Reklama

"W lesie dziś nie zaśnie nikt 2": Maniakalnie nieporadni gliniarze na tropie bestii [recenzja]

Kadr z filmu "W lesie dziś nie zaśnie nikt 2" /materiały prasowe

Bartosz M. Kowalski idzie konsekwentnie utartą ścieżką wytyczoną przez mistrzów slashera. Czy spotka się to ze zrozumieniem od polskiego widza? Na pewno tego wychowanego na najtisowym kinie VHS.

Nie przez przypadek już w pierwszych ujęciach "W lesie dziś nie zaśnie nikt 2" widzimy, wiszący na ścianie w pokoju prowincjonalnego policjanta, plakat "Maniakalnego gliny". Pamiętacie film Williama Lustiga z 1988 roku? Kowalski go uwielbia, choć wie, że w kategorii slasher jest to kino bardzo odległe od arcydzieł mistrzów gatunku: Carpentera, Romero, Hoopera i Cravena. Bierze jednak jeden z najsłynniejszych hitów polskich wypożyczalni kaset z lat 90. XX wieku, czyniąc go, w pewnym stopniu, symbolem netfiksowej kontynuacji pierwszego polskiego slashera.

"Dwójki" najgorszymi częściami? Nie tym razem

Już ta jedna scena mówi nam, że sequel filmu, który przez wybuch pandemii COVID-19 spadł z kin i trafił w marcu 2020 roku do największego światowego serwisu streamingowego, będzie wpełzał do zakamarka z "Martwym złem 2", a nie do szuflady z drugim "Halloween" z 1981 roku. Kowalski jest smakoszem amerykańskich slasherów i dobrze wie, że "dwójki" bywają często najgorszymi częściami najsłynniejszych slasherowych sag. "Koszmar z Ulicy Wiązów 2: Zemsta Freddy'ego" nabrał dziś drugiego dna przez kryptohomoseksualny wymiar, ale pozostaje wciąż niczym więcej jak żenująco-kuriozalną kontynuacją perły Wesa Cravena. Tak samo nieudane są "Piątek 13-go 2" czy "Teksańska masakra piłą łańcuchową 2" (mimo Dennisa Hoopera na pokładzie).

Reklama

Kowalski razem ze współautorką scenariusza Mirellą Zaradkiewicz sprytnie się więc ubezpiecza przed klątwą "dwójki". Ba, robi to samo co Rob Zombie w "Bękartach diabła", kontynuacji "Domu tysiąca trupów". Puszcza wszystkie hamulce, mieląc znane schematy gatunkowe. Jednocześnie bez kompleksów i z dziecięcą radością zatapia je w zupełnie autorską wizję. A jest ona... wyjątkowo sfiksowana.

"W lesie dziś nie zaśnie nikt 2": Co tam się dzieje?

Wszystko zaczyna się tam, gdzie skończyło się "W lesie dziś nie zaśnie nikt" (2020). Bohaterka, grana przez Julię Wieniawę, jako jedyna z grupy młodzieżowego obozu odwykowego od smartfonów oraz gier przeżywa starcie z braćmi "grubasami" i trafia na posterunek. Trafia... do celi obok bliźniaków, gdzie czeka na przesłuchanie. Jak to bywa w świecie, w którym czas płynie wyjątkowo leniwie i w rytm absurdalnej polskiej specyfiki, oczekiwanie na pomoc jest gargantuicznie długie. Nie ma grupy specjalnej, bo ochrania polityków i biskupa, więc licealna heroska trafia pod skrzydła zblazowanego komendanta hotdogożercę (Andrzej Grabowski w swoim "Gebelsowko-Kiepskim" żywiole), neurotycznego i zastraszonego posterunkowego (Mateusz Więcławek) oraz irytująco "racjonalną" policjantkę (Zofia Wichłacz). Zło zamknięte w meteorycie, które w dzieciństwie zainfekowało braci grubasów, wydostaje się i zaczyna atakować nowych bohaterów. Proste, klarowne i zgodne z prawidłami gatunku rozpoczęcie akcji. Dalej jest tak, jak w sequelu slashera być powinno.

Ma być mocniej, ostrzej i wszystkiego ma być więcej. Znając bezczelność Kowalskiego i jego znajomość praw gatunku, myślałem, że w dwójce pojawi się brat bliźniak, granego przez Olafa Lubaszenkę, zamordowanego w "jedynce" policjanta. Byłoby to nawiązanie do drugiej "Teksańskiej masakry...". Nic z tych rzeczy. Bardzo szybko reżyser zaskakuje ścieżką, jaką w tym lesie obiera. Zdradzę tyle, że to nie bliźniaki grubasy są głównymi złoczyńcami. Kowalski bawi się gatunkiem, żongluje, patrząc w stronę Sama Raimi i jego uniwersum od Asha z piłą w miejscu ręki. Poziom absurdu sięga miejsca, skąd spadły w pierwszym filmie meteoryty. Pojawiają się ulubione i ocalone postacie z jedynki (Mecwaldowski, Dąbrowska plus kapitalny Lech Dyblik), krew tryska z każdej części ekranu, a stopień obrzydliwości osuwa się w stronę "Martwicy mózgu" Petera Jacksona. W pewnym momencie pojawia się nawet jeden z kultowych lektorów, którego głos towarzyszył nam podczas seansów horrorów wypożyczanych z wypiekami na twarzy z osiedlowej wypożyczalni kaset video. Czysta zabawa formą? Tak, ale mająca też na celu przeprowadzenie historii na kolejny etap.

Klasyka rządzi w produkcji Netfliksa

Nie interesują Kowalskiego tym razem zbyt mocne wycieczki polityczne. W pierwszym filmie mieliśmy tematykę LGBT i uderzenie w konkretnych hierarchów polskiego Kościoła (ks. Piotr Cyrwus dostał nawet karę wyjętą z "Fargo" Coenów), natomiast w "dwójce" dostajemy już czystą rozwałkę i miazgę, choć jest wątek żołnierzy obrony terytorialnej w postaci dwóch idiotów, granych przez Sebastiana Stankiewicza i Roberta Wabicha. Jeden z nich ma mieć... swastykę na piersi. Serio? To dosyć prymitywne sprowadzanie terytorialsów do ultraprawicowych bojówek. Zupełnie przestrzelona satyra. No, ale Kowalski nie byłby sobą, gdyby jakiejś szpili ideologicznej nie wbił. Wpisuje się tym w tradycję amerykańskich slasherów, gdzie tzw. rednecki z prowincji od zawsze są stygmatyzowani i sprowadzani do roli zdegenerowanych morderców. To nawet urocze, że Kowalski nie poddaje się modzie na odchodzenie w kinie od klasistowskiej stereotypizacji. Tkwi w klasyce! Jason Statham, wkładając głowę łotra w śmigło w "Niezniszczalnych", mówił przecież, że "klasyka rządzi".

"W lesie dziś nie zaśnie nikt 2" jest wprowadzeniem do świata, który Kowalski dopiero buduje. Ma na to uniwersum pomysł i energię. Zamiast bezpiecznie eksploatować to, co sprawdziło się w "jedynce", wchodzi do bardziej gęstego lasu. Finał przenosi nas w zupełnie inne miejsce i otwiera nowe pole do popisów. Oby Netflix to zauważył. A zaczęło się przecież tak "lokalnie"! Zupełnie jak u Roba Zombie, schodzącego potem coraz mocniej do podziemi ukrytych za karuzelą Kapitana Spauldinga. Jednak nawet Zombie nie wpadł na pomysł, by tak jak Kowalski zbudować wątek miłosny. No, ale w końcu "jedynka" "W lesie..." była filmem rodzinnym, nieprawdaż? Zmutowane bliźniaki się w końcu kochały. I swoją mamę też kochały. Cóż, nie przez przypadek Mickey Knox mawiał w "Urodzonych mordercach", że tylko miłość może pokonać demona. Potwory z kosmosu też?  

7/10

 "W lesie dziś nie zaśnie nikt 2", reż. Bartosz M. Kowalski, Polska 2021, dystrybutor: Netflix, premiera: 27 października 2021 roku.

Czytaj również:

"Diuna": Odkrywanie własnej drogi [recenzja]

"Furioza": Rasowe kino uliczne [recenzja]

"Rodzina Addamsów 2": Innym być [recenzja]

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: W lesie dziś nie zaśnie nikt 2

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje