Mason (Jason Statham) mieszka samotnie na małej wysepce u wybrzeży Szkocji. Dni mijają mu na grze w szachy, zapijaniu smutków i pochmurnym spoglądaniu na swojego psa. Raz w tygodniu znajomy wraz ze swoją nastoletnią siostrzenicą Jessie dostarcza mu zapasy. Mimo prób podjętych przez dziewczynę Mason unika z nią kontaktu. Pewnego dnia Jessie i jej wujka łapie sztorm. Mężczyzna tonie, a ranna nastolatka zostaje cudem uratowana przez jedynego lokatora wyspy.
Mason nie potrafi w kontakty międzyludzkie, wszelkie emocje wypiera, ale psa nigdy nie skrzywdzi, więc wiemy, że to swój chłop. Z czasem powoli otwiera się na Jessie. Niestety, przypominają sobie o nim dawni zwierzchnicy, którzy wysyłają na wyspę mały oddział. Skoro w Masona wciela się Jason Statham, to musi być on jednoosobową armią do zadań specjalnych. Mężczyzna zdaje sobie sprawę, że musi uciekać, a Jessie także znajduje się w niebezpieczeństwie. Ścigający ich ludzie nie zawahają się przed niczym, by pozbyć się problemu.
"Samotnik". W tym zabijace jest trochę ciepła
"Samotnik" podpada pod kategorię "corocznego akcyjniaka z Jasonem Stathamem w roli głównej", która jest stałym punktem kinowego repertuaru na przełomie lutego i marca. Powiedzmy sobie szczerze, Brytyjczyk ma ograniczone aktorskie środki wyrazu. Zawsze ze zbitą miną i imponującą sylwetką kreuje milczących bohaterów, którzy troskę okazują poprzez wymierzanie bolesnej zemsty każdemu, kto krzywdzi lub grozi jego bliskim. Postawę tę stara się od paru lat wpasować w różne konwencje - i z różnymi skutkami. W "Pszczelarzu" z 2024 roku, który był świadomie absurdalny i tylko podbijał niedorzeczną fabułę, sprawdził się znakomicie. Z kolei w "Fachowcu", który był tak poważny, że aż niedorzeczny, wypadał nieznośnie.
"Samotnik" idzie swoją drogą. Traktuje się równie serio, jak "Fachowiec", ale na szczęście oszczędza nam kiczu oraz przemów o bolączkach ludzkiej duszy. Emocjonalną osią filmu okazuje się relacja między Masonem i Jessie. To kolejna wariacja opowieści o starym chłopie, który chciał siedzieć w pustelni do końca swych dni, ale dzięki pojawieniu się młodej damy odkrywa w sobie ciepło i opiekuńczość. Jestem zaskoczony, jak dobrze działa ten wątek w "Samotniku". Łatwo kupić ojcowskie uczucie, jakim Mason zaczyna darzyć Jessie. Nie przeszkadzają w tym nawet słabości scenariusza - czasem pojawiają się tutaj niepotrzebne wielkie deklaracje. A jak się okazuje, czas wystarczy tylko przytulas.
"Samotnik". Widzieliśmy to już sto razy
Poza wymienionym wyżej wątkiem "Samotnik" nie wyróżnia się niczym w zalewie akcyjniaków ze Stathamem. Na szczęście jest o kilka klas lepszy od tych najgorszych ("Niezniszczalni 4"), ale daleko mu do tych najlepszych ("Jeden gniewny człowiek"). Sporo elementów jest po prostu nijakich. Sztampowy jest złoczyńca: pozbawiony ludzkich uczuć biurokrata grany przez Billa Nighy'ego (zmarnowanie takiego aktora jest zbrodnią). Skalkowany jest także zabójca (Bryan Vigier) o uroku osobistym Terminatora, który rusza za Masonem i Jessie. Chociaż oni i tak mają szczęście, bo w przeciwieństwie do ogromu postaci drugiego planu są jacyś - do szpiku kości źli. Taka szefowa brytyjskich służb, w którą wcieliła się Naomi Ackie, nie wykształca przez ponad 100 minut metrażu ani krzty charakteru.
Sztampowe są sceny walki - niepopadające w histeryczny montaż rodem z "Uprowadzonej" (kilkanaście ujęć w pięć sekund), ale dalekie od pomysłowości i brawury kolejnych części "Johna Wicka". Nie pomaga fatalne CGI, kłujące w oczy przede wszystkim podczas sekwencji sztormu. Same walki, jeśli chodzi o choreografię i realizację, są porządne - tylko tyle i aż tyle. Doceniam, że w każdej sekundzie wiemy, co dzieje się na ekranie i gdzie znajdują się bohaterowie. Z tyłu głowy kołacze mi jednak, że każdą z tych scen widziałem w innym filmie i wypadała tam efektowniej. Wystarczy wspomnieć finałową potyczkę w klubie, a potem porównać ją z podobnymi w czwartej części "Johna Wicka" lub w mającym już ponad 20 lat "Zakładniku".
Sztampowy jest także scenariusz, pełen niedogotowanych wątków, często zakończonych pospiesznie i nie do końca satysfakcjonująco (spotkanie Masona z jego dawnym przełożonym) lub sięgających po najprostsze zagrania, mające wywołać w widzu skrajne emocje.
"Samotnik". Działa mimo swoich wad
Co zaskakujące, mimo całej tej sztampy "Samotnik" angażuje. Cały film obejrzałem z zainteresowaniem, przymykając oko na liczne wady produkcji. Jasne, to kolejna fabuła z kategorii "stary chłop jednak coś czuje". I co z tego, że wcześniej były ich setki? Wciąż działa.
5/10
"Samotnik" (Shelter), reż. Ric Roman Waugh, USA/Wielka Brytania/Kanada 2026, dystrybucja: Monolith Films, premiera kinowa: 13 lutego 2026 roku










