Frank Wolff (Dwayne Johnson) - spryciarz ze słabością do nieśmiesznych dowcipów. Z Lily łączy go talent do wpadania w kłopoty. A tych po drodze będzie wiele - od dzikich spływów i lawirowania między skałami, przez natrętnego pruskiego arystokratę, a kończąc na przeklętych konkwistadorach, także szukających Drzewa Życia.

Reklama

"Wyprawa do dżungli" jak jazda na kolejce górskiej

"Wyprawa do dżungli" to ciąg atrakcji. Ktoś kogoś goni, nagle wpada walka z jaguarem, zaraz coś wybucha, a jak myślisz, że już wszystko się uspokoiło, to na scenę wpływa łódź podwodna. Niestety, przypomina to trochę jazdę na kolejce górskiej - bawi przez chwilę, ale po pewnym czasie zaczyna nużyć. Dzieje się to mimo starań twórców, by przeszkody, na które trafiają bohaterowie, były jak najbardziej zróżnicowane.

Na szczęście tam, gdzie akcja nie domaga, sytuację ratuje para głównych aktorów. Emily Blunt jest tak wszechstronną aktorką, że odnajduje się w każdej konwencji i tak też jest tym razem. Sprawdza się jako najmądrzejsza osoba w pokoju, ma także idealny komediowy timing. Równie dobrze wypada Dwayne Johnson, który charyzmą mógłby obdarować tysiąc osób, a i tak zostałoby mu jej tyle, że wciąż byłby najfajniejszym gościem na świecie. Jeśli jest ktoś, kto mógł sprzedać wszystkie czerstwe dowcipy Franka (żeby nie było - ich "suchość" jest jak najbardziej intencjonalna), to właśnie The Rock.

Trochę bladziej sprawuje się drugi plan, głównie z powodu braku czasu. Szkoda, bo Jesse Plemons udowodnił, chociażby w "Wieczorze gier", że doskonale sprawdza się w komediach. W swej pierwszej scenie kreowany przez niego książę Joachim daje nadzieję na ciekawego antagonistę. Niestety, później znika na zbyt długo. Także Paul Giamatti pojawia się na ekranie na zaledwie kilka minut. Wystarcza mu to jednak, by obdarować widzów najbardziej wyolbrzymionym akcentem od czasu jego epizodu w produkcji "Niesamowity Spider-Man 2".

"Przyjemny, letni blockbuster"

Szkoda, że twórcy "Wyprawy do dżungli" bardziej skupili się na kolejnych atrakcjach, a nie na postaciach. Miejscami aż prosi się, by wszyscy na moment przystanęli i powymieniali się zaczepnymi komentarzami. Sam film jest przyjemnym, letnim blockbusterem. Czy będzie początkiem kolejnej serii, które odniesie podobny sukces, co "Piraci z Karaibów"? Raczej nie. Gdyby sequel jednak powstał, pewnie i na niego wybiorę się bez wahania. Dla Blunt i Johnsona.

6/10

"Wyprawa do dżungli" (Jungle Cruise), reż. Jaume Collet-Serra, USA 2021, dystrybucja: Disney, data premiery: 30 lipca 2021 roku.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Wyprawa do dżungli | Emily Blunt | Dwayne Johnson

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje