Reklama

Wenecja 2022. "Syn": Z depresją ci nie do twarzy [recenzja]

Hugh Jackman w filmie "Syn" /materiały prasowe

Francuski dramaturg, a od niedawna także reżyser Florian Zeller staje się powoli czołowym specjalistą od opowieści o różnych obliczach psychicznej niemocy. Przed dwoma laty w "Ojcu" w równej mierze zachwycił, co wstrząsnął historią starszego mężczyzny, nad życiem którego coraz większą kontrolę przejmuje choroba Alzheimera. W nowym filmie równie bezwzględnym demonem jest depresja, wyniszczająca od środka nastoletniego bohatera.

"Syn": Kluczowy epizod Hopkinsa

Oba te tytuły łączy to, że są adaptacjami sztuk teatralnych autorstwa samego Zellera (dopełnieniem trylogii jest "Matka"), które na potrzeby scenariusza przerobił wraz z Christopherem Hamptonem, ale też osoba wybitnego brytyjskiego aktora, jakim jest Anthony Hopkins. W pierwszym z filmów - "Ojciec" - wciela się on w główną rolę, tworząc jedną z najbardziej przejmujących kreacji w swojej bogatej karierze, w drugim z kolei - "Syn" - pojawia się jedynie w epizodzie. Niezwykle jednak ważnym, by nie powiedzieć kluczowym w kontekście zrozumienia tego, co mogło doprowadzić młodego bohatera na skraj psychicznej wytrzymałości.

Reklama

Hopkins wciela się w postać dziadka nastolatka, ale co ważniejsze, przedstawiciela pokolenia, w którym o problemach psychicznych w ogóle się nie mówiło, a wszelka słabość, zwłaszcza u mężczyzn, wzbudzała jedynie agresję i kwitowana była zdawkowym: "weź się w garść". Taką "szkołę" odebrał jego syn Peter (Hugh Jackman), który nie będąc wyposażony w odpowiednie narzędzia, w jednej chwili staje przed ogromnym rodzicielskim wyzwaniem. Nieco dla niego zaskakującym, bo syn mężczyzny z pierwszego małżeństwa, nastoletni Nicholas (Zen McGrath), nie sprawia wrażenia, jakby coś było nie tak. Tyle że jeden przewrócony klocek natychmiast pociąga za sobą następne.

Okazuje się, że chłopak od dłuższego czasu nie chodzi do szkoły, wszelkie próby rozmowy - na jakikolwiek temat - zbywa półsłówkami bądź milczeniem, nie ma żadnych przyjaciół, a na chęć pomocy reaguje alergicznie. Na pewno nie pomaga też fakt, że Nicholas jest w permanentnym rozkroku pomiędzy matką (Laura Dern) a ojcem, który ułożył sobie życie z nową partnerką (Vanessa Kirby) i ma z nią drugie dziecko. Zeller w mistrzowski sposób oddaje poczucie zagubienia młodego, jeszcze nie w pełni ukształtowanego człowieka, ale i kolejne stadia postępującej depresji. Choroby, której w zasadzie nie widać, ale która konsekwentnie i metodycznie niszczy od środka.

"Syn": Depresja nastolatka

Trzeba jednak wspomnieć, że na ten świat patrzymy przede wszystkim oczami Petera. Mężczyzny sukcesu, który większość każdego dnia spędza w luksusowym biurze w jednym z wieżowców na Manhattanie, a całą sytuacją zdaje się być dużo bardziej zdezorientowany niż jego syn. Wszelkie decyzje, jakie podejmuje na co dzień, w obliczu choroby chłopaka, nie mają żadnego zastosowania.

Bo film Zellera to w dużej mierze opowieść o potrzebie uważności, ale i bezradności rodzica wobec dylematów, przed jakimi staje. Jest w "Synu" porażająca scena, w której grani przez Hugh Jackmana oraz Laurę Dern bohaterowie w obecności swojego ekranowego syna oraz lekarzy muszą podjąć decyzję o jego zatrzymaniu na oddziale psychiatrycznym i dalszym leczeniu pod okiem specjalistów. Nie da się nie poczuć w tym momencie w ich skórze, bez względu na to, czy samemu jest się rodzicem, czy nie. Współodczuwanie to chyba największa wartość tego filmu. Świetnie zagranego - zdziwiłbym się, gdyby Jackman nie dostał za tę rolę oscarowej nominacji, perfekcyjnie zrealizowanego, ale przede wszystkim działającego na poziomie emocji, bardzo mocno chwytającego za gardło.

Coraz więcej w przestrzeni publicznej mówi się ostatnimi czasy o zdrowiu psychicznym. Kolejni znani ludzie dokonują publicznych coming outów, opowiadając właśnie o depresji, mniej jest w tym wszystkim wstydu niż jeszcze kilka lat temu. "Syn", który pozostaje moim faworytem do weneckiego Złotego Lwa, obok filmowego rzemiosła także niesie w sobie tę misję. Przyczynia się do normalizowania tematów, pozostających jeszcze nie tak dawno w sferze tabu. Takie kino jest niezwykle potrzebne, zwłaszcza po doświadczeniu pandemii, która w sferze psychiki na nas wszystkich odcisnęła spore piętno. Zwłaszcza że film Floriana Zellera jest w tym wszystkim bardzo uczciwy. Zamiast emocjonalnego szantażu skupia się na samym problemie, dzięki czemu to najbardziej prawdziwe i przenikliwe studium depresji w młodym wieku, jakie widziałem w kinie od bardzo dawna.

9/10

"Syn" , reż. Florian Zeller, Wielka Brytania/Francja 2022.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Syn (film) | Florian Zeller

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL