Odlot

Odlot
Tytuł oryginału
Up
Reżyser
,
Gatunek
animacja, familijny
Produkcja
USA (2009)
Premiery
Kino 16 października 2009, DVD 5 lutego 2010, Blu-ray - 5 lutego 2010
Dystrybucja
Kino - Forum Film, DVD - CD Projekt, Blu-ray - CD Projekt
Czas trwania
96 min
Wersje
2D
3,9
Oceń
Głosy
52

O filmie

Przygoda jest daleko stąd ...to zawołanie Muntza, które niegdyś zachwycało Ellie i Carla. Filmowcy postanowili wykreować własny Zaginiony Świat. Scenograf Ralph Eggleston, który pracował chociażby przy "Gdzie jest Nemo" i "WALL-E", zasugerował twórcom filmu, by inspiracji szukali w dżunglach Wenezueli, Gujany i Brazylii. Ralph dał nam DVD z dokumentem na temat gór tepui (zwanych też mesas), czyli gór stołowych i już wiedziałem, gdzie ulokujemy akcję naszego filmu. To właśnie tam Arthur Conan Doyle umieścił akcję swej słynnej powieści "Zaginiony świat" z 1912 roku, o krainie pełnej prehistorycznych zwierząt. I wiedział, co robi! - entuzjazmował się Docter. - To miejsce spełniało dwa potrzebne nam, a niemal wykluczające się warunki: niecodzienna, bajkowa wręcz sceneria, a jednak realna i wiarygodna. Ekipa postanowiła zobaczyć te trudno dostępne miejsca na własne oczy. Filmowcy dotarli na szczyt Roraima (2810 m n.p.m.) w Gujanie, jedynej góry tego typu nieźle dostępnej dla turystów i niestety już z tej racji nieco zdewastowanej. Można tam wspiąć się dzięki korzystnemu, naturalnemu ułożeniu skał. Porastająca je roślinność jest bardzo niestabilna. Wyczerpująca wspinaczka przypominała koszmar - wspominał Peterson. - Trwała ponad siedem godzin, a my wzięliśmy ze sobą zbyt dużo sprzętu. Gdy dotarliśmy na górę, zapadał już zmierzch. Ogarnęło nas takie zmęczenie, że ledwie byliśmy w stanie rozstawić namioty i przygotować ciepły posiłek. Niektórzy z ekipy płakali, i ze zmęczenia, i ze szczęścia, że to już koniec. Ale to, co zobaczyliśmy o świcie, było wielką nagrodą. Jestem przekonany, że nigdzie indziej na świecie nie ma tak niezwykłych skalnych form. Członkowie ekspedycji musieli stawić czoło zabójczym mrówkom (ich ukąszenie może zabić w 24 godziny), uciążliwym moskitom, skorpionom, jadowitym wężom i żabom. Potem udali się do Kukenan, zwanym także Matawi Tepui. Te okolice miejscowi Indianie Pemon nazywają "miejscem zmarłych". To miejsce miało wygląd dużo bardziej surowy, skały były o wiele bardziej masywne - opowiadał scenograf filmu Ricky Nierva. - Spytałem naszego przewodnika, dokumentalistę Adriana Warrena, autora filmu "The Living Edens: The Lost World - Venezuela's Ancient Tepuis", ilu ludzi tu przed nami było, może setki? Powiedział, że jego zdaniem można ich liczyć jedynie w dziesiątki. Zespół odwiedził też Salto del Angel czyli Angel Falls (979 metrów) w Wenezueli, najwyżej położony wodospad na świecie, który zainspirował filmowe Paradise Falls. Filmowcy nakręcili we wszystkich tych miejscach wiele zdjęć, które stały się punktem wyjścia do dalszej pracy. Wykorzystali też mnóstwo profesjonalnych dokumentów oraz amatorskich filmów i zdjęć ukazujących skały i specyfikę tamtejszej flory. Klasyczny minimalizm W swych dotychczasowych utworach twórcy z Pixara próbowali różnych wizualnych stylów. Tym razem postawili na klasyczny minimalizm i nie ukrywali inspiracji dawnymi dokonaniami wytwórni Disneya. Zdecydowaliśmy się na odejście od wielu poprzednich poczynań Pixara - tłumaczył producent Jonas Rivera. - Chcieliśmy, żeby nowy film miał niepowtarzalny własny wyraz. Moim żywiołem jest kaprys i karykatura, postanowiliśmy więc nawiązać do tradycji Disneya w tym względzie, chociażby do "Kopciuszka" i "Piotrusia Pana" - wyjaśniał Docter. - Proszę zwrócić uwagę, jak niziutki jest Carl, jak pękaty jest Russell. Technika komputerowa daje obecnie możliwość niezwykle dokładnego odwzorowania szczegółów. A my dążyliśmy do ich świadomego uproszczenia. Rivera opowiadał o konsekwencjach takiego artystycznego wyboru. Nie staraliśmy się dokładnie studiować ludzkiej mimiki czy faktury ubrań, nic chcieliśmy bowiem imitować rzeczywistości; tym razem nie to było naszym celem. Natomiast pilnie analizowaliśmy prace George'a Bootha, Mary Blair i ilustracje książkowe Martina Provensena, a także ilustracje Hanka Ketchama do "Dennisa rozrabiaki". Nierva odgrywał kluczową rolę w tej ogromnej pracy. Na nasz użytek nazwaliśmy sposób podejścia do tematu "kompleksową prostotą" - mówił. - Chcieliśmy zrezygnować po prostu z wielu szczegółów, ale tak, żeby nie wyglądało to na drogę na skróty i taniochę. Nie mieliśmy zamiaru kręcić realistycznej opowiastki, świadomie karykaturowaliśmy postaci bohaterów, ale nigdy w ten sposób, by widz stracił z nimi emocjonalny związek. Na przykład plastyczny wyraz postaci Carla i Russella oparliśmy na motywie koła i kwadratu. Kwadrat symbolizował przeszłość, koło przyszłość. Carl utknął w przeszłości, zwłaszcza po śmierci Ellie. Natomiast Russell ma w sobie dziecięcy dynamizm i optymizm. Staraliśmy się dać temu wizualny wyraz. Ważne dla dramaturgii filmu było wykorzystanie koloru, proste acz efektywne. "Odlot" zaczyna się od czarno-białej kroniki, potem nabiera barw w sekwencjach dotyczących dzieciństwa i młodości Ellie oraz Carla. Po jej śmierci barwy coraz bardziej blakną, wreszcie pojawia się Russell i nasycone kolory stopniowo powracają. A potem, z każdą nową pojawiającą się postacią, paleta barwna coraz bardziej się rozszerza. Bohaterowie, jakich nie znaliście W szczytowym okresie pracy nad filmem pracowało aż 70 animatorów. Jedną z ich głównych trosk było właściwe wcielenie w życie głównej idei Doctera - połączenie karykaturalnego wyglądu z subtelnym rysunkiem psychologicznym bohaterów. Tom Jordan, odpowiedzialny za tworzenie modeli, ubiorów, wyglądu i ruchu postaci wspominał, jak trudne było to zadanie. Jestem przekonany, że Carl jest najbardziej skomplikowaną postacią w dotychczasowych filmach Pixara. Animacja niesie wiele ograniczeń w przedstawieniu niuansów ludzkich ruchów i mimiki, zwłaszcza jeśli chodzi o osoby starsze. Dlatego jest bardzo dobrze, gdy animatorzy uczestniczą aktywnie w ich kreowaniu już od wczesnych etapów produkcji. Tak stało się tym razem. Największym wyzwaniem było znalezienie równowagi pomiędzy świadomym uproszczeniem a elementami realizmu. Nie widzimy porów skóry Carla, nie ma on otworów w uszach. To się mogło udać tylko pod warunkiem dysponowania głosem, który celnie dopełniłby postać, uruchomił wyobraźnię widzów. Docter opowiadał, że najpierw sporządzono listę cech, jakie musiał mieć Carl. Jest zrzędliwy, szorstki, ale ma też bardziej miękką stronę osobowości. Wbrew pozorom troszczy się o innych. I jest zabawny. To było dla nas bardzo ważne. Nazwiskiem, które powracało w naszych dyskusjach o aktorze, który mógłby użyczyć Carlowi głosu, był Ed Asner. Tak, on był po prostu stworzony, by to zagrać! Animator Scott Clark mówił: Kiedy Ed zgodził się na współpracę, wiele spraw bardzo się uprościło. Słysząc go, my, animatorzy, dostosowaliśmy nasze pomysły do jego interpretacji. John Lasseter dodawał: Kiedy usłyszycie Eda, nie będziecie mieć wątpliwości, że nie macie do czynienia z wygenerowaną komputerowo postacią, ale - by tak rzec - z bohaterem z krwi i kości. Bardzo polubiłem Carla, bo ma on marzenia i nie pozwala otoczeniu, by je zniszczyło - komentował Asner. - Bardzo poruszający jest też sposób, w jaki stopniowo adoracja zmarłej żony zamienia się w uczucie do chłopca, który niespodziewanie pojawił się w jego życiu i który tak bardzo uczuć potrzebuje. Jest to też więc historia odrodzenia. Russell pomaga Carlowi wydobyć się z poczucia straty i z szorstkości, w jakiej się pogrążył. Uwielbiam pracę polegającą na grze głosem, wyrażanie nim wszelkich akcentów i niuansów charakteru postaci. Pete i jego chłopcy wymagali ode mnie wiele. Chcieli, bym każdą linijkę tekstu, każdy dialog zaprezