Reklama

"​Gierek": "Klan" w wersji PRL doprawiony szczyptą "07 zgłoś się" [recenzja]

Michał Koterski jako tytułowy bohater filmu "Gierek" /Karolina Grabowska /materiały prasowe

Opowieść o Pierwszym Sekretarzu zrealizowana w klimacie bondowskim? Wypadki, intrygi szpiegowskie, wątki romansowe i enigmatyczny wróg po własnej stronie barykady? Czemu nie! Michał Węgrzyn chciał zrobić film z rozmachem, widowiskowo pokazać dekadę rządów Gierka na tle kluczowych wydarzeń z niedawnej Polskiej historii. Niestety nie wyszło, i to ani trochę.

"Gierek" to film przede wszystkim nudny. Ponad dwie godziny historii dłuży się tak, że wiercenie się w fotelu jest pewne. Scenariuszowi Rafała Wosia, Heatcliffa Janusza Iwanowskiego, Michała Kalickiego i Krzysztofa Tyszowieckiego brak jędrności i dobrego tempa. Pełno w nim scen czysto ilustracyjnych, przegadanych, nic niewnoszących. A z drugiej strony też takich nastawionych wyłącznie na efekt, merytorycznie rozwodnionych. Do tego dochodzą niemożebnie drewniane dialogi - nawet, jeśli uwzględnić specyfikę PRL-owskiej nowomowy. Rozmowy bohaterów brzmią jakby tekst podawały roboty i syntezator mowy Ivona.

Reklama

Wszystko jest tu niemożebnie proste, kanciaste, cepem młócone. Czarne charaktery, np. grany przez Antoniego Pawlickiego generał Jaruzelski (o, przepraszam - Roztocki! Bo choć Gierek jest Gierkiem, a Breżniew - Breżniewem, część nazwisk została bowiem z niewiadomych powodów zmieniona), są złe do szpiku, wręcz komiksowo demoniczne (pamiętacie może Mózga z animacji "Pinky i Mózg"?). Za to pierwszy sekretarz jest dobry, dobry jak chleb, właściwie to swojak ze złotym sercem, tylko nieco niegramotny intelektualnie, po prostu wciągnięty w polityczne, nomen omen, gierki. Co tam fakty i historyczne niuanse, zrobimy wam z tego "Klan" w wersji PRL i doprawimy szczyptą "07 zgłoś się". Toporność filmowej retoryki zabija w widzu ostatnie ślady finezji.

Czytaj więcej:
Adam Gierek: Bez ojca nie weszlibyśmy tak szybko do Unii Europejskiej [wywiad Piotra Witwickiego]

Michał Koterski: Duża fizyczna transformacja

Cierpi na tym grający główną rolę Michał Koterski, który do roli przeszedł dużą fizyczną transformację. Specyficzna wymowa, głos i język ciała aktora potrafi świetnie wypadać w odpowiednim filmowym kontekście. Niestety w zbudowanym z nierealistycznych, kiczowatych elementów świecie i on poddaje się ogólnej tonacji. Zamiast roli imponującej, wychodzi z tego festiwal groteski.

Trudno cokolwiek zarzucić Małgorzacie Kożuchowskiej w roli Stanisławy Gierkowej, należy natomiast gdybać, dlaczego w ogóle pomyślano o niej na etapie castingu. Żadne zabiegi nie zrobią bowiem z tej eterycznej blondynki solidnego, grubo ciosanego "polskiego ziemniaka", do którego prędzej można było przyrównać żonę Sekretarza, Stanisławę.

Efektownie wypadają co poniektórzy bohaterowie drugiego planu - Rafał Zawierucha jako premier i przyjaciel Filip (chodzi tu o Jaroszewicza), Sebastian Stankiewicz jako przyboczny generała Maślak (to finezyjne odniesienie do towarzysza Kani). Jednak na ekranie każdy zdaje się grać w innym filmie, różne są poziomy intensywności, różne przyjęte konwencje. Kakofonia tak niespójnych artystycznych wyrazów zamiast tworzyć ciekawą mozaikę dezorientuje i męczy.

"Gierek": Co rozczarowuje?

Rozczarowuje też niestety wartość produkcyjna filmu. Kartonowa scenografia Natalii Maciejewskiej co i rusz zmusza widza, by ten marszczył brwi. Marszczy je, widząc superczyste zasłony, wentylację nie z epoki, fotele prosto od tapicera, które w życiu nie poczuły na sobie pupy, kurzu czy dziecięcych kredek. I te fabryczne przestrzenie, które nie znają zapachu smaru... Solidarnościowcy właśnie śmieją się jak norki. Życia brakuje też bardzo teatralnym kostiumom Anny Szaluś, które raczej realizują oderwane od rzeczywistości, uromantycznione wyobrażenie o pokazywanych czasach, niż mówią o nich cokolwiek rzeczywistego.

Osobnym problemem jest charakteryzacja Joanny Szołtysek. Nie wiem, czy zabrakło warsztatu czy funduszy, ale łysinka generała Roztockiego wygląda jak martwy kot, kurczowo trzymający się czaszki Antoniego Pawlickiego, zaś postarzona twarz Koterskiego nijak nie przypomina rysów sześćdziesięciolatka z pylicą i problemami kardiologicznymi. Kolor jego "siwizny" pozostawię bez komentarza, podpowiem tylko, że podobny efekt osiągnęłam na Halloween przy pomocy białego sprayu w swoim kostiumie "na kościotrupa".

PRL to fascynujący, zniuansowany i wciąż nieodkryty filmowo czas i jak najbardziej jest w Polskim kinie miejsce na inteligentne go eksplorowanie. Ba, wręcz potrzebne jest świeże spojrzenie na te zatęchłe czasy. Jednak by to zrobić, trzeba upewnić się, że ostrość widzenia jest nietknięta, a oczy gotowe do trudnej misji. Przy produkcji "Gierka" ktoś na samym początku zgubił okulary i błędnie uznał, że to nie szkodzi, że "jakoś to będzie". Ja też marnie widzę - głównie przyszłość i box office tego filmu, mimo pozornie szerokiej grupy docelowej.

3/10

"Gierek", reż. Michał Węgrzyn, Polska 2022, dystrybutor: Mówi Serwis, premiera kinowa: 21 stycznia 2022 roku.

Zobacz również:

Gierek i bomba atomowa w Polsce? Odważne pomysły z okresu PRL

"Psie pazury": Jak Jane Campion wodzi nas za nos [recenzja]

"C'mon C'mon": Pogadajmy [recenzja]

"Oskarżony": Złożoność życia w erze #metoo [recenzja]

"Ttitane": Jazda bez trzymanki [recenzja]

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Gierek (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy