Reklama

Reklama

"Trans": JAK POWSTAWAŁ FILM

Latem 2011 roku scenariusz był gotowy, obsada wybrana, a budżet przydzielony. Okazało się jednak, że pojawiła się nietypowa komplikacja - Danny Boyle miał wyreżyserować ceremonię otwarcia XXX Letnich Igrzysk Olimpijskich, a to ogromne przedsięwzięcie wymagało poświęcenia mu dużo czasu i pracy. Samo nakręcenie filmu zakończyłoby się jesienią 2011 roku, ale reżyser nie miałby czasu doglądać montażu, komponowania muzyki i udźwiękawiania.

Jak wspomina reżyser : "Gdybym w tamtym okresie poświęcił się tylko i wyłącznie igrzyskom olimpijskim, dostałbym kręćka. Miałem szczęście, że równolegle pracowałem nad spektaklem "Frankenstein" i "Transem". Dzięki temu rozwijałem się jako twórca i mogłem w pełni cieszyć się zaszczytem, jakim jest reżyserowanie otwarcia olimpiady."

Reklama

"Mogliśmy przełożyć zdjęcia na później, ale byliśmy gotowi do pracy. Mieliśmy scenariusz, obsadę i fundusze. Nie chcieliśmy zwlekać, zwłaszcza że takie posunięcia zawsze wiążą się z ryzykiem - ktoś może wycofać dofinansowanie, ktoś może zrezygnować z udziału w produkcji. Dlatego postanowiliśmy jak najszybciej zacząć kręcić - nie chcieliśmy zaprzepaścić szansy na zrobienie tego filmu!" - mówi producent Christian Colson.

Zdjęcie zaczęły się we wrześniu 2011 roku. Powstawały w Three Mills Studios oraz w Londynie, co dało Boyle'owi możliwość powtórzenia współpracy z dawnymi kolegami.

Kostiumy

Autorką kostiumów jest Suttirat Larlarb, która pracowała już z Dannym Boyle'em przy filmach "127 godzin", "Slumdog : Milioner z ulicy" i "W stronę Słońca".

"Historia opowiedziana w "Transie" rozgrywa się w męskim świecie. Jedyną kobietą, jaką pokazano, jest Elizabeth. To stworzyło ciekawą dynamikę. Elizabeth to silna, dominująca osobowość. Z punktu widzenia kostiumologa, to było ciekawe wyzwanie. Nie chcieliśmy robić z Elizabeth wampa. To nie miała być stereotypowa femme fatale". - mówi Suttirat.

"Jej profesja jest kluczowa. Chciałam, żeby Elizabeth ubierała się w taki sposób, by wzbudzać w klientach zaufanie. Wybrałam stonowane stroje w neutralnych kolorach. Rosario Dawson jest przepiękna. Niełatwo było ubrać ją w taki sposób, by dyskretnie odwrócić uwagę od jej urody." - dodaje kostiumolog.

Z kolei Simon i Franck to dwa silne, choć zupełnie różne, charaktery, dlatego Suttirat podeszła do nich w różny sposób : "Franck jest Francuzem - ceni sobie elegancję. Kiedy znajdzie koszulę, która mu się podoba, kupi tuzin identycznych. Nie chce zaprzątać sobie głowy tak prozaicznymi sprawami, ale che dobrze wyglądać. Postawiłam na kilka stałych elementów i łączyłam je ze sobą przez cały film. W przypadku Simona, pragnęłam podkreślić, że wspina się po drabinie społecznej i awans społeczny to jego główny cel." - dodaje Suttirat.

"Filmy Danny'ego zachwycają swoją wizualną stroną, ale nie są przestylizowane. Na ogół składa się obraz, ale i odpowiedni montaż i muzyka. Danny zawsze ma jasną wizję, którą potrafi nam wytłumaczyć i dzięki temu powstają elementy tworzące spójną całość. Kostiumy podkreślają osobowość bohaterów - nie są tylko fajnymi ciuchami wpadającymi w oko." - podsumowuje kostiumolog.

Zdjęcia

Anthony Dod Mantle współpracuje z Dannym Boylem od lat. "Zrobiliśmy już razem pięć czy sześć filmów, więc mamy już swoje metody. Wystarczy rzucić kilka słowa-kluczy, rozumiemy się w locie. Gdy kręciliśmy "127 godzin", doszliśmy do wniosku, że należy oddać atmosfery suszy i unoszącego się pyłu, a w przypadku "Slumdoga" najbardziej liczyło się szybkie tempo, bo bohater sporo się nabiegał. Zjeździliśmy cały Londyn, szukając odpowiednich lokalizacji. Każdy film Danny;ego jest utrzymany w innej palecie kolorystycznej i w innym tempie. W tym przypadku najważniejszy był tytułowy trans, ale chcieliśmy pokazać go w subtelny sposób." - mówi autor zdjęć.

