Yuma

Yuma
Reżyser
Gatunek
dramat, sensacyjny
Obsada
, , więcej
Produkcja
Polska (2012)
Premiery
Kino 10 sierpnia 2012
Dystrybucja
Kino - Kino Świat
Czas trwania
120 min
Wersje
2D
3,8
Oceń
Głosy
26

O filmie

Akcja filmu rozpoczyna się trzy lata po upadku PRL. Zyga (Gierszał) ma serdecznie dość oglądania kolorowego świata tylko w młodzieżowych pismach. Z pomocą kumpli, a także obrotnej ciotki (Katarzyna Figura), zostaje królem "jumy" - drobnych kradzieży w Niemczech. Proceder szybko się rozpowszechnia, miejscowość Zygi dokonuje prawdziwego skoku cywilizacyjnego, a lokalny król jumaków zyskuje powszechny szacunek i powodzenie u płci pięknej (o jego serce wojują w filmie Karolina Chapko i Helena Sujecka). Wkrótce jednak młodym i gniewnym wspólnikom Zygi (Krzysztof Skonieczny i Jakub Kamieński) przestaną wystarczać markowe ubrania i elektronika. Gdy wejdą w drogę rosyjskim gangsterom pod wodzą nieobliczalnego Opata (najbardziej demoniczna rola w karierze Tomasza Kota), a regularnie okradani Niemcy wprowadzą szczelniejszą ochronę przed rabusiami, zabawa w policjantów i złodziei zmieni się w niebezpieczną rozgrywkę. Zajumany świat Wkrótce po upadku realnego socjalizmu na polsko-niemieckim pograniczu rozprzestrzeniła się "juma" - kradzieże na masową skalę, dokonywane po niemieckiej stronie granicy przez młodych Polaków. "To trochę sport, ale i trochę sposób na zdobycie modnych ubrań lub walkmana, na które nie stać rodziców, na prezent dla dziewczyny - opisywała to zjawisko "Gazeta Wyborcza" w 1994 roku, piórem Wojciecha Jankowskiego. - Dwudziestoparolatków w kosztownych ubraniach, jeżdżących szybkimi zachodnimi samochodami z wielką anteną CB-radia i mniejszą telefonu komórkowego widać codziennie w pobliżu przejścia granicznego, w najdroższych zgorzeleckich restauracjach. Wszyscy wiedzą, czym się oni trudnią. (...) Wśród kilkunastolatków wyrzucanych z Niemiec za kradzieże coraz więcej pochodzi z miejscowości oddalonych od zachodniej granicy. Moda na jumę zatacza coraz szerszy krąg". Po kilku latach złote czasy "jumy" minęły. W 2003 roku znany reportażysta Paweł Smoleński pisał w "Gazecie Wyborczej": "Juma - czyli złodziejstwo w Niemczech, rozpowszechnione wśród młodych ludzi w zachodniej Polsce - umarła. Niemcy postawili przed sklepami więcej kukmanów - detektywów i ochroniarzy. Wprowadzili lepsze zabezpieczenia, zawiesili nowocześniejsze kamery. Potrafili na odległość rozpoznać załogi jumaczy (...) Juma umarła, bo również w Polsce wiele się zmieniło. Ile w jednym domu może stać kolorowych telewizorów, wież stereo, rowerów górskich? (...) Słowem - juma umarła z wielu powodów. Lecz wcale nie dlatego, że została obłożona społeczną niezgodą, potępiona. Zwyczajnie - nastał czas, że stała się nieopłacalna, zbyt niebezpieczna, anachroniczna.(...) Niemcy nauczyli się bronić przed najazdem Hunów, złodzieje przegrali z porządkiem, prawem i organizacją. (...) Niektórzy jumacze usiedli na parę lat za przemyt, złodziejstwo, narkotyki, bójki. Kilku zabito w bandyckich porachunkach, kilku zginęło, gdy po pijaku rozbijali się samochodami, kilku zaćpało się na śmierć. Inni wyjechali, za pieniądze z jumy wystawili stragany na przygranicznych targowiskach, niektórzy poszli do szkół, sporządnieli. A ci, którzy przesiedzieli się w Niemczech, kulili się na samą myśl, że mogą wrócić do tamtych aresztów". Socjolodzy także zajmowali się tym fenomenem. W 2009 roku, profesor Grzegorz Gorzelak, ekonomista, specjalista od problemów rozwoju regionalnego i lokalnego, w rozmowie z Arturem Łukasiewiczem z gorzowskiego wydania "Gazety Wyborczej", tak podsumowywał to zjawisko i jego konsekwencje: - "Kwitła "juma", prostytucja, kontrabanda. Owszem, komuś daje to niemałe pieniądze, ale trudno, żebyśmy ankieterom mówili, że jesteśmy z tego dumni. To ma wpływ na samopoczucie. W ramach kiedyś założonego przez nas Klubu Sukcesu Lokalnego, pewnego razu burmistrz z Lewina Kłodzkiego pojechał do Gołdapi. Tam usłyszał o "mrówkach", które chodzą przez granicę parę razy dziennie. Taki operatywny młody człowiek zarabiał w trzy dni tyle, co jego ojciec w miesiąc. Burmistrz z Gołdapi chwalił zapobiegliwych mieszkańców, którzy wyciskali z granicy, ile się da. Wójt Lewina go przestrzegł. Mówił: to zły model, będziesz jeszcze tego żałował. Miał świętą rację. Łatwy zarobek demoralizuje, dzieci przestają szanować rodziców. Pękają więzi społeczne. Po latach okazuje się, że patologie pogranicza hamują rozwój lokalny." Magnetyczny Gierszał Reżyser był zdania, że jednym z najważniejszych kluczy do sukcesu filmu jest obsada. Bardzo istotne było znalezienie pełnego charyzmy wykonawcy roli Zygi. Powierzono ją Jakubowi Gierszałowi, znanemu z filmu "Wszystko, co kocham" (polski kandydat do Oscara 2011), gdzie zwrócił na siebie uwagę doskonałą rolą Kazika. Wielkim sukcesem aktora (i reżysera) stała się "Sala samobójców" Jana Komasy, także z Gierszałem w roli głównej. Film doceniła większość krytyki, ale co może ważniejsze - również publiczność. Wybijający się aktor stworzył tam postać buntownika z dobrego domu, prowokatora i nadwrażliwca, który zamyka się - z tragicznymi skutkami - w wirtualnym świecie. Tym występem przekonał do siebie wielu młodych. W jego postaci odnaleźli własne niepokoje i sprzeczne, skrajne emocje. Natomiast Zyga to chłopak z innej epoki i o innym społecznym pochodzeniu. Jego środowisko Brzegi, nadodrzańska miejscowość, z której jest tylko rzut beretem do innego, piękniejszego świata, jakim jawi się bogaty niemiecki Frankfurt. Zyga nie jest po prostu chciwy i zły - przeciwnie, fascynuje go postać niezłomnie szlachetnego farmera Dana Evansa z klasycznego westernu Delmera Davesa "15.10 do Yumy" (1957). Odwołania do tego filmu stanowią istotny element filmu. Mimo to, wkrótce młodego bohatera pochłonie "jumanie" - kradzieże w sklepach po drugiej stronie granicy. Dzięki zdobywanym tam fantom nie tylko wyrwie się z biedy i beznadziei, ale zyska szacunek całego miasteczka. Jednak droga na skróty okaże się pełna pułapek... - "Zyga ma naturę buntownika - tłumaczy reżyser. - Do tej roli szukaliśmy aktora w typie Jamesa Deana, wrażliwego outsidera, który wywiera jednak przemożny wpływ na całe swoje otoczenie. Kuba Gierszał idealnie pasuje do tego opisu, jest pozornie wycofany, wyciszony, ale ma magnetyczną osobowość." Groźny Kot Kolejnym aktorem zaangażowanym do udziału w "Yumie" był Tomasz Kot. Nie bez powodu. Swą wszechstronność udowadnia od kilku już lat. Fani Viggo Mortensena znają na pewno film "Wschodnie obietnice" ("Eastern Promises", 2007) Davida Cronenberga, w którym amerykański aktor koncertowo zagrał rosyjskiego gangstera Nikolaia. Teraz z podobnym zadaniem zmierzył się właśnie Kot ("Testosteron", "Erratum"), który dał portret postaci pod pewnymi względami podobnej. Jak głosi fama, Mortensen, by wiarygodnie wcielić się w Nikolaia, wybrał się w podróż po Rosji, ciężko pracował nad syberyjskim akcentem i zapoznał się z mafijnym kodeksem postępowania, w tym ze znaczeniem tatuaży w tej specyficznej subkulturze. Tomasz Kot również się nie oszczędzał. U Mularuka zagrał Opata, byłego rosyjskiego żołnierza z Afganistanu, potem alfonsa, a w końcu wpływowego gangstera, który staje na drodze młodych bohaterów filmu. Kot bywał ostatnio kojarzony przede wszystkim z rolami komediowymi, ale przecież niejednokrotnie udowadniał, że sprawdza się także w innym repertuarze. Za rolę frontmana "Dżemu" Ryszarda Riedla w "Skazanym na bluesa" (2005) dostał w Koszalinie nagrodę Super Jantar za najlepszy debiut aktorski ostatniego dziesięciolecia. Podczas przygotowań do tamtego filmu przeniósł się do mieszkania Riedla w Tychach, gdzie przesłuchiwał płyty jego słynnej grupy. Z kolei przed "Yumą", dzięki rygorystycznej diecie i specjalnemu treningowi, schudł aż 15 kilogramów! Na planie musiał cierpliwie poddawać się skomplikowanej charakteryzacji, której wymagał wygląd jego pokrytego bliznami i tatuażami bohatera. Jak widać, nieobce mu są techniki, którymi w pracy posługuje się także jego amerykański kolega... Kot przyznał, że bardzo cieszy go, iż ma okazję zmierzyć się z rolą czarnego charakteru. - "Jako postać ufam swojej wewnętrznej mocy - powiedział. - Jako aktor wierzę, że zadziała trening i cała praca, jaką w tę postać wkładam." Figura w ogniu Bez udziału Katarzyny Figury ("Żurek", "Zemsta", "Pianista") reżyser nie wyobrażał sobie filmu. Warto podkreślić, że rola przebojowej Halinki od początku pisana była z myślą o niej. Zagrała uwodzicielską kobietę o złotym sercu, a jednocześnie burdelmamę, która de facto rządzi całą okolicą. Halinka, obdarzona bujną urodą i zmysłem do biznesu, roztacza opiekę nad Zygą, lokalnym bohaterem "jumy". - "Trzeba brać życie we własne ręce" - mówi przedsiębiorcza kobieta do Zygi. - "Wiatr historii wieje, a ty chłopaka w domu zamykasz" - wyrzuca jego matce. Figura przeżyła groźne chwile podczas kręcenia sceny pożaru. Jej bohaterka, próbując ratować dorobek swego życia, naraża się, podchodząc zbyt blisko do szalejącego ognia. Aktorka nie wahała się zagrać tak, by scena wyglądała jak najbardziej wiarygodnie. Ekipa filmowa najadła się strachu, widząc, jak płomienie niemal osmalają Figurze twarz! Dlaczego aktorka podjęła takie ryzyko? Reżyser wspominał inną sytuację, w której gwiazda także przekroczyła ramy scenariusza: - "Kasia Figura w scenie w solarium sama zdjęła gorset, bo uznała, że to potrzebne." I dodawał: - "Myślę, że aktorzy czują, że to film, którego realizację traktuję serio. A to procentuje." Jumacze w rolach jumaczy Zdjęcia do filmu powstawały w Warszawie, Cieszynie, Krośnie Odrzańskim i Frankfurcie nad Odrą. Bardzo ważną ich część nakręcono w Krośnie Odrzańskim, mieście malowniczo położonym w dorzeczu Odry, 30 kilometrów od granicy polsko-niemieckiej. Jako statyści pojawili się mieszkańcy tego regionu, którzy tłumnie stawili się na castingu, pragnąc przeżyć filmową przygodę. Jak pisała jednak "Gazeta Lubuska", obok powszechnego entuzjazmu, słychać było także sceptyczne głosy. Niektórzy obawiali się, że miasto zacznie być kojarzone z zagłębiem złodziei. Film opowiadał przecież o pochodzących stąd "jumaczach", którzy w latach 90. plądrowali sklepy po drugiej stronie granicy. Ale większość mieszkańców kibicowała filmowcom, widząc w ich wizycie szansę na promocję miasta. Zresztą, nie da się przecież odciąć od przeszłości, jak tłumaczył dziennikowi przewodniczący rady miasta Tomasz Miechowicz. Zjawisko "jumy" po raz pierwszy trafi na ekrany, ale dla mieszkańców Krosna nie jest to temat nowy. "Gazeta Lubuska" przypomina, że przed laty prowadziła reporterskie śledztwo w tej sprawie. "Gdy jakieś dziesięć lat temu pojawiła się sensacyjna informacja, że młodzieńcy z Krosna obrabowali jubilerów w całej Europie, nikogo w tym mieście nie zaskoczyła" - pisała gazeta. - "Mówiło się o tym od lat na ulicy, w szkole, a nawet w kuluarach miejscowej komendy policji. Za zachodnią granicą nazywano gangi napadające na sklepy Hammerbande (młotkowa banda). U nas przyjęła się nazwa "jumacze". Film pokazuje, jak zwykli chłopcy z blokowiska, nieoczekiwanie dla siebie samych, zmieniają się w przestępców, a dla lokalnej społeczności - w prawdziwych bohaterów.

Recenzja - Yuma

7 sierpnia 2012
"Yuma" Piotra Mularuka to połączenie kina akcji, komedii, romansu i westernu. Opowiada historię Zygi (Jakub Gierszał), dowódcy grupy "jumaczy", który usiłuje poradzić sobie z małomiasteczkową rzeczywistością okresu transformacji.

Obsada

Zwiastuny

Zdjęcia

Wiadomości

Najlepsze tematy