Reklama

Reklama

"Ucieczka na srebrny glob": Legenda nieskończonego filmu [RECENZJA]

To mogła być największa superprodukcja w historii polskiego kina, na pewno największe rodzime science fiction, prekursorskie wobec tego, co działo się w tym gatunku na świecie. Stało się zupełnie inaczej. Kuba Mikurda, który w 2018 roku przybliżył kinomanom postać Waleriana Borowczyka, zabiera nas w kolejną fascynującą filmową podróż - tym razem tropem Andrzeja Żuławskiego i jego nieukończonego opus magnum "Na srebrnym globie".

Kadr z filmu “Ucieczka na srebrny glob” reż. Kuba Mikurda (2021), Silver Frame, autor zdjęcia: Witold Rozmysłowicz, źródło agencja FORUM

"To jednocześnie film i historia o tym filmie. Historia pewnego życia i pewnego kraju" - dokumentalną opowieść Kuby Mikurdy otwierają słowa samego Andrzeja Żuławskiego. Nie tylko nadają ton całemu seansowi, ale i idealnie go streszczają. "Ucieczka na srebrny glob" to w  pewnym stopniu portret samego Żuławskiego, jego kariery, ale też czasów oraz miejsca, w których żył. Państwa, w którym "pan porucznik Roman" wręcza filmowcowi paszport pod kawiarnianym stolikiem i "usilnie" doradza jak najszybszy wyjazd. "Zobaczymy, co tam pan będzie mówił, to jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to pani Małgorzata [Braunek, wówczas żona Andrzeja Żuławskiego] będzie mogła dojechać" - słyszymy z ekranu wspomnienia samego mistrza. Przede wszystkim jest to jednak dokument o niepowstaniu (sic!) "Na srebrnym globie".

Reklama

Andrzej Żuławski: Artysta totalny

Dzieło według "Trylogii księżycowej" Jerzego Żuławskiego było projektem pod każdym względem niezwykłym - wielkości, tematu, realizacji, aktorów, stylu. U Mikurdy wszyscy rozmówcy - a dotarł do naprawdę znamienitego i szerokiego grona - mówią o poczuciu udziału w czymś wielkim i wyjątkowym. Nie był to łatwy plan - zdjęcia realizowano m.in. w Mongolii, ale też w okolicach Władysławowa, na Dolnym Śląsku i w Krakowie, a także w Wieliczce - pod ziemią. Brak widoku światła słonecznego przez kilka tygodni u niektórych doprowadził do stanów depresyjnych. Ktoś z ekipy wylądował zresztą na leczeniu psychiatrycznym. Reżyser też nie należał do osób najłatwiejszych "w obsłudze".

Xawery Żuławski, jeden z komentujących w "Ucieczce na srebrny glob", mówi o ojcu delikatnie w odniesieniu do jego relacji z kobietami, że "był przejęty sobą". Wspomnienia współpracowników są jeszcze bardziej wyraźne. "Asystenci bali się go i uciekali" - pada w pewnym momencie z ekranu. Demiurg to demiurg, artysta totalny, całkowicie oddany Sztuce i nieznoszący sprzeciwu. Pochłonięty wizją, tym bardziej, że wplótł w nią też własne przeżycia i doświadczenia, rany i lęki... Wszyscy jednak za tym światem poszli i dali mu z siebie, co najlepsze. Głęboko weń uwierzyli.

Na przełomie 1975 i 1976 roku prasa rozpisywała się o nowym polskim dziele popularnego już na świecie młodego reżysera, autora "Najważniejsze to kochać" (1975) z udziałem Romy Schneider. Pierwszy klaps padł w nocy z 20 na 21 czerwca 1976. W "powietrzu" unosiło się wyczekiwanie. Rok później doniesienia się urwały. Zdjęcia przerwano po 70% wykonanej pracy. Z dnia na dzień. Żuławski wyjechał z kraju... Dekadę później film "dokończył", a raczej dograł małe "postscriptum", opis tego, co powstać miało. Nie da się przecież po tylu latach powrócić do pewnej energii, a nawet odtworzyć kostiumów, wnętrz. Nie da się nadrobić straconego czasu, chwili i klimatu dla premiery. 

"Na srebrnym globie": Niedokończone arcydzieło?

"Gdyby powstał w tamtych czasach, byłby pierwszym filmem przed 'Gwiezdnymi wojnami', pierwszym europejskim science fiction - takim na grubasie. To na pewno mogłoby ojcu też... jego życie inaczej by się potoczyło" - dzieli się swoją refleksją u Kuby Mikurdy Xawery Żuławski. 12 maja 1988 roku uzupełnione "Na srebrnym globie" doczekało się premiery w sekcji Un Certain Regard w Cannes. Ale był to raczej pokaz marzenia, które się nie ziściło. Dzieło bardzo krótko gościło w kinach w Polsce, a przez kolejne lata dostęp do niego był mocno ograniczony i chyba do dziś niewielu widzów je zna. Swojej cyfrowej rekonstrukcji doczekało się dopiero w 2016 roku. Może teraz, dzięki "Ucieczce na srebrny glob" zostanie na nowo odkryte?

Kuba Mikurda toczy w swym dokumencie filmowe "śledztwo". Reżyser szuka odpowiedzi na to, jak doszło do wstrzymania prac nad filmem "Na srebrnym globie" i jego o dekadę opóźnionego wznowienia. Starannie zbiera i porządkuje informacje oraz niezliczone anegdoty dostępne na temat realizacji i jej atmosfery. Podobnie jak miało to miejsce przy filmie "Love Express. Przypadku Waleriana Borowczyka" i tym razem dociera do unikatowych archiwaliów - rozmów z Andrzejem Żuławskim w Polsce i we Francji, reportaży z planu i prywatnych zdjęć. Przed swoją kamerą sadza nie tylko Xawerego Żuławskiego, ale i Andrzeja Seweryna, Andrzeja Korzyńskiego, Andrzeja Jaroszewicza, Janusza Zaorskiego, Mateusza Żuławskiego, Krzysztofa Zanussiego, Marię Konwicką, Jacka Fuksiewicza i wielu innych. W tym towarzystwie nie sposób się nudzić. To wciągające rozmowy i spostrzeżenia, choć... im ciekawsze się wydają, tym większy towarzyszy im smutek i poczucie straty. Historia polskiego kina naprawdę mogła wyglądać inaczej.

7/10

"Ucieczka na srebrny glob", reż. Kuba Mikurda, Polska 2021, dystrybucja: Against Gravity, premiera kinowa: 12 listopada 2021

Czytaj więcej:

Okrutna nagość w polskim filmie?

Znamy zwycięzcę programu "Twoja Twarz Brzmi Znajomo"!

"Milionerzy": Polonista poległ na pierwszym pytaniu!

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Ucieczka na srebrny glob

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy