Fabuła filmu skupiała się na relacji siostry Helen Prejean (Susan Sarandon) z oczekującym w celi śmierci Matthew Ponceletem (Sean Penn). Mężczyzna został skazany za zabójstwo pary nastolatków. Prosi siostrę, by pomogła mu w apelacji. Gdy sąd nie zgadza się na odstąpienie od kary śmierci, Prejean towarzyszy Ponceletowi w oczekiwaniu na jej wykonanie. Mówi mu, że wciąż ma szansę na zbawienie, jeśli tylko przyzna się do swoich grzechów i będzie za nie żałował.
"Przed egzekucją". Książka urzekła Susan Sarandon
Sarandon natrafiła na książkę siostry Prejean, gdy pracowała nad "Klientem" Joela Schumachera. Zafascynowana perspektywą ukazaną w publikacji, aktorka spotkała się z zakonnicą. Szybko zaczęła przekonywać swojego ówczesnego partnera, Tima Robbinsa, by razem przenieśli jej wspomnienia na duży ekran. "W tej książce zaintrygował mnie fakt, że bohaterka staje przed różnymi wyborami, ponieważ wcześniej popełniała błędy" – wspominała Sarandon w rozmowie z portalem "People" w 2025 roku.

"Istnieje przekonanie, że ludzie, którzy zajmują jasne stanowisko [w kontrowersyjnych sprawach], są w pełni ukształtowani, silni i pozbawieni wątpliwości. To tak nie wygląda" – kontynuowała. "Osoba, która próbuje zmienić świat, robi to, ponieważ wierzy w lepsze jutro. Nie oznacza to, że nie popełnia błędów. Cały czas się potyka".
W książce "Dead Man Walking" Prejean opisywała swe relacje z dwoma mężczyznami oczekującymi na wykonanie kary śmierci. Pierwszym był Elmo Patrick Sonnier skazany za zabójstwo nastoletniej pary. Drugim był seryjny morderca Robert Lee Willie. Został skazany za napaść i zabójstwo osiemnastoletniej dziewczyny. Wyrok na obu został wykonany w 1984 roku. Robbins, który zdecydował się stanąć za kamerą filmu i napisać jego scenariusz, połączył ich w jedną postać Matthew Ponceleta.

"Przed egzekucją". Susan Sarandon obawiała się pracy ze swoim partnerem
Gdy przyszło do obsadzenia skazańca, reżyser od razu wskazał na Seana Penna, który był według niego "najlepszym aktorem swojego pokolenia". Sarandon otrzymała natomiast rolę siostry Prejean. Sama zainteresowana przyznała, że aktorka idealnie oddała jej zagubienie. "Gdy widzicie, jak Susan wciela się we mnie podczas pierwszej wizyty w więzieniu i patrzycie w jej wielkie, szeroko otwarte oczy, zobaczycie strach. [Bałam się wtedy], bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiłam" – wspominała zakonnica w rozmowie z "People".
Sarandon obawiała się pracy ze swoim partnerem życiowym. Gdy była w związku z francuskim reżyserem Louie'em Malle’em, nakręciła z nim "Atlantic City". Napięcia na planie spowodowały, że związek się rozpadł.
"Przed egzekucją". Reżyser długo pracował nad zakończeniem
Robbins obawiał się zakończenia. Nagrał dwie wersje. W tej bardziej drastycznej Poncelet dostaje reakcji alergicznej podczas egzekucji. Ostatecznie reżyser zdecydował się wykorzystać subtelniejszy wariant. Wahał się także, czy przed śmiercią skazańca pokazać retrospekcje jego zbrodni. Ostatecznie zdecydował się to zrobić. Uważał, że widzowie muszą pamiętać w tej chwili, iż Poncelet popełnił straszliwą zbrodnię. Fakt, że Prejean i twórcy byli przeciwnikami kary śmierci, nie mógł umniejszać jego winie.

"Przed egzekucją". Tim Robbins nie wierzył w sukces na Oscarach
"Przed egzekucją" okazało się zaskakującym sukcesem finansowym. Zarobiło na całym świecie ponad 83 miliony dolarów. Film został także doceniony podczas sezonu nagród. Sean Penn otrzymał Srebrnego Niedźwiedzia w czasie festiwalu w Berlinie. "Przed egzekucją" wyróżniono także czterema nominacjami do Oscara – dla odtwórców głównych ról, za reżyserię i piosenkę.
Przed ceremonią Robbins przyznał, że nie wierzy w wygraną, ponieważ razem z Sarandon byli "za bardzo zaangażowani politycznie". Okazało się, że nie miał racji. Sarandon otrzymała Oscara za rolę siostry Prejean. Pokonała między innymi Sharon Stone za "Kasyno" i Emmę Thompson za "Rozważną i romantyczną". Po latach przyznała, że bardzo chciałaby, żeby rola Penna została również doceniona tamtego wieczoru.










