Zaczarowana

Zaczarowana
Tytuł oryginału
Enchanted
Reżyser
Gatunek
przygodowy
Obsada
, , więcej
Produkcja
USA (2007)
Premiery
Kino 18 stycznia 2008, DVD 20 maja 2008, Blu-ray - 24 października 2014
Dystrybucja
Kino - Forum Film, DVD - Imperial, Blu-ray - Galapagos Films
Wersje
2D
3,5
Oceń
Głosy
210

O filmie

Z czasem jednak zaczyna dostrzegać uroki rzeczywistości, zwłaszcza gdy poznaje sympatycznego prawnika, Roberta Philipa i jego sześcioletnią córkę, Morgan. Tymczasem na Manhattan przybywa także Edward wraz z przyjaciółmi, by odnaleźć księżniczkę. Zła królowa też, rzecz jasna, nie próżnuje... Niewinna w cynicznym świecie Scenarzysta Billy Kelly wspominał, że praca nad scenariuszem zaczęła się od prostej, ale wyrazistej idei: zderzenia bajkowej wręcz niewinności z cynicznym nowojorskim światem. Największą trudnością było to, by bohaterka wydawała się wiarygodna, zamiast budzić tylko politowanie. Pewnego dnia wpadłem na pomysł, by była ona po prostu animowaną postacią. To rozwiązanie dodało mi skrzydeł i ułatwiło dalszą pracę, nadało jej nowy kierunek - mówił Kelly. Producent Barry Josephson wyznał, że właśnie ten ostatni pomysł najbardziej go zaintrygował. Zderzenie świata disnejowskich kreskówek z nowojorską rzeczywistością bardzo przemówiło do jego wyobraźni. Ze scenariuszem zapoznał się też wkrótce reżyser Kevin Lima, wielbiciel i kontynuator wielkiej disnejowskiej tradycji, gotowy jednak potraktować ją z pewnym dystansem, ze współczesnej perspektywy. Pomyślałem sobie, że to dla mnie rzecz wręcz wymarzona. Zaczynałem pracę jako animator, potem zająłem się reżyserią kreskówek. Mam ten świat we krwi, znam go na wylot i kocham go - tłumaczył. Wkrótce, z błogosławieństwem producentów, Lima i Kelly rozpoczęli wspólną dalszą pracę nad doskonaleniem scenariusza. Pomysłem Limy było to, żeby w pewnej chwili oba światy zaczęły się przenikać. Było to wielkie wyzwanie techniczne i jednocześnie ryzyko artystyczne. Producent wykonawczy Chris Chase rozumiał to ryzyko, ale był pewien, że właściwi ludzie znaleźli się na właściwym miejscu. Jestem przekonany, że tylko ktoś taki jak Kevin, z wielkim doświadczeniem w pracy nad animacją oraz szacunkiem dla dziedzictwa Disneya, mógł poważyć się na połączenie z sukcesem tych obu światów i osiągnąć tak naturalny rezultat. Sam reżyser tak tłumaczył koncepcję filmu: Opowieść zaczyna się w typowym świecie animacji ze szkoły Disneya. To swoista kondensacja disnejowskich produkcji w starym dobrym stylu. Podczas dziesięciominutowego prologu mamy do czynienia z disnejowskimi ikonami, a potem trafiamy do realnego świata. Sercem filmu, nawet biorąc pod uwagę początek, jest film aktorski. Postaci z kreskówki stają się normalnymi ludźmi, z ich prawdziwymi dylematami, które muszą jakoś, na miarę swych sił i możliwości, rozwikłać. A rozwiązania, które były możliwe w baśniowym świecie, okazują się tu całkowicie nieprzydatne. Kelly wspominał: Kevin pomógł w pełni wydobyć ideę, która jest motorem filmu: zderzenie umownych postaci z wielkomiejskim, współczesnym otoczeniem. Jest to źródłem nieustającego humoru, ale i refleksji. Cały czas musieliśmy myśleć o tym, by nie stracić równowagi: nie popaść w cynizm, ani też nie ulec naiwnemu sentymentalizmowi. Lima podkreślał wagę postaci Giselle: Trafia do Nowego Jorku uzbrojona w swą niewinność. Bierze wszystko takim, jakim jest, wprost. I ta jej prostota i radość życia udzielają się ludziom, których spotyka. To jest właśnie owe tytułowe zaczarowanie. Z szacunkiem, ale nigdy na kolanach Tworząc postać Giselle, filmowcy postanowili połączyć najważniejsze cechy takich klasycznych bohaterek, jak Królewna Śnieżka, Piękna z "Pięknej i bestii", Śpiąca Królewna oraz Kopciuszek. Gdy świat ją rozczarowuje i gdy nie potrafi nawiązać z nim kontaktu, Giselle (jak jej poprzedniczki) śpiewa, by go obłaskawić. Śpiewem wyraża swą tęsknotę za idealnym życiowym partnerem - wymarzonym księciem, dla którego ma dar nie do przecenienia: pierwszy dziewiczy pocałunek. Książę słyszy śpiew i wskakuje natychmiast na konia. Pięknie zapowiadający się duet zakłóca troll, który zwabiony głosem Giselle, przybywa na miejsce pierwszy. Ale książę stacza z nim walkę i rzecz jasna wygrywa. Wspólny śpiew i planowany ślub to już tylko kwestia czasu. Niestety, królowa Narissa nie pragnie wcale szczęśliwego małżeństwa księcia, bo ceni sobie przede wszystkim władzę, którą by wtedy straciła. Udaje więc żebraczkę i pod pretekstem wróżby zamienia Giselle w zwykłą kobietę i wysyła precz z Andalazji. Gdy Morgan przygarnia zagubioną Giselle na jedną noc, jej ojciec, prawnik Robert, stopniowo odkrywa urok niewinności w swym cynicznym świecie - jest przecież specjalistą od spraw rozwodowych i w niewinność dawno już przestał wierzyć. Lima wyjaśniał: Temu człowiekowi początkowo w głowie się nie mieści, że "żyli długo i szczęśliwie" oraz "miłość na zawsze" mogą coś naprawdę znaczyć i że ktoś takie rzeczy może traktować serio. Ma powody: żona opuściła go lata temu. On sam wychowuje córkę tak, by nie pozwoliła się zranić. Jest do bólu praktyczny, stąpa mocno, aż za mocno po ziemi. I tego też wymaga od innych. Ale z czasem, niepostrzeżenie, naiwność i niewinność Giselle zaczną kruszyć jego twarde przekonania. Dowcipni, liryczni, prawdziwi, wszechstronni Lima doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że pomimo swego entuzjazmu dla projektu stąpa po cienkim lodzie. Łączenie tak wielu odmiennych tonacji i gatunków filmowych mogło zakończyć się przecież widowiskową katastrofą. Hollywood jest co chwila świadkiem takich - czasem zgoła niepięknych - filmowych kataklizmów. Kevin zawsze otacza się najbardziej utalentowanymi ludźmi w branży - komentował producent Chase. - I chodzi mu nie tylko o to, by byli mistrzami w swoim fachu, nienaganni pod względem technicznym. Takich speców w Hollywood nie brakuje. On jednak szuka osób z prawdziwie twórczą wyobraźnią, które mogą być dla niego partnerami. Oczekuje od nich dyskusji i pomysłów. Cały czas pamięta, że film to praca zespołowa. Właśnie z tego względu Lima przykładał zawsze ogromną wagę do skompletowania doskonale rozumiejącej się ekipy. W tym przypadku jego szczególną troską był dobór aktorów, którzy sprostaliby jego wymaganiom i byli w stanie płynnie i z wyczuciem konwencji zmieniać sposób gry. Zorganizowano zatem przesłuchania do kluczowych ról. Na pierwszy ogień poszła rola Giselle. Podczas przesłuchań Lima był akurat chory i miał wysoką gorączkę. Ale nie na tyle wysoką, by nie zachwycić się Amy Adams. Zwrócił na nią uwagę, gdy zagrała główną rolę w doskonale przyjętym filmie obyczajowym "Junebug" Phila Morrisona z 2005 roku. Jego opinia potwierdziła się całkowicie podczas przesłuchania, które z piętnastu minut wkrótce rozrosło się do czterdziestu pięciu i zakończyło zaangażowaniem aktorki. Reżyser był pod wrażeniem jej naturalności. Podkreślał, że właśnie takiego wcielenia czystości i naiwności szukał. Aktorka tak komentowała pracę z Limą: Kevin, jak wiadomo, przybył ze świata animacji, który zna i rozumie bardzo dobrze. Dawał mi więc dużo pożytecznych wskazówek co do tego, jak wyobraża sobie Giselle. Ale słuchał też moich sugestii. Wychowałam się w prowincjonalnym Colorado, od dzieciństwa oglądałam klasyczne produkcje disnejowskie, więc wczułam się w postać bohaterki bez większych trudności. Jako dziewczynka chciałam być księżniczką. Teraz wiem, że o wiele łatwiej być księżniczką animowaną: nie trzeba wykonywać numerów kaskaderskich, tańczyć ani śpiewać. A to doprawdy dość ciężka robota. Chociaż z drugiej strony, nie aż tak ciężka, by nie sprawiała ogromnej radości. Adams podkreślała, że będąc dzieckiem i nastolatką, często występowała w musicalach i widowiskach muzycznych. Tak więc udział w filmie był dla niej w pewnym sensie powrotem do korzeni, odkurzeniem nieco zapomnianych ostatnio umiejętności. Aktorka zwracała jednocześnie uwagę, że rola Giselle ma także bez wątpienia walor dramatyczny. Jest to przecież także opowieść o dziewczynie, która stopniowo przekonuje się, że życie nie układa się jak w bajkach i że nie zawsze można liczyć na słodkie, szczęśliwe zakończenie. W pewnym sensie jest to więc rzecz o zdobywaniu dojrzałości oraz wiedzy o tym, co jest w życiu naprawdę cenne - podkreślała aktorka. Producent Barry Josephson był zachwycony, obserwując Adams podczas pracy. Tak o niej mówił: Amy w każdym momencie była ściśle emocjonalnie związana z postacią, starając się oddać każdy niuans jej zachowania. Zdarza się, że aktorzy mają z tym trudności, zwłaszcza gdy muszą śpiewać i tańczyć. Ale to nie jej przypadek. Ona bez ustanku, w każdym kręconym ujęciu dawała nam wciąż coś nowego. Do roli Roberta Philipa wybrano Patricka Dempseya, popularnego ostatnio zwłaszcza dzięki roli doktora Shepherda z serialu "Chirurdzy". Zdaniem aktora, Robert to postać, która początkowo zupełnie nie pojmuje zwrotu, jaki następuje w jej życiu. Trudno zresztą go za to winić. Nie jest łatwo uwierzyć, że ma się do czynienia z baśniową księżniczką. Oczywiście nasz bohater jest przekonany, że ona cierpi na jakąś formę obłędu - mówił aktor. - Najtrudniejsze w tej roli wydawało mi się to, by publiczność uwierzyła, że ten mocno stąpający po ziemi i ciężko doświadczony, nieco zgorzkniały facet zakochuje się w postaci z krainy fantazji. To nie mogło być mechaniczne, musiało być psychologicznie uzasadnione. Na szczęście doskonale rozumieli to twórcy scenariusza. Bo jeśli nie uwierzymy w to uczucie, nie uwierzymy w cały film. Moim zdaniem, są dwie kluczowe kwestie w postaci Roberta: po pierwsze, myśli on zawsze przede wszystkim o dobru swej córki, a po drugie, należało pamiętać o tym, że jest niejako wysłannikiem sceptycznej widowni do fantastycznego świata. Śledząc jego perypetie, powinniśmy identyfikować się z nim i z dużą częścią jego reakcji. Dempsey mocno podkreślał zalety scenariusza. Myślę, że zachowano świetne proporcje. Jest to film o ucieczce (właściwie wymuszonej) ze świata fantazji. Jest współczesny i zabawny, a jednocześnie uroczo staroświecki. I te elementy są utrzymywane cały czas w koniecznej, ale jakże trudnej równowadze. James Marsden (ostatnio zdobył uznanie w cyklu "X-Men") był podobnego zdania, co jego kolega po fachu. Mam sześcioletniego synka i dwuletnią córkę. Nie mogę ich zabierać na filmy ze swoim udziałem. W ogóle rzadko chodzimy do kina. A tym razem dzieciaki będą mogły zobaczyć tatę i obejrzeć inteligentne widowisko familijne. Jeśli chodzi o moją postać, ma ona wielki komediowy potencjał. Książę czołowo zderza się z wielkomiejskim, cynicznym światem. Największą trudnością była świadomość, że gram postać z kreskówki. Nie można było przeszarżować. Książę czuje się na Manhattanie jak przybysz z innego wymiaru, jest zapatrzony w siebie w sposób zabawny i niewinny zarazem. Zdaniem Limy, zamysł Marsdena powiódł się w stu procentach. Podobnie jak wcześniej Adams, aktor podbił go