Jessie Buckley wygrała pierwszego w swojej karierze Oscara za rolę w filmie "Hamnet". Aktorka od samego początku była faworytką. Wcześniej została nagrodzona m.in. Złotym Globem i BAFTA.
Oprócz Buckley w tej kategorii były także nominowane: Rose Byrne ("Kopnęłabym cię, gdybym mogła"), Kate Hudson ("Song Sung Blue"), Renate Reinsve ("Wartość sentymentalna"), Emma Stone ("Bugonia").
Zaraz po zwycięstwie Jessie Buckley udzieliła wywiadu dziennikarzom w press roomie. Odpowiedzi zrelacjonował dla Interii Artur Zaborski.
Jessie, w Kerry, Killarney i całej Irlandii świętują twój sukces - jesteś pierwszą Irlandką, która zdobyła Oscara w tej kategorii. A w dodatku - jak wspomniałaś w przemówieniu - dziś w Irlandii jest Dzień Matki. To także twój pierwszy Dzień Matki jako mamy. Film "Hamnet" opowiada o miłości i żałobie matki. Jak wyjątkowy jest dla ciebie ten dzień?
Jessie Buckley: - Mam wrażenie, jakby zaszła jakaś szalona alchemia, że wszystkie te rzeczy zbiegają się właśnie dzisiaj. Mojej córce w tym tygodniu wyrósł pierwszy ząb. Dziś rano obudziłam się z nią leżącą na mojej piersi, przytuloną do mnie. I myślę sobie, że to ogromny dar móc poznawać macierzyństwo poprzez tę niezwykłą matkę, jaką była Agnes, a potem samemu zostać matką. A potem jeszcze dostać takie uznanie dla roli, jaką matki odgrywają w naszym świecie - właśnie w taki dzień. To coś, czego nigdy w życiu nie zapomnę.
Jessie, tak jak powiedziano - przeszłaś do historii jako pierwsza Irlandka z Oscarem dla najlepszej aktorki. Jaką wiadomość chciałabyś przekazać swojej rodzinie, przyjaciołom i fanom w Irlandii, szczególnie w Kerry, którzy czuwają całą noc, żeby świętować twoje zwycięstwo?
- Nie idźcie spać. Imprezujcie dalej! Bo ja właśnie zamierzam to zrobić. Jestem ogromnie wdzięczna za całe wsparcie i naprawdę czuję tę miłość. Czuję ją od młodych ludzi i starszych, od kobiet i mężczyzn, od mojej rodziny. I to, że dziś wieczorem jestem tutaj z moją rodziną, która przyleciała z: Nowej Zelandii, Australii, Kerry, Dublina - sprawia, że to wszystko staje się prawdziwe. To są ludzie, którzy mnie uformowali jako osobę. Możliwość dzielenia z nimi tego momentu i świadomość, że w domu wszyscy albo są pijani, albo nie śpią, żeby oglądać… Bardzo mnie to cieszy.
"Hamnet" to film, który widzowie zapamiętają ze względu na jego ogromną emocjonalną głębię i wrażliwość. Jak myślisz - jak ta rola pozostanie z tobą na poziomie osobistym?
- Myślę, że wszystkie moje role zostają ze mną. Nigdy nie chcę wypuszczać z życia tych niezwykłych kobiet, które dały mi edukację o kobiecości, jakiej szukałam. Ale ta rola otworzyła we mnie szczególną czułość. Czasem, jeśli jesteś silną kobietą, ludzie postrzegają cię tylko jako silną. A tymczasem czułość jest równie potężna jak siła. Ta kobieta potrafiła pomieścić w sobie jednocześnie: siłę, wrażliwość, czułość, żałobę, miłość. Wszystkie te emocje w ich pełnej, epickiej skali. Dlaczego miałabym kiedykolwiek chcieć to puścić? To coś, co chcę zatrzymać w sobie do końca życia.

"Hamnet" w reżyserii Chloe Zhao to poruszająca historia Agnes i Williama Szekspirów, którzy zmagają się z żałobą po utracie syna. Jessie wcieliła się w filmie w główną bohaterkę, a na ekranie w roli ukochanego partneruje jej utalentowany Paul Mescal.
Jessie Buckley: kariera
Jeszcze przed "Hamnetem" Jessie Buckley stworzyła wiele uznanych kreacji. Miała nawet na koncie nominację do Oscara za rolę w filmie "Córka" w reżyserii Maggie Gyllenhaal. W adaptacji powieści Eleny Ferrante wystąpiła u boku Olivii Colman, Dakoty Johnson, Eda Harrisa, Paula Mescala, Dagmary Domińczyk i Petera Sarsgaarda.
W 2020 roku Jessie Buckley oglądaliśmy w głównej obsadzie 4. serii "Fargo" oraz nieszablonowym filmie "Może pora z tym skończyć", który cieszył się dużą popularnością na Netfliksie.
Rok wcześniej aktorka wcieliła się w Ludmiłę Ignatenko, żonę poszkodowanego w akcji ratunkowej strażaka, w serialu HBO "Czarnobyl". Produkcja ukazywała moment wybuchu ukraińskiej elektrowni i dramatyczne skutki tych wydarzeń.

W portfolio aktorki znalazły się też rola Marii Bołkońskiej w serialu "Wojna i pokój", królowej Wiktorii w filmie "Doktor Dolittle" czy Rosalyn Wilder w "Judy". Pojawiły się głosy, że dzięki jej aktorskiej wszechstronności może być "nową Meryl Streep".
"Jako dziecko nigdy, przenigdy nie myślałam, że kiedykolwiek będę chciała zagrać w filmie albo znaleźć się na planie. Takie marzenia nie istniały w moim świecie. To przytrafiało się ludziom w Hollywood. To przytrafiało się bardzo daleko od miejsca, w którym dorastałam" - mówi Jessie Buckley.
"To, co czyni Jessie Buckley tak fascynującą, jest jej zdolność do jednoczesnego ucieleśniania wielkiej wrażliwości i potężnej siły. Nigdy nie stroni od złożonych emocji postaci i dokonuje tak zaskakujących i kreatywnych wyborów" - zauważa reżyserka teatralna, Rebecca Frecknall.











