Reklama

Niedoprawiony Largo

"Largo Winch", reż. Jerome Salle, Francja 2008, Kino Świat, premiera 28 sierpnia 2009 roku.

"Largo Winch" to filmowa sałatka a la française. Ciekawa historia, dobrze rokujący bohaterowie, widowiskowe pościgi - wszystko okraszone zręcznym ciosem w twarz. Niestety, jak to z niektórymi sałatkami bywa, składniki wymieszane są raczej bezładnie; zjadliwe to wszystko, ale nie pozostaje na długo w organizmie.

Reklama

Któż nie chciałby być rentierem? Odziedziczyć ogromny majątek, usiąść wygodnie na fotelu prezesa i popijać mojito? Niejeden. Nie zalicza się do nich jednak Largo, adoptowany syn i jedyny spadkobierca jednego z najbogatszych ludzi na świecie - twórcy i szefa korporacji W, Neiro Wincha.

Po tajemniczym zabójstwie przybranego ojca, Largo porzuca dotychczasowy styl życia (podróże, przygodne bitki i przypadkowe romanse) i rozpoczyna karierę nowego szefa korporacji (podróże, przygodne bitki, kolejne romanse). Oczywistym się staje, że od samego pojawienia się młodego awanturnika na czarnym fotelu prezesa, tajemnicze siły chcą go z niego natychmiast wysadzić i wylać jego mojito. Najlepiej za pomocą pocisku. Toteż Largo, bez ociągania, rusza w sensacyjną podróż - rozpoczynając od małego mordobicia, poprzez łóżko pięknej pani, hongkońskie biura pełne zamachowców, jugosłowiańskie wsie, sierocińce, ukryte wyspy, odrzutowce prezesów wrogich firm, aż do samego gardła zabójców swojego ojca.

Jak widać, zwrotów akcji nie brakuje. Jedyne, na czym twórcom filmu zbywało to pomysł, jak je wszystkie skleić w sensowną całość. Bo, o ile ten przesyt nawiązań i historyjek świetnie spełniał się w prawdziwej ojczyźnie Largona - komiksie, to w filmie stworzył wspomnianą sałatkę, której składniki nawzajem pozbawiły się smaku.

Komiksowy (a jeszcze wcześniej literacki) Largo zrodził się w głowie Jeana Van Hamme'a, znanego w Polsce przede wszystkim z, tworzonego wraz z Grzegorzem Rosińskim, "Thorgala" i "Szninkiela". "Largo Winch" ukazał się po raz pierwszy w Belgii w 1990 roku. Do Polski kilka lat temu trafiły cztery pierwsze tomy nakładem Motopolu, na szczęście wraz z premierą filmu, "Largo Winch" w wersji papierowej został wznowiony przez wydawnictwo Egmont. Mimo, że nie jest to kamień milowy w historii komiksu, z pewnością warto się z nim zapoznać, jeżeli postać głównego bohatera przypadnie nam do gustu po obejrzeniu francuskiej ekranizacji.

W warunkach obrazkowego medium konwencja sensacyjnych przygód Largona sprawdza się dużo lepiej. To co zaowocowało schematyczną fabułą filmu, w komiksowym pierwowzorze było kłębkiem klisz i cytatów. Mnogość wątków, dzięki niemożliwej do przecenienia zalecie komiksu (możliwość cofnięcia się o kilka stron w czasie lektury), nie wprowadzała odbiorcy w konsternację, a i sama historia była bardziej rozbudowana i pełna smaczków, chociażby mężczyzna z przeszczepionymi jądrami szympansa, zwany - a jakże - Monkey Balls.

Znawców filmów noir ucieszyłyby także dialogi w dymkach, które, chyba trochę nieświadomie, ocierają się o pastisz i kompletną kpinę z "męskich gatunków" w popkulturze ("Strzeż się jej, przyjacielu. Pod tą anielską powierzchownością kryje się prawdziwa nimfomanka" . "Niech się pani nie martwi. Mam czarny pas - w Kamasutrze").

Niestety, poza fabularnym pomysłem, niewiele zostało w filmie "Largo Winch" Largo Wincha z kart komiksu Van Hamme'a i Francq'a. Oczywiście, panowie się biją po twarzach przy taktach skocznych melodii, panie ich kochają i opatrują lub kochają, ale wykorzystują. Jest na co popatrzeć. Niestety brak temu produktowi pikanterii i konsystencji, jaką potrafią nadać swoim wyrobom hollywoodzcy kucharze kina akcji. Kinowy "Largo Winch" jest strawny. Tylko tyle.

3,5/10

"Largo Winch" (komiks)
Scenariusz: Jean Van Hamme, rysunki: Philippe Francq. W Polsce wydany nakładem wydawnictwa Egmont Polska.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Jerome Salle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama