Hutch (Bob Odenkirk) wrócił do swojej dawnej pracy etatowego czyściciela problemów, a w jego życiu ponownie pojawiła się satysfakcja wykonywanej roboty. Niestety, każda sytuacja ma też swoje gorsze strony. Może "na etacie" idzie lepiej, ale rozwalanie łbów to czasochłonne zajęcie, na czym cierpią relacje rodzinne. Hutch nie pamięta, kiedy ostatnio zjadł kolację z najbliższymi, pozwolił sobie z żoną Beccą (Connie Nielsen) na odrobinę romantyzmu, nie wie też, co słychać u jego dzieci. Rozwiązanie jest proste – trzeba jechać na rodzinny urlop. Bohater wybiera Plummerville, gdzie dobrze bawił się za dzieciaka.
Miejscowość znacznie odbiega jednak od jego wspomnień. Na miejscu rządzi skorumpowana policja oraz grupa przestępcza pałająca się każdym rodzajem nielegalnej aktywności. Ich pech polega na tym, że wchodzą Hutchowi na odcisk. Ten nie pozwoli, by cokolwiek popsuło mu rodzinny urlop, a o swoje prawo do wypoczynku będzie walczył wszelkimi możliwymi środkami. Bohater otwiera stoisko z bólem, a kolejka chętnych okazuje się bardzo długa.
"Nikt 2". Rodzinne mordobicie
Pierwsza część historii Hutcha była miłą, komediową wariacją na temat "Johna Wicka", w której zabójcze zdolności bohatera wykreowanego przez Keanu Reevesa otrzymywał niepozorny tata z przedmieść. Przywołanie popularnej serii nie jest przypadkowe, ponieważ pomysłodawcą "Nikogo" był Derek Kolstad, jeden z twórców cyklu o płatnym mordercy, wrażliwym na krzywdy szczeniaków. Sequel kontynuuje prostą formułę wypracowaną w otwarciu cyklu. Bob Odenkirk, który na ikonę kina akcji wciąż absolutnie nie wygląda, angażuje się w kolejne kłopotliwe sytuacje, z których wychodzi dzięki brutalnej przemocy. Jeśli coś nie było popsute, po co to naprawiać? Działało wtedy, działa i teraz.
W pierwszym "Nikim" kolejne bijatyki były wyrazem frustracji głównego bohatera, wynikającej z kryzysu wieku średniego oraz nudy życia na przedmieściach. W sequelu są one rozwiązaniem problemów w związku małżeńskim i relacjach rodzinnych. Chociaż po jednej z pierwszych potyczek z miejscowymi Hutch gani swojego syna, że dał się sprowokować i prosi go, by był lepszy od swojego ojca, w finale okazuje się, że nic nie łączy tak bardzo, jak wspólne zadawanie bólu i cierpienia. Od czasu bożonarodzeniowej "Dzikiej nocy" Tommy’ego Wirkoli nie widziałem filmu, w którym prorodzinne wartości byłyby tak krwawo opakowane.

"Nikt 2". Taniec przemocy, raz lepszy, raz gorszy
Oczywiście morał ten należy wziąć w ogromny cudzysłów i potraktować jako ekstremalne przedstawienie kina familijnego oraz pretekst do kolejnych rozrób. A tych nie brakuje. Hutch leje się w windzie jak Kapitan Ameryka, robi rozwałkę w salonie gier i na łódce, a w finale zaprasza swoich przeciwników na zabójczą wycieczkę po lunaparku. Szkoda, że w tym koncercie łamanych kości i wybitych zębów bardziej pomysłowe sekwencje mieszają się z tymi robionymi od sztancy.
Na tle wszystkich potyczek najsłabiej wypada finał, w którym natłok atrakcji nie rekompensuje ich poziomu. Sprowadza się do ciągłych wybuchów lub pozbawionego iskry pojedynku na miecze samurajskie. Na szczęście nie zostajemy z niczym. Otwierająca sekwencja, która rozpoczyna się w windzie, a kończy w wielopoziomowym garażu, świetnie wykorzystuje zarówno zmieniającą się scenerię, jak i różne możliwości na pozbycie się przeciwników. Przemocowo-komediowym złotem okazuje się także bijatyka Hutcha na wodzie, podczas której do jego agresorów powoli dochodzi, że właśnie podpisali na siebie wyrok.

"Nikt 2". Sharon Stone odpłynęła, ale Bob Odenkirk wciąż daje radę
"Nikt" jest serią z definicji przegiętą, jednak nie wszystkie przerysowane elementy działają. Zawodzi przede wszystkim Sharon Stone jako wyrwana z komiksu antagonistka. Aktorka chciała pograć nieprzewidywalnością swej postaci, ale przez większość czasu bawi się sama i nie zaprasza widowni do współudziału.
Na szczęście w roli głównej znów świetnie sprawdza się Bob Odenkirk. Dziw bierze, że przez lata nie wykorzystano lepiej tak wszechstronnego aktora. Plus zawsze miło jest zobaczyć w kolejnej roli Christophera Lloyda. 86-letni gwiazdor "Powrotu do przyszłości" nie ma za dużo czasu ekranowego, ale cieszy się każdą jego sekundą. I także kładzie po drodze sporo trupów.
"Nikt 2". Idealny film na wakacje
Niespełna półtoragodzinny "Nikt 2" jest odpowiednikiem tego komediowego akcyjniaka, który z uśmiechem oglądało się za dzieciaka wieczorami w telewizji. Bez żenady czy ironicznego odbioru. Ze szczerą radością z ekranowej rozwałki i kilku mniej lub bardziej czerstwych dowcipów po drodze. Tylko tyle i aż tyle. Poszukujący ambitnego kina trafili pod zły adres. Ci, którzy pragną niezobowiązującej rozrywki pod koniec wakacji, będą zadowoleni.
7/10
"Nikt 2" (Nobody 2), reż. Timo Tjahjanto, USA 2025, dystrybucja: United International Pictures, premiera kinowa 15 sierpnia 2025 roku