"Kiedy opowiedział mi o tym projekcie po raz pierwszy, opisał go jako "nic wielkiego". Mówi tak o wszystkich swoich produkcjach - może w porównaniu do igrzysk olimpijskich rzeczywiście są mało spektakularne." - śmieje się Mantle.

Boyle traktuje takie elementy jak scenografia i zdjęcia jako jeden ze sposobów na pokazanie, kim są bohaterowie. Dod Mantle i scenograf Mark Tildesley przedstawili reżyserowi wiele różnych opcji.

"Pierwsze sceny kręciliśmy przez pleksiglas, żeby obraz był nieco dziwny. To było ryzykowne posunięcie, ale chcieliśmy, żeby widzowie poczuli się, jakby sami byli w transie i patrzyli na lekko zniekształconą rzeczywistość." - tłumaczy Tildesley.

Reżyserowi zależało na tym, żeby pokazać Londyn w uniwersalny sposób - tak, by dać widzom do zrozumienia, że akcja mogłaby się rozgrywać w dowolnym dużym europejskim mieście.

"Kocham Londyn i uwielbiam z nim pracować. Zawsze staram się pokazać widzom nieznaną część tej metropolii, bo ona stale się zmienia. W tym filmie nie odgrywa aż tak ważne roli jak np. w "28 dni później" - potraktowaliśmy miasto bardziej jako tło zdarzeń." - mówi Danny Boyle.

Scenografia

"Mark Tildesley to fenomenalny scenograf, który wspaniale oddał mroczną, gęstą atmosferę kina noir. W połączeniu ze zdjęciami Anthony'ego, otrzymaliśmy obraz, który zapiera dech w piersiach." - mówi producent Christian Colson.

"Danny pragnął, żeby film naprawdę wprowadzał widzów w trans - stworzyć atmosferę, w której nie jesteśmy pewni, czy to, co widzimy na ekranie to czyjaś wizja, czy jednak rzeczywistość. Pierwsze, co mi powiedział, to że nie chce robić kolejnego typowo londyńskiego filmu. Wybraliśmy lokalizacje dalekie od głównych punktów turystycznych." - mówi Tildesley.

Mieszkanie Simona znajduje się we wschodnim Londynie, w nowo-wybudowanych Elektron Towers.

"Przyznaję, to dość nietypowy wybór. Okolica nie jest szczególnie ładna, ale ma charakter. Danny wymyślił, żeby z mieszkania Simona rozciągał się widok na dzielnicę biurową Canary Wharf i O2 Arena." - mówi scenograf i dodaje : "Danny działa nieszablonowo. Kiedy wydaje nam się, że rozumiemy jego koncepcję, on nagle coś zmienia. Początkowo mamy wrażenie, że to chaotyczne, ale potem wszystko składa się w spójną całość. Elizabeth mieszka na Harley Street - od razu wiadomo, że jest zamożna. Jej mieszkanie jest dziwne, bo nie ma w nim żadnych zdjęć, zupełnie jakby bohaterka nie miała rodziny ani przyjaciół. Danny pragnął podkreślić intrygującą osobowość Elizabeth w dziwaczny sposób - w korytarzu mieszkania stoją ściany z żółtego pleksiglasu... W Azji, kolor ten symbolizuje szlachetność, za to na Zachodzie zdradę i dwulicowość."

Dźwięk

Dźwięki i głosy odgrywają w tym filmie ważną rolę. Okazuje się, że tembr głosu terapeuty ma ogromne znaczenie, jeśli chodzi o wprowadzanie pacjenta w stan hipnozy. Twórcy postanowili zawrzeć ten element, co wymagało dużo pracy i cierpliwości.

"Rzadko się zdarza, by twórcy filmu potraktowali wypowiadane słowa jako element wizualnej strony filmu, ale przedstawiłem Simonowi Hayesowi (dźwiękowiec) swoją wizję - zależało mi na tym, żeby całkowicie odizolować dźwięk i nadać mu taki charakter, by dla widzów było jasne, że bohaterowie oddziałują na siebie tylko i wyłącznie głosem. Chodziło o stworzenie odrębnego świata, w którym rozgrywa się cała akcja. Nigdy wcześniej nie przykładałem do dźwięku aż takiej wagi, ale w tym przypadku był kluczowy." - tłumaczy reżyser.

"To było ogromne wyzwanie, ale ten film jest po części o tym, jak wielką moc ma ludzki głos. Musieliśmy to uchwycić. Hipnoza opiera się na głosie i na programowaniu neurolingwistycznym czyli określonych sposobach komunikacji i wpływaniu na odbiorcę." - dodaje producent.

Simon Hayes przyznaje, że od samego początku zdawał sobie sprawę z tego, że czeka go ciężka praca : "Danny od razu mi powiedział, jak ważną rolę w tej produkcji odgrywa dźwięk. Dużo rozmawialiśmy o jego pomysłach i oczekiwaniach, zwłaszcza tych dotyczących scen transu. W wielu scenach musiałem zbliżać mikrofon prawie do ust aktorów - w taki sposób, że prawie wchodziłem w kadr. To było nie lada wyzwanie, ale ciężka praca przyniosła efekty."

Montaż

Jon Harris mówi o Dannym Boyle'u, że lubi działać szybko, dlatego proces montowania filmu odbywa się w określonym tempie i polega na reinterpretowaniu wizji reżysera. Współpraca między dwoma twórcami układa się jak po maśle, bo pracowali już razem przy "127 godzinach", a Harris został nominowany do Oscara za ich zmontowanie.

"Danny lubi być zaskakiwany i poznawać cudzą interpretację swoich pomysłów. Nie ingeruje w moją pracę - wpada raz na tydzień zapytać jak idzie i to wszystko. Oglądamy to, co zmontowałem i rozmawiamy o efektach." - mówi Harris i dodaje : "Danny dba o to, żeby było jak najwięcej ujęć do wyboru. Każdą scenę kręci z kilku perspektyw, żeby przekonać się, która wygląda najlepiej. Jest pełen energii i nie boi się ryzyka. Dzięki temu montażysta ma potem duże pole do popisu - dlatego zdjęcia trwają dwa miesiące, a montaż pół roku."

Kiedy w filmie mamy do czynienia z trojgiem bohaterów o silnych osobowościach, niełatwo znaleźć równowagę w pokazywaniu ich. "Każdy aktor wczuwa się w graną przez siebie postać i stara się znaleźć w niej coś ludzkiego, nawet jeśli mowa o czarnym charakterze. W przypadku "Transu" mieliśmy do czynienia z bardzo skomplikowanymi ludźmi... To widzowie ich ocenią. Reakcja odbiorców będzie najważniejsza. Dlatego organizowaliśmy pokazy próbne, żeby znaleźć wspólny mianownik i wskazówkę dotyczącą tego, na kim się skupić. Odpowiedni montaż jest jak dobranie składników kulinarnych w idealnych proporcjach. Tylko dzięki temu upichcimy to, co chcieliśmy. W filmie pokazano rzeczywistość, ale i jej zakrzywiony obraz. Chodzi o to, żeby trzymać widzów w napięciu i nieustannie ich intrygować. Żeby osiągnąć ten efekt, trzeba dobrze dobrać składniki." - tłumaczy montażysta.

Muzyka

Danny Boyle wielokrotnie współpracował z kompozytorem Rickiem Smithem - m.in. przy filmie "Trainspotting", ale i spektaklu "Frankenstein" oraz ceremonii otwarcia XXX Letnich Igrzysk Olimpijskich.

"Tuż po zakończeniu olimpiady dostałem od Danny'ego zabawny SMS - zapytał, czy nie chciałbym skomponować muzyki do jego nowego filmu, choć pewnie mam dość pracy z nim. Znamy się od dwudziestu lat. Nie mógłbym mu odmówić." opowiada kompozytor.

Podobnie jak inni współpracownicy Boyle'a, Smith również podkreśla, że reżyser lubi być zaskakiwany. "To kreatywny człowiek, który ceni tę cechę u innych. Zacząłem komponować nie znając szczegółów scenariusza, więc podszedłem do tego w oryginalny sposób. Danny kocha muzykę, rytm jest dla niego szalenie istotny. Znamy się od lat, co znacznie ułatwia współpracę. Dzieliłem się z nim swoimi pomysłami i sugestiami - przy niektórych utworach pracowaliśmy ściśle, przy innych pracowałem sam." - mówi Smith.

Podczas pracy nad ceremonią otwarcia olimpiady, Smith pracował z brytyjską wokalistką Emeli Sande. Uznał, że jej głos pasuje do głosu Rosario Dawson i zaprosił piosenkarkę do współpracy nad ścieżką dźwiękową.

"Emeli zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Ma wielki talent, ale mocno stąpa po ziemi. Od razu dostrzegłem podobieństwo między jej twórczością, a bohaterką graną przez Rosario. Jednej z moich kompozycji brakowało tego czegoś - uznałem, że Emeli powinna napisać do niej tekst. Wyszedł cudowny, mroczny utwór." - opowiada Smith.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Trans

Reklama

Reklama

Reklama