Reklama

Oscary 2019

Oscary 2019: Gwiazdy reagują na pominięcie czterech kategorii podczas transmisji

Amerykańska Akademia Filmowa ogłosiła cztery kategorie oscarowe, których zwycięzcy zostaną ogłoszeni podczas przerwy reklamowej. W sieci zawrzało. Komentują twórcy, aktorzy, krytycy i kinomani. Wszyscy nie kryją swojego niezadowolenia z decyzji Akademii.

Oscar

Akademia motywuje swoją decyzję chęcią skrócenia gali do trzech godzin. Ma to zwiększyć oglądalność, która spada z roku na rok. 

Reklama

W przerwie reklamowej wręczone zostaną cztery z 24 Oscarów - za zdjęcia, montaż, krótkometrażowy film aktorski oraz za najlepszą charakteryzację. Decyzja ta wywołała falę krytyki.

"W historii KINA arcydzieła powstawały bez dźwięku, bez koloru, bez historii, bez aktorów i bez muzyki. Ale żadne z nich nie zaistniałoby bez zdjęć oraz bez montażu" - napisał Alfonso Cuarón, reżyser "Romy", nominowany w tym roku także za zdjęcia do tego filmu.

"Zdjęcia i montaż to cząstki elementarne, pierwotne składniki kina. To niefortunna decyzja" - napisał Emmanuel Lubezki, który w latach 2013-2015 otrzymał Oscara za zdjęcia trzy razy z rzędu, kolejno za "Grawitację", "Birdmana" i "Zjawę".

"Jeśli mogę: Nie śmiem sugerować, które kategorie powinny być pominięte podczas oscarowej gali, ale zdjęcia i montaż są sercem naszego rzemiosła. Nie wywodzą się z tradycji teatralnej lub literackiej. One są istota kina" - napisał Guillermo del Toro, laureat Oscara za najlepszą reżyserię za "Kształt wody".

Pod jego wiadomość podpięła się Patty Jenkins, reżyserka filmów "Monster" i "Wonder Woman". "Zgadzam się całkowicie. Jeśli mamy świętować rzemiosło i kino, trudno wyobrazić sobie postawienie tych kategorii niżej od innych" - napisała.

"Program telewizyjny, którego jedynym celem jest spłaszczanie święta filmowego rzemiosła, by nadawało się ono do publicznej konsumpcji, stwierdził, że filmowe rzemiosło jest dla publicznej konsumpcji zbyt nudne" - napisał Steve Yedlin, operator odpowiedzialny za zdjęcia do takich filmów jak "Looper - Pętla czasu" i "Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi".

"To czarny dzień dla Akademii" - stwierdził Adam Benzine, reżyser krótkometrazowego dokumentu "Claude Lanzmann: Spectres of the Shoah", który walczył o Oscara w 2016 roku. "Najsmutniesza rzecz w tej nieopisanej potwarzy dla filmowego rzemiosła? Zobaczenie, jak wycięcie trzech minut wypowiedzi profesjonalistów, którzy poświęcili swoje kariery kinematografii zupełnie NIE wpłuwa na zahamowanie spadającej oglądalności".

Niektórzy z komentujących uważają, że John Bailey, obecny przewodniczący Akademii, powinien zrezygnować. Dziwi ich także, że Bailey, w przeszłości operator takich filmów jak "Mishima", "Dzień świstaka" czy "Lepiej być nie może", zgodził się na zdyskredytowanie kategorii zdjęć. Część z komentujących uważa, że przy wyborze kategorii technicznych, które znalazły się poza oficjalną transmisją, decydujący okazał się przychód nominowanych filmów - charakteryzacja, montaż i zdjęcia wygenerowały łącznie najniższe dochody z nich wszystkich.

Inni wskazują, że w tych kategoriach nie znajduje się ani jeden film wytwórni Disney'a, która jest także właścicielem stacji ABC, która transmituje w Stanach Zjednoczonych oscarową ceremonię.

Laureatów Oscarów poznamy 24 lutego. W tym roku statuetki zostaną przyznane po raz 91.

Film "Zimna wojna" w reż. Pawła Pawlikowskiego jest nominowany w trzech kategoriach. Obraz ma szansę na statuetki w kategorii "najlepszy film nieanglojęzyczny", "najlepszy reżyser" i "najlepsze zdjęcia". 

Najwięcej nominacji do Oscara - po dziesięć - uzyskały w tym roku meksykańska "Roma" Alfonso Cuarona i kostiumowa "Faworyta" Yorgosa Lanthimosa.


INTERIA.PL

Reklama