Reklama

47. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

"Kobieta na dachu": Pomykała superstar [recenzja]

Kadr z filmu "Kobieta na dachu" /materiały prasowe

Reklama

8 czerwca w Nowym Jorku rozpoczął się słynny, założony przez Roberta De Niro - Tribecca Film Festival. W Konkursie Filmów Międzynarodowych znalazł się film "Kobieta na dachu" w reżyserii Anny Jadowskiej. Światowa premiera "Woman on the Roof" w sobotę. Dla nas film recenzuje Łukasz Maciejewski.

Jaki napad, jaki bank? Jeżeli już, to drapanie o podłogę, drapanie zdartymi paznokciami, a tam, pod spodem, nie ma żadnego skarbca, są tylko deski, panele, nie ma nic. Nic wartościowego. Czy "nic" może być wartością? Tak, jeżeli jest wszystkim, jeśli "nic" to już bardzo wiele. Dla jednych nic, dla innych - wszystko. Właśnie o tej grupie opowiada Anna Jadowska w nowym filmie "Kobieta na dachu", adresując tę opowieść dla grupy pierwszej. Dotknijmy "nic", zobaczmy, jak to boli.

Reklama

Anna Jadowska: Kolejna opowieść o kobietach

Anna Jadowska po "Dzikich różach" z 2017 roku - filmie, który zabolał mnie jak żaden inny, w "Kobiecie na dachu" kontynuuje linię opowieści o kobiecości, opowieści o kobietach, ale z perspektywy dotąd nieeksplorowanej właściwie przez polskie kino.

Reżyserka może już sobie pozwolić na komfort outsiderki. Poza pierwszym planem jest nawet ciekawiej. Jakoś trudno mi Annę Jadowską zestawiać z głośnymi, przebojowymi nazwiskami kina kobiet w Polsce. Nie wymienia się jej jednym tchem z innymi autorkami (celowo nie wymieniam nazwisk), nie wrzuca do jednego worka z gotową tezą. I bardzo dobrze, pozycja Jadowskiej jest, zaryzykuję stwierdzenie, ciekawsza. Niezależność jest ciekawsza. I wspaniale jest mi, jako krytykowi, towarzyszyć tej drodze, współuczestniczyć w niej.

Jej pierwsze filmy - niezależny "Dotknij mnie" z 2003 roku, nakręcony wespół z dzisiejszą gwiazdą mediów skrajnie prawicowych, Ewą Stankiewicz, czy feministyczny "Teraz ja" (2004) z Agnieszką Warchulską - to były inne czasy. Trzeba było te inne czasy w starym polskim świecie wykrzyczeć, bo szeptu nikt nie chciał wtedy słuchać. I Jadowska krzyczała, nie było to dla niej naturalne, krzycząc - fałszowała, potem stała się reżyserką "nieczynną" - i to był, zdaje się, najciekawszy dla niej moment. Czas budowania ekstraktu tego, co najlepsze i najciekawsze. Moment zrozumienia siebie w zbiorowości.

Dywaguję na użytek tej recenzji, bo przecież mogło być zupełnie inaczej, ale wyobrażam sobie, że właśnie w tamtym momencie bezradności twórczej, Jadowska zrozumiała, że doprawdy może wreszcie być sobą, nie krzyczeć, nie szeptać tak, jak wydaje się, że chcieliby inni, jak wymaga modny świat modnego Zbawiksu (a Zbawiks jest cały światem). Mówić sobą, kręcić sobą. To, wbrew pozorom, bardzo trudne, ponieważ wymaga po pierwsze przyznania się do słabości, po drugie zrozumienia, że nie jest się, nie będzie nigdy, dla każdego, ale że być może własna kanciasta ścieżka okaże się właściwa.

I to był dla Jadowskiej przełom. W ten sposób nakręciła wstrząsający dokument "Trzy kobiety" (2013), "Dzikie róże", taka jest również "Kobieta na dachu" - najlepszy, najdojrzalszy film w  dotychczasowym dorobku reżyserki.

"Kobieta na dachu": Bohaterka w sytuacji dramatycznej

O czym to jest? Szantaż skrótu myślowego wymusza takie pytania. Internetowe streszczenia są coraz bardziej bezlitosne. Nie chodzi o analizę, interpretację, tylko o dwa zdania (nie więcej) - o czym to jest i o wystawienie gwiazdek. Jak mnie to męczy. Jak mnie to cieszy, że nie muszę gonić za tym, żeby się podporządkować do trendów. Nie muszę i nie chcę. Wolę skupienie, zadumę, nawet jeżeli to skupienie byłoby jedynie opcjonalne. Wynikałoby z chimery, z chwili, nie z filmoznawczej refleksji.

Film Jadowskiej nie jest hermetyczny, to jest bardzo prosta, ładnie opowiedziana historia o kobiecie postawionej w sytuacji dramatycznej, nie racjonalizującej tej sytuacji, działającej impulsywnie, ale - co ciekawe - w ciszy. Słyszymy wszystkie oddechy Miry, widzimy jej uczucia, Dorota Pomykała ma to wszystko wymalowane na twarzy. No właśnie. Ona. Mira. Pomykała czyli Mira.

Bo nazwisko aktorki już jest postacią. Wszystko wiemy. Pomykała superstar, chociaż nie była nigdy star, może nie chciała być też super. Pani Dorota z Krakowa. Zawsze wyjątkowa. Stary Teatr to od dekad ona, w pierwszej linii, chociaż były lata, a ja te lata niestety dobrze pamiętam, kiedy w rodzimym teatrze nie dostawała do zagrania literalnie nic. To na szczęście zamknięty rozdział. Pokochali ją młodzi reżyserzy, a ona dała im coś więcej niż talent, dała doświadczenie i entuzjazm. A teraz dostała szansę na zagranie "życiówki" w kinie. Powiedzieć, że wykorzystała tę szansę, to nie powiedzieć niczego.

Jadowska potrafi dobrze obsadzać. W "Kobiecie na dachu" wszyscy są na swoim miejscu, zwłaszcza rodzina filmowej Miry (znakomici Bogdan Koca i Adam Bobik), jednak nie mam wątpliwości, że ekran należy do niej - do Doroty Pomykały.

Twarz jak mapa. Nie od razu może mapa świata, ale mapa jakiegoś życia. A te egzystencje są różne, ale są na swój sposób też podobne. Mira jak świat. Pomykała jak świat. Nic na tej twarzy nie jest zbędne. Operatorka, Ita Zbroniec-Zajt, fotografuje aktorkę tak, że twarz, rozjaśniona twarz Doroty Pomykały, wydaje się przezroczysta. Złudzenie optyczne. Tam mieści się mnóstwo cienia, pergamin i popiół, albo spopielony pergamin. Przyjrzyjcie się uważnie. Oto kobieta, oto Mira, oto Pomykała. Pracuje w szpitalu, przyjmuje porody, płaci rachunki, czasami zapomina, robi zakupy, czasami przesadza, stara się być metodyczna, ale myśli uciekają, i nie wiadomo gdzie w końcu dolatują, na pewno nie do celu. Taka jest Mira, takie jesteście, tacy jesteśmy. Łatwo napisać, ale jak pokazać? Jak pokazać przezroczystość świata? Zapytajcie Pomykały, ona nam powie, a jeżeli nie powie, to na pewno pokaże. W filmie Jadowskiej pokazuje.

Nie schodzi niemal z ekranu, słyszymy prawie każdy jej oddech. Przezroczysta kobieta oddycha. Patrzy, reaguje, milczy, krytycznie ocenia swoją kobiecość, a chwilami jest z niej dumna, zgasiła płomień, ale jeszcze stara się to odzyskać. Przezroczystość nie ma barwy, ale można trochę ją zaróżowić, przypudrować, zamaskować przekrwienia. Właśnie po to, żeby w chwili prawdy, w momencie unisono, zdejmować z siebie te wszystkie warstwy jak markiza de Merteuil w "Niebezpiecznych związkach". Żeby dogrzebać się do miejsca, gdzie przezroczystość staje się ciałem. Dogrzebać się do Miry. Pomykała zasadziła tam kwiatki.

8/10

"Kobieta na dachu", reż. Anna Jadowska, Polska, Szwecja, Francja 2022.

Zobacz też:

"Po miłość / Pour l'amour": Kobieta w potrzasku [recenzja]

"Top Gun: Maverick": Szaleństwa pana Toma [recenzja]

"IO": Z kamerą wśród zwierząt [recenzja]

"Victoria": Takiej Katarzyny Figury jeszcze nie widzieliście [recenzja]

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Dorota Pomykała | Kobieta na dachu (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy