"Wielki Marty" opowiada historię Marty'ego Mausera, amerykańskiej gwiazdy tenisa stołowego lat 50. XX wieku, który musi zebrać pieniądze na wyjazd na mistrzostwa do Japonii, by zrewanżować się tamtejszemu mistrzowi. Bohater kłamie, wykorzystuje wszystkich i wznieca kolejne pożary, byle tylko osiągnąć swój cel.
Film Josha Safdie, bardzo luźno oparty na losach Marty'ego Reismana, debiutował na Festiwalu Filmowym w Nowym Jorku w październiku 2025 roku i stał się sensacją wydarzenia. Krytycy byli zachwyceni, a zainteresowanie produkcją wyrazili także widzowie. Po swej ogólnoświatowej premierze w grudniu 2025 roku "Wielki Marty" okazał się najbardziej dochodowym filmem w historii wytwórni A24. Zarobił ponad 157,2 milionów dolarów.
Timothée Chalamet i "Wielki Marty" oscarowymi przegranymi?
Wcielający się w tytułowego bohatera Chalamet szybko stał się faworytem w wyścigu po Oscara za główną rolę męską. Gdy wygrał nagrodę Critics' Choice i Złoty Glob, wydawało się, że wszystko jest jasne. Jednak na samej końcówce kampanii po złotą statuetkę okazało się, że jest inaczej. Brytyjska Akademia Filmowa uhonorowała nagrodą BAFTA nie Chalamata, lecz Roberta Aramayo za "I Swear". Z kolei Gildia Aktorów Filmowych wskazała Michaela B. Jordana i jego podwójny występ w "Grzesznikach".
Porażka podczas rozdania BAFTA byłaby jeszcze do przełknięcia. Brytyjczycy często nagradzają "swoich" aktorów zamiast faworytów. Co ciekawe, wskazany przez nich Aramayo nie jest nawet nominowany do Oscara. On sam był chyba najbardziej zaskoczony ze swojej wygranej. Także przegrana na gali rozdania Aktorów zdarzała się triumfatorom oscarowych wieczorów. Wystarczy wspomnieć zeszły rok. Zamiast kreacji Adriena Brody'ego w "The Brutalist" Gildia wskazała Chalameta w biografii Boba Dylana "Kompletnie nieznany". Z kolei w 2021 roku statuetkę Aktora otrzymał pośmiertnie Chadwick Boseman za "Ma Rainey: Matkę bluesa". Oscar trafił jednak w ręce Anthony'ego Hopkinsa za kreację w "Ojcu".
Dwie przegrane, które zdarzyły się na samej końcówce kampanii oscarowej, oznaczają, że szanse Chalameta zaczęły gwałtownie spadać. Z kolei "Wielki Marty" może okazać się największym przegranym nadchodzącego rozdania. Film miał 11 nominacji do BAFTA i trzy do nagród Aktorów. Nie wygrał w ani jednej kategorii. Możliwe, że mimo 9 nominacji do Oscara, jego twórcy zakończą ceremonię rozdania statuetek z pustymi rękoma.

"Wielki Marty". Skandal sprzed lat pogrążył szanse filmu?
Spadek szans "Wielkiego Marty'ego" i samego Chalameta wynika z kilku czynników. 26 stycznia, zaledwie cztery dni po ogłoszeniu nominacji do Oscara, portal "Page Six" opublikował artykuł, w którym opisano niepokojące zajścia na planie "Good Time" z 2017 roku, poprzedniego filmu Josha Safdie, który wyreżyserował razem ze swoim bratem Bennym. Do jednej z ról zaangażowano wtedy siedemnastoletnią dziewczynę. Miała nakręcić wymagającą nagości scenę z Buddym Duressem - aktorem nieprofesjonalnym i, jak się okazało, byłym skazańcem. Mężczyzna był w dodatku pod wpływem zakazanych substancji w czasie zdjęć.
Podczas realizacji sceny, którą nadzorował Josh, Duress miał obnażyć się przed dziewczyną i składać jej niedwuznaczne propozycje. Reżyser nie przerywał jednak pracy kamery. Według źródeł "Page Six" Safdie dowiedział się o jej wieku dopiero po zakończeniu zdjęć, gdy ta była w stanie szoku. Gdy sprawa wyszła na jaw, doszło do konfliktu między braćmi. Benny zerwał współpracę z Joshem w 2023 roku w trakcie prac nad projektem dla Netfliksa z Adamem Sandlerem w roli głównej. Film anulowano, a obaj skupili się na własnych scenariuszach. Josh nakręcił "Wielkiego Marty'ego", a Benny - "Smashing Machine".

"Wielki Marty". Wypowiedzi aktora zaszkodziły filmowi?
Nie pomagał także Kevin O'Leary. Safdie obsadził go w roli milionera Miltona Rockwella, który jest zainteresowany współpracą z Martym. O'Leary był nieoczywistym wyborem ze strony reżysera. Jest kanadyjskim biznesmenem i osobowością telewizyjną. Za produkcję programu "Shark Tank" otrzymał nagrodę Emmy. Dla 71-latka była to pierwsza rola aktorska. "Szukaliśmy prawdziwego buca i to był on" - tak Safdie tłumaczył obsadzenie roli Rockwella dla "Vanity Fair".
O'Leary jest postacią wywołującą skrajne emocje. Otwarcie chwali administrację Donalda Trumpa, która nie ma wielu fanów w środowisku twórczym. Występował razem z 47. prezydentem Stanów Zjednoczonych w trakcie kampanii oscarowej, co raczej nie pomogło jego staraniom o nominację za rolę drugoplanową. Głosujący na pewno nie przeoczyli także słów milionera o sztucznej inteligencji. Gdy przedstawiciele kolejnych branż przemysłu filmowego boją się utraty pracy z powodu AI, O'Leary z entuzjazmem mówi, ile można dzięki niej zaoszczędzić.
"W każdej scenie występuje nawet do 150 statystów. Ci ludzie musieli być na nogach przez 18 godzin, należało ich ubrać, musieli coś robić w tle, nawet jeśli nie łapała tego kamera. To pochłonęło miliony dolarów" - stwierdził inwestor w rozmowie z "World of Travel". "Dlaczego nie skorzystać ze sztucznej inteligencji? Nie chodzi mi o głównych aktorów. Zamiast wydawać na to 90 milionów dolarów, można by wyłożyć 35 milionów, a za resztą nakręcić drugi film?".

AI zamiast statystów? Aktorzy nie mogli być zadowoleni
Na koniec biznesmen odniósł się do Tilly Norwell, wygenerowanej przez AI aktorki, której pojawienie się wywołało burzę w amerykańskim przemyśle filmowym. Wielu przedstawicieli branży skrytykowało pomysł "obsadzenia" jej w filmach i zagroziło, że nie będzie współpracowało z agencjami i wytwórniami korzystającymi z wykonawców wygenerowanych przez sztuczną inteligencję. O'Leary zdaje się nie mieć z tym problemów.
"Tilly Norwell wkroczyła z impetem do świata filmu, a jest w stu procentach wygenerowana przez AI. Nie istnieje, ale jest świetną aktorką. Może zagrać postać w każdym wieku, nie je i pracuje 24 godziny na dobę. Związki zawodowe wariują. Nie zgadzam się z nimi, dla dobra sztuki czasem powinno się korzystać z aktorów wygenerowanych przez sztuczną inteligencję, a statyści to właśnie taki przypadek. Nie widać różnicy. Dajcie tam 100 Tilly Norwell i wszystko będzie dobrze".
Chociaż O'Leary zebrał świetne recenzje za swoją rolę w "Wielkim Martym", wydaje się oczywiste, dlaczego przedstawiciele branży aktorskiej nie chcieli nominować go do żadnej nagrody.

Timothée Chalamet mówi, że jest najlepszy. Dlatego przegra?
W poprzednim sezonie oscarowym ogromne kontrowersje towarzyszyły filmowi "Emilia Pérez" Jacquesa Audiarda. Krytyka dotycząca przedstawienia Meksyku oraz osób transpłciowych, a także afera ze starymi wpisami w mediach społecznościowych Karli Sofíi Gascón (którą napędzała sama zainteresowana) kosztowały produkcję Oscara za film międzynarodowy. Nie dotknęły one jednak Zoe Saldañy, która od początku byłą faworytką w kategorii drugoplanowa rola żeńska. Ostatecznie aktorka skończyła ze złotą statuetkę.
Saldaña prowadziła przemyślaną i spokojną kampanię oscarową. Pozostawała daleko od kontrowersji towarzyszących "Emilii Pérez", nie generowała też nowych. Chalamet poszedł w nieco innym kierunku. W czasie kampanii nie wychodził z roli Marty'ego. Nie szczędził sobie pochwał i nie ukrywał, że bardzo chciałby wygrać Oscara. Gdyby tak się stało, 30-latek stałby się drugim najmłodszym laureatem nagrody Akademii za pierwszoplanową rolę męską w historii (po Adrienie Brodym, który w wieku 29 lat został wyróżniony za występ w "Pianiście" Romana Polańskiego).
Chalamet zamieścił w sieci osiemnastominutowe wideo, w którym rzucał kolejne pomysły na promocję filmu - na przykład pomalowanie Statuy Wolności na pomarańczowo. Odbiór filmu był negatywny. Szczególnie głośno - i to z jak najgorszych powodów - było o jego wywiadzie z grudnia 2025 roku. "['Wielki Marty'] to chyba najlepsza rola w mojej karierze, a od siedmiu, ośmiu lat daję naprawdę, naprawdę zaangażowane występy z najwyższej półki" - mówił Chalamet w rozmowie z Margaret Gardiner. "Ważne, żeby mówić o tym głośno, bo nie chcę, by ludzie brali moją dyscyplinę i etykę pracy, którą wnoszę do filmów, za coś oczywistego. To szajs najwyższego poziomu". Wywiad zniknął wkrótce z sieci. Oficjalnie nikt się do niego nie odniósł, ale przypuszcza się, że stało się to za sprawą przedstawicieli aktora, przekonanych, że rozmowa przyniesie skutek odwrotny od zamierzonego.
Christopher Nolan publicznie skarcił Timothée'ego Chalameta
Także występy Chalameta na wydarzeniach pozaoscarowych świadczą o jego wysokim mniemaniu o własnej osobie - i niekoniecznie przysparzają mu zwolenników. W lutym 2026 roku uczestniczył w specjalnym pokazie "Interstellara" wraz z jego reżyserem Christopherem Nolanem. Epicki film science fiction z 2014 roku był jednym z pierwszych wielkich projektów młodego aktora. Podczas pokazu przyznał, że po pierwszym seansie filmu płakał przez godzinę, bo okazało się, że wiele jego scen zostało wyciętych z ostatecznej wersji montażowej. "Gdy mnie obsadzili, zgooglowałem projekt. Pierwotnie miał opowiadać o relacji ojca i syna. Pomyślałem: 'o rany, udało mi się!'. Potem to przerobili i mój bohater zszedł na drugi plan" - twierdził.
Tym informacjom zaprzeczył jednak Nolan. "Nigdy nie wierz we wszystko, co czytasz w sieci" - stwierdził i wyjaśnił, że z pomysłem fabuły wyszli Steven Spielberg i fizyk Kip Thorne. "Zadzwonił do mnie Steven... Dla ciebie pan Spielberg" - zwrócił się później do młodego aktora, w żartobliwy sposób przypominając mu, że w środowisku filmowym wciąż są większe nazwiska od niego.
Należy zaznaczyć, że Chalamet mimo wszystko złagodził swój przekaz wraz z początkiem roku, gdy wyścig po Oscary wszedł w decydującą fazę. Jego przemowy podczas rozdania Złotych Globów i Critics' Choice były skromne oraz skupione na innych osobach. Niesmak mógł jednak pozostać. Jak wskazują dziennikarze portalu "Gold Derby", "Wielki Marty" i Chalamet byli dotychczas nagradzani tylko przez krytyków i dziennikarzy. Nie otrzymali jednak ani jednego wyróżnienia od przedstawicieli branży filmowej.

Oscary 2026. Kiedy odbędzie się ceremonia rozdania nagród?
Chociaż Chalamet pozostaje faworytem w swej kategorii, Michael B. Jordan depcze mu po piętach. Niespodziankę może sprawić także Wagner Moura, który za rolę w "Tajnym agencie" Klebera Mendonçy Filho otrzymał Złoty Glob (za występ pierwszoplanowy w dramacie) oraz wyróżnienie aktorskie na festiwalu w Cannes. W nocy z 15 na 16 marca czasu polskiego dowiemy się, kto ostatecznie zwycięży w wyścigu po Oscary.











