Gotycki horror, romans, musical, kryminał - totalny gatunkowy miszmasz
"Panna młoda!" luźno oparta jest na powieści Mary Shelley i to właśnie duch pisarki (w tej roli również Jessie Buckley) wprowadza nas w tę historię. Już w prologu dowiadujemy się, że autorka ma znacznie więcej do opowiedzenia, niż zawarła w swojej głośnej książce, a dotyczy to przede wszystkim tytułowej panny młodej.
Christian Bale wciela się w postać stworzonego przez doktora Frankensteina potwora, który ląduje w Chicago lat 30. XX wieku i mierzy się z bardzo ludzkimi problemami. O ile we "Frankensteinie" Guillermo del Toro fabuła krążyła wokół tematów odrzucenia i potrzeby akceptacji, o tyle u Gyllenhaal chodzi przede wszystkim o samotność. A konkretnie - za Marquezem - o "sto lat samotności", jakie wycierpiał główny bohater. Jedynym jego pocieszeniem są stare musicale, a w amanta i gwiazdę jednego z nich wciela się młodszy brat reżyserki, Jake Gyllenhaal.
Grany przez Bale'a bohater marzy o towarzyszce życia. Stąd wizyta u tyleż genialnej, co kontrowersyjnej naukowczyni (w tej roli Annette Bening), ewidentnie zainteresowanej podobnymi eksperymentami jak w powieści Shelley i filmie del Toro doktor Frankenstein. Szybka ekshumacja, ożywienie kobiety i już mamy tytułową bohaterkę. Postać Idy zmienia też dynamikę filmu Gyllenhaal, poszerzając go o kontekst feministyczny i punkowy charakter. Grana przez Jessie Buckley postać staje się symbolem buntu przeciwko wszystkiemu. Skomplikowany, pełen skrajnych emocji związek pary obserwujemy z perspektywy ich ucieczki przed wymiarem sprawiedliwości, ale również i mafią. Formuła kina drogi przywodzi na myśl bohaterów takich klasyków, jak "Bonnie i Clyde" Arthura Penna czy "Urodzeni mordercy" Olivera Stone'a.

"Pannę młodą!" ratują aktorzy: znakomici Jessie Buckley i Christian Bale
Jednak powiedzieć, że "Panna młoda!" jest klasycznym road movie, to nic nie powiedzieć. Gotycki horror, romans, musical, kryminał - tego też uświadczymy w filmie Gyllenhaal, który jest totalnym gatunkowym miszmaszem. Nie inaczej jest z tonem produkcji, balansującym między groteską, brutalną przemocą a kinem zaangażowanym. Niestety ta ostatnia perspektywa przedstawiona została w dość pretensjonalny sposób i w dużej mierze składa się z banałów.
"Pannę młodą!" ratują aktorzy. Christian Bale w roli melancholijnego potwora, ale przede wszystkim Jessie Buckley, która w ostatnich miesiącach znakomicie wykorzystuje swoje pięć minut. Od niezwykle emocjonalnej roli w "Hamnecie" po bardziej drapieżne, buntownicze, punkowe wydanie w filmie Gyllenhaal. Mocny jest tu też drugi plan, gdzie obok wspomnianych Annette Bening i Jake'a Gyllenhaala pojawiają się Penélope Cruz oraz Peter Sarsgaard. Na uwagę zasługują zdjęcia Lawrence'a Shera oraz kostiumy Sandy Powell. Niby wszystko powinno grać, a jednak nie do końca.
Wychodząc z projekcji "Panny młodej!" miałem duże poczucie niedosytu. Liczyłem, że się przejmę tym, co widzę, ale niestety przede wszystkim mnie to zmęczyło. Może jest w tym jakiś głębszy sens, ale ja go za bardzo nie rozumiem.
5/10
"Panna młoda!" (The Bride!), reż. Maggie Gyllenhaal, USA 2025, dystrybutor: Warner Bros., premiera kinowa: 6 marca 2026 roku