swą interpretacją postaci już podczas przesłuchania. Lima tak komplementował Marsdena: James nadał tej postaci większej niż życie prawdziwy urok i ciepło. Potraktował ją w sposób teatralny, ale było to właściwe i wydobyło jej ważne cechy, bez zniszczenia wiarygodności. Wybitnego brytyjskiego aktora Timothy'ego Spalla (m.in. "Wszystko albo nic" Mike'a Leigh) pozyskano do roli komicznego "czarnego charakteru" wysługującego się Narissie i w niej zakochanego. Nie zdaje on sobie sprawy, że królowa lekceważy go i uważa za bufona. Występowałem w filmach familijnych, ale ten scenariusz ujął mnie od razu inteligentnym połączeniem pastiszu, komizmu i powagi. Byłem pewny, że to będzie świetna rozrywka, więc zgodziłem się bez wahania - mówił aktor. Udało się także zaangażować słynną nowojorską aktorkę, wielką gwiazdę z Broadwayu, laureatkę prestiżowej nagrody Tony, Idinę Menzel, do roli Nancy. Gram bliską mi bohaterkę - mówiła. - Nancy to prawdziwa mieszkanka Nowego Jorku, choć w niektórych punktach jest to obraz celowo i zabawnie przerysowany. Nowy Jork przedstawiany jest w filmach często jako bezlitosne i mroczne miejsce, gdzie ludzie postępują bezwzględnie i za wszelką cenę chcą się wydać cool. To nie jest oczywiście cała prawda. Nancy też udaje twardszą niż jest i chociaż koncentruje się na karierze, to jest to tylko zewnętrzna powłoka, pod którą kryje się romantyczna dusza. To prawda o niej i o moim mieście. Bardzo zła królowa i słodkie dzieciątko Oczywiście żadna opowieść o niewinnej księżniczce nie może obejść się bez prawdziwie groźnego "czarnego charakteru" . W filmie Limy jest to żądna władzy królowa. Zgodziła się ją zagrać jedna z najwybitniejszych obecnie amerykańskich aktorek filmowych, Susan Sarandon. Tak tłumaczyła motywy swej decyzji: Spodobało mi się w tej historii zwłaszcza to, że księżniczka nie jest bezradna, choć na początku jej naiwność nie ulega wątpliwości. Ale ma energię i siłę i to ona w końcu ratuje księcia, a nie on ją. Poza tym, pomysł, by spojrzeć na nowo na klasyczne postaci z tradycji Disneya wydał mi się naprawdę oryginalny, ożywczy i dobrze przeprowadzony. A nie oszukujmy się - w Hollywood nie ma nowych, naprawdę oryginalnych konceptów zbyt wiele. Lima entuzjastycznie wypowiadał się o grze Sarandon. Jako królowa naprawdę potrafi przerazić, mam na myśli zwłaszcza spojrzenie jej oczu. Susan potrafiła wygrać też doskonale postarzającą ją charakteryzację oraz nadać każdemu pojawieniu się swojej postaci charakter pełnego grozy teatru. Postaraliśmy się jednak, by królowa miała pewne wielce oryginalne cechy, których nie uświadczycie w dawnych filmach Disneya. Natomiast Rachel Covey, grająca Morgan, była najmłodszą członkinią obsady. Morgan jest naprawdę miła i słodka. Całkiem podobna do mnie - wyznała rozbrajająco. - Różnimy się tylko jednym: ona w filmie ma sześć lat, a ja, gdy ją grałam, miałam już osiem. Ukryte aluzje, znajome głosy Lima, pracując nad scenariuszem, postanowił w nim zawrzeć wiele zawoalowanych aluzji do dawnych produkcji Disneya. Sytuacje fabularne, a czasem nazwiska i fragmenty dialogów przywodzące na myśl, często nie wprost, sceny z "Królewny Śnieżki" czy innych produkcji, nazwali wraz z Kelly "chwilami księżniczki". Byli pewni, że ich tropienie dodatkowo rozbawi tych, którzy wychowali się na filmach Disneya. Postanowili posunąć się o krok dalej, obsadzając w filmie aktorki, których głosy są związane nierozłącznie z animacjami spod tego znaku. I tak Jodi Benson, czyli głos Małej Syrenki, wystąpiła jako Sam, asystentka Roberta, a Paige Hara - Piękna z "Pięknej i Bestii", wcieliła się w postać Trish, aktorki z opery mydlanej. Milcząca wiewiórka Lima opowiadał, że na pomysł wprowadzenia do akcji wiewiórki Pipa wpadł już podczas pracy nad filmem. Miała to być postać łącząca dwa światy, swoim zachowaniem niejako komentująca postępowanie bohaterów i przez większą część filmu z uporem milcząca. Mówi za nią jej zachowanie. To hołd dla dawnych animatorów Disneya, którzy tego typu pełne ekspresji zwierzęce postaci doprowadzili do perfekcji. A dzisiaj mamy do dyspozycji niesamowite komputerowe możliwości techniczne. Więc zabraliśmy się za Pipa - mówił reżyser. Cudowna Andalazja Animowana kraina Andalazji (na ekranie około dziesięciu minut) zaczęła powstawać na dziewięć miesięcy przed zdjęciami do aktorskiej części filmu. Użyto przede wszystkim tradycyjnych, w wielkiej mierze zarzuconych już technik ręcznie malowanej animacji. James Baxter, legendarny animator ze studia Disneya (pracował przy pięciu pełnometrażowych filmach i wielu krótkich), zajął się na prośbę Limy koordynacją prac i tworzeniem storyboardów. Celem było uzyskanie wspomnianego efektu "skondensowanego stylu Disneya". Po wielu dyskusjach Baxter i Lima doszli do wniosku, że kluczowe będą odwołania do stylu Art Nouveau, który odcisnął silne piętno na plastycznym myśleniu twórców disnejowskich kreskówek. Ważnym elementem było podpatrywanie ruchów i ekspresji ciała aktorów, co czynili rysownicy. Chodziło o to, by aktorzy i ich rysowane odpowiedniki tworzyły niejako jedną osobowość. Także kostiumy ze świata Andalazji i te z Nowego Jorku (zwłaszcza księcia) miały być swoimi możliwie dokładnymi replikami. Baxter mówił, że czuł się wzruszony. To, co ujęło mnie w tym projekcie, to wrażenie nostalgii, ale bez mazgajstwa. Animowany świat traktujemy jako (w pewnym sensie) całkowicie realny, z szacunkiem dla reguł, które w nim panują. Bo jest realny - zamieszkał na stałe w wyobraźni milionów ludzi. Pokazujemy coś nowego, a jednocześnie nie tracimy kontaktu z klasyką. Nowojorski szok, nowojorski taniec i śpiew Przejście z baśniowego świata do realnego miało być szokiem dla Giselle i widzowie też mieli to mocno odczuć. Dlatego Lima zrezygnował z początkowej koncepcji, by księżniczka pojawiała się w Central Parku. Zamiast tego wyekspediował ją w sam środek Times Square. Lubię porównywać ten moment filmu do chwili, kiedy Królewna Śnieżka trafia do mrocznego lasu - mówił reżyser. - Z drugiej strony takie jest zetknięcie przybyszów z prowincji z Nowym Jorkiem: przerażające i ekscytujące zarazem. Ogromne budynki, tłum ludzi, wielki pośpiech. Można poczuć się zagubionym - i takie wrażenie chcieliśmy oddać jak najwierniej. Kręcono w tak słynnych miejscach, jak Central Park, Woolworth Building czy Most Brooklyński (ten ostatni niemal całkowicie zamknięto na czas zdjęć), a także w Steiner Studios na Brooklynie. W scenach zbiorowych pojawiło się ponad 150 statystów i tancerzy. Wielką wagę przykładano do musicalowych partii filmu, muzyki i nowych piosenek, które napisał słynny duet Alan Menken - Stephen Schwartz, wielokrotni zdobywcy Oscarów. Postanowiliśmy cofnąć się do czasów "Królewny Śnieżki" i "Kopciuszka" i oddać na swój sposób hołd utworom z tamtego okresu animacji. No i oczywiście wtrącić jednak coś od siebie - mówił Menken. Lima bez fałszywej skromności stwierdził, że zarówno on, jak i zapewne większość zespołu czuła się podczas pracy tak, jakby wytyczali nowe horyzonty disnejowskiej tradycji. Myślę, że wkraczaliśmy śmiało na nowe ścieżki, tak jak kiedyś czynili to twórcy "Mary Poppins" i może dlatego praca nad filmem była tak ekscytująca. Naprawdę dało się to odczuć!

Obsada

Zdjęcia

Wiadomości

Najlepsze tematy