Reklama

Twoja Twarz Brzmi Znajomo

Reklama

Chris Cugowski nie tylko o "Twoja Twarz Brzmi Znajomo": Mama chciała, żebym umiał coś poza "wygłupami"

Chris Cugowski całkiem niedawno zaczął przygodę z polskim show-biznesem i wygląda na to, że zostanie w nim na dłużej. W programie Polsatu "Twoja Twarz Brzmi Znajomo" ma możliwość wykorzystania wszystkich swoich talentów. Dyplomowany aktor, muzyk bez dyplomu i pasjonat mocnych brzmień, wygrał ostatni odcinek "TTBZ", jako Måneskin.

Chris Cugowski na planie "Twoja Twarz Brzmi Znajomo"

Długo zastanawiałeś się nad wzięciem udziału w programie "Twoja Twarz Brzmi Znajomo"?

Chris Cugowski: - Jestem dość spontaniczny, a poza tym "TTBZ" łączy trzy istotne dla mnie elementy - aktorstwo, muzykę i rozrywkę. Wiadomo, że udział w programie jest ciężką pracą, ale trzeba mieć też sporo luzu, dystansu, bo to przede wszystkim dobra zabawa, zarówno dla uczestników, jak i widzów. Po raz pierwszy zetknąłem się z tym programem podczas 13.edycji, kiedy to Czadoman wcielił się w mojego ojca i wygrał. To było tak niesamowite, że wbiło mnie w fotel.

Wyobrażenia, czy też oczekiwania na ogół rozmijają się z rzeczywistością. Co zaskoczyło cię przy okazji nagrań do programu?

Reklama

- Wszystko! Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy całej ekipy. Począwszy od trenerów wokalnych, po charakteryzatorów, stylistów i pionu realizatorskiego. Pięć godzin spędzonych na fotelu w charakteryzatorni uczy cierpliwości i pokory [uśmiech-przyp. red.]. Nie ukrywam, że przy każdym wejściu na scenę towarzyszy mi napięcie i mały stres, które na szczęście przegrywają z chęcią dobrej zabawy.

Kelly Clarkson, Rita Ora, Kamil Bednarek, Axl Rose, Måneskin. W której z odsłon czułeś się najlepiej?

- Najbardziej wymagający, przynajmniej do tej pory był dla mnie Måneskin i tym bardziej cieszy mnie, że dzięki niemu wygrałem odcinek. Mój naturalny głos jest dość niski, ale mam możliwość podwyższenia go podczas śpiewu, co znacznie ułatwia pracę nad postaciami. Jednak nawet gdybym stanął na rzęsach, nie jestem stanie wydobyć z siebie kobiecego głosu [uśmiech-przyp. red.].

Talent jak się okazuje jest dziedziczny. Na ilu instrumentach grasz?

- Moja miłość do muzyki wzięła się raczej z nudy niż z genów. W odróżnieniu od moich braci, jako jedyny nie uczęszczałem do szkoły muzycznej, a mimo to w wieku ośmiu lat usiadłem do pianina [uśmiech-przyp. red.]. Potem, jak każdy aspirujący nastolatek wpadłem w fazę ostrych brzmień, słuchałem namiętnie Black Sabath, Guns N' Roses i nie rozstawałem się z gitarą. Jestem analogowy i mimo, że żyjemy w świecie streamingu i błyskawicznej dostępności, jestem fanem płyt i mam ich sporą kolekcję.

Szkołę średnią kończyłeś w Wielkiej Brytanii i tam zacząłeś spełniać swoje aktorskie marzenia! Jak zaczęła się twoja przygoda z aktorstwem?

- W klasie maturalnej mogłem wybrać trzy do czterech przedmiotów. Wybrałem teatr, muzykę, ale również matematykę, bo to był warunek mojej mamy, która chciała, żebym umiał cokolwiek więcej poza "wygłupami", jak zwykła mawiać o moich artystycznych pasjach [uśmiech-przyp. red.]. Po zrobieniu matury dostałem się na studia aktorskie i uznałem, że zanim zacznę szukać pracy, skupię się na nauce. Na trzecim roku studiów, kiedy szykowałem się do obrony dyplomu, przyszła pandemia, co trochę pokrzyżowało moje plany. Musiałem wybrać, czy zostaję w Wielkiej Brytanii, czy wracam do Polski.

Zdecydowałeś, że wracasz. Dlaczego?

- W Wielkiej Brytanii wprowadzono zdecydowanie większe obostrzenia niż w Polsce. Uznałem, że siedzenie i gapienie się w sufit jest bezsensowne. Wróciłem do rodzinnego domu w Lublinie, a od marca tego roku przeprowadziłem się do Warszawy.

Będąc w UK zagrałeś w super hicie Netflixa i nikt o tym nie wiedział!

- Jestem zwolennikiem umiaru i nie znoszę przerostu formy nad treścią. W "Bridgertonach" zagrałem niewielki epizod, stąd nie przyszło mi do głowy głośno o tym krzyczeć. Wrzuciłem zdjęcie z okazji premiery, ale dopiero po kilku miesiącach jakiś dziennikarz wyłapał to w moich social mediach i kulą śniegową rozniosła się po całym internecie.

Nuda to chyba ostatnia rzecz, którą chciałbyś uprawiać!

- Zdecydowanie tak! Nie znoszę bezczynności, a nic nierobienie działa na mnie, jak płachta na byka! Lubię ludzi, mam kilku przyjaciół, wielu znajomych, ale lubię pobyć sam ze sobą.

Czytaj więcej:
"Squid Game": Witajcie w dorosłym piekle z dziecinnego koszmaru [fabuła, zwiastun, recenzja]
Żarty z osób transpłciowych? Netflix w ogniu krytyki
Wiktoria Gąsiewska w seksownym body

Czy dostałeś już jakieś propozycje aktorskie w Polsce?

- Coś się zaczęło dziać, ale na razie wiążę mnie umowy i nie mogę puścić pary z ust.

Ola Siudowska/AKPA

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje