Dokument "Ania" o Annie Przybylskiej, zmarłej w 2014 roku aktorce i modelce, był jednym z pokazów specjalnych 47. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Zapowiadający go dyrektor artystyczny imprezy, Tomasz Kolankiewicz, wskazał na jej nazwę i zaznaczył, że czasem należy zrobić wyjątek dla kina dokumentalnego - szczególnie jeśli chodzi o osobę tak bardzo związaną zarówno z polskim kinem, jak i Gdynią. Po seansie wszyscy nie kryli wzruszenia. Niemniej nie jest to do końca udany film.
Anna Przybylska na archiwalnym nagraniu, które znalazło się w dokumencie "Ania"TVP
Reżysersko-scenariuszowy duet Michała Bandurskiego i Krystiana Kuczkowskiego przedstawia życie Przybylskiej dzięki montażowi wywiadów z bliskimi aktorki i jej kolegami z planów, fragmentów jej występów oraz prywatnych nagrań, wyselekcjonowanych przez partnera aktorki Jarosława Bieniuka. Tworzą one portret osoby, która wykorzystała swoją szansę, na pierwszym miejscu zawsze stawiała rodzinę oraz wyróżniała się poczuciem humoru i dystansem. Niestety, środki, których używają autorzy filmu, miejscami niepotrzebnie podbijają emocjonalność scen.
Anna Przybylska była jedną z najbardziej lubianych polskich aktorek. Debiutowała w filmie Radosława Piwowarskiego "Ciemna strona Wenus". Sympatię widzów przyniosły jej także role Marylki w "Złotopolskich" czy doktor Karinki w "Daleko od noszy".
Przybylska zmarła w październiku 2014 roku, w wieku 37 lat. Wcześniej stoczyła długą walkę z nowotworem trzustki. Aktorka została pochowana w rodzinnym grobowcu na parafialnym cmentarzu na gdyńskim Oksywiu.
Na zdjęciu: Anna Przybylska z babcią.KFP/REPORTEREast News
Ostatnim filmem Anny Przybylskiej była rola erotycznej tancerki Roksany w filmie Jacka Bromskiego "Bilet na Księżyc".
"Pisząc postać Roksany, bez chwili wahania pomyślałem o niej" - mówił reżyser w jednym z wywiadów. "Ania Przybylska to samorodny talent (...) Była fantastyczna, bardzo utalentowana i sprawna aktorsko" - wyjaśniał reżyser.
W filmie Bromskiego Przybylska miała do wykonania zmysłową scenę striptizu.
"Nie będę ukrywać. Scena striptizu wzbudzała u mnie jednocześnie spory niepokój, ale i ciekawość. Wzięłam kilka lekcji u choreografki Teatru Muzycznego w Gdyni, która przygotowała ten przecudny układ. Spotkał się on z aplauzem i entuzjazmem ekipy i reżysera" - opowiadała po premierze filmu.Piotr Bławicki/Dzień Dobry TVNEast News
"Marzyliśmy, że będziemy sobie spokojnie żyli, wychowywali dzieci, a Ania będzie mogła grać wymarzone role. I weźmiemy ślub, bo wtedy będzie czas na przygotowanie uroczystości" - Jarosław Bieniuk mówił w "VIVIE!" po śmierci Przybylskiej.
"Nie mieliśmy ślubu, ale mieliśmy troje dzieci i to są trzy obrączki, których się nie da zdjąć do końca życia. Dziecka nie ma się na chwilę, tylko na zawsze, aż do śmierci. I żadna obrączka nie da lepszej gwarancji, żaden papier jej nie da, żaden kredyt. To dziecko wiąże ludzi na całe życie" - dodawał piłkarz.
Przybylska miała jednak męża - małżeństwo z tenisistą Dominikiem Zygrą (2000) przetrwało zaledwie rok.Michał WarginEast News
Niedługo po śmierci Anny Przybylskiej media informowały, że reżyser Radosław Piowowarski chce nakręcić film biograficzny o aktorce, która debiutowała w jego filmie i prywatnie była jego przyjaciółką. Przygotowania zaczęły się jednak przeciągać, a pomimo licznych zapowiedzi film nie powstawał. I najprawdopodobniej już nie powstanie.
"Po pierwsze, rodzina Ani nie chciała kontaktować się z producentami bezpośrednio, tylko przez kancelarię prawną" - Piwowarski powiedział w rozmowie z magazynem "Na żywo".
"Teraz najważniejszy jest spokój córki i synów Ani. Tymczasem realizowanie zdjęć do biograficznej produkcji wprowadziłoby zamęt w ich życie. Dlatego rodzina zmarłej uważa, że będzie najlepiej, jeśli ten obraz nigdy nie powstanie" - dodał reżyser.Adam Jankowski/ReporterEast News
"W moim pierwszym poważnym związku dostałam po głowie, więc na siłę szukałam prawdziwej miłości" - mówiła. Piłkarza Jarosława Bieniuk poznała prawdopodobnie podczas sylwestra w Jastrzębiej Górze w 2000 roku.
Stworzyli kochającą się parę, a wkrótce rodzinę. Bo Anna Przybylska bardzo chciała mieć dzieci, dokładnie czworo. Życie te plany zweryfikowało - urodziła trójkę: Oliwię (2002), Szymona (2006) i Jasia (2011). Kiedy Jarosław Bieniuk grał w tureckim klubie, była z nim bez względu na kłopotliwe przeprowadzki. Zrezygnowała z propozycji atrakcyjnych ról, bo nie chciała zostawiać dzieci i partnera.Krzysztof MikulskiEast News
- Zagrała sporo ról komediowych, zresztą świetnych, bo komedia jest niedocenianą przez krytyków, ale dosyć trudną formą, jest takim poligonem dla aktorów, a ona się świetnie w tym sprawdzała. Trudno żeby nie, bo ona miała dystans do samej siebie, miała poczucie humoru na własny temat - podsumowywał komediowy talent Przybylskiej aktor Piotr Zelt.TricolorsEast News
W 2009 roku użytkownicy Interii wybrali Przybylską najseksowniejszą polską aktorką (uzbierała aż 31 % głosów!).
- Zastanawiam się, co internauci rozumieją pod pojęciem "seksowna", co im się we mnie podoba? Bo ja się nie uważam za kobietę-wampa - komentowała wyróżnienie. - Ja symbolem seksu? Mój mąż sobie z tego zawsze żartuje: "Oni cię chyba nigdy rano nie widzieli?" - śmiała się aktorka.TricolorsEast News
Anna Przybylska dwukrotnie dała namówić się na rozbieraną sesję dla "Playboya". Po raz pierwszy na okładce popularnego magazynu dla panów pojawiła się w listopadzie 2000 roku. "Marylka ze 'Złotopolskich' bez munduru" - brzmiało hasło towarzyszące okładkowemu zdjęciu Przybylskiej .
Drugi raz aktorka rozebrała się w czerwcu 2002 roku - tu już zaprezentowała się w bieliźnie i kusej koszulce reprezentacji Polski. "Ania Przybylska z piłeczką i bez..." - zachęcał slogan na okładce magazynu.Piotr Fotek/REPORTEREast News
"Ania": Wzruszenie na granicy kiczu
Gdy bliscy Przybylskiej mówią, jaką była osobą, lub podczas prezentacji prywatnych nagrań rodzinnych uroczystości, w tle słychać zbędną warstwę muzyczną. Przez nią całość często ociera się o kicz. Oczywiście, sama historia wzrusza, ale przy takich środkach wszystko pisane jest dużymi literami i na dodatek podkreślone. Wątpliwość budzi także sam dobór wywiadów. Owszem, zdarzają się wśród nich perełki. Wybija się Radosław Piwowarski, który Przybylską opisuje słowami: "wielkie gały, głos jak Himilsbach". Niektóre wypowiedzi wałkują jednak ten sam temat, przez co narracja stoi w miejscu. Zdaję sobie sprawę, że każda z poproszonych osób miała wiele anegdot i wspomnień związanych ze zmarłą aktorką. Szkoda jednak, że podczas montażu nie starczyło odwagi, by wyciąć trochę materiału.
"Ania" trafi na ekrany kin 7 październikaTVP
Nie znaczy to, że twórcy bali się wyjść poza konwencję filmowej laurki. Często skupiają się na tematach, wydawałoby się nieprzystających do filmowego hołdu, a jednocześnie podkreślających dystans Przybylskiej do siebie i sławy. Niestety, te momenty ironii giną w natłoku często niepotrzebnej melancholii.
Podobnie stracone zostają momenty tłumaczące fenomen gwiazdy "Złotopolskich". Piwowarski w pewnym momencie wspomina, że wśród dziewczyn, które pojawiły się na castingu do roli "Ciemnej stronie Wenus", debiucie Przybylskiej, wiele było od niej lepszych aktorsko. "Ale ją się pamiętało" - dopowiada po chwili reżyser, a w kolejnej setce dodaje, że gdyby urodziła się ona w Stanach Zjednoczonych i jakieś dziesięć lat wcześniej, to pewnie zagrałaby zamiast Julii Roberts w "Pretty Woman".
Niestety, jej ekranowy magnetyzm nie został dokładniej zanalizowany. Twórcy chcieli opowiedzieć o Przybylskiej wszystko. Z tego powodu film miejscami cierpi na deficyt treści. Niemniej po seansie większość obecnych na sali kinowej przecierała załzawione oczy. Czyli "Ania" działa.
5/10
"Ania", reż. Michał Bandurski i Krystian Kuczkowski, Polska 2022, dystrybucja: TVP, premiera kinowa: 7 października 2022 roku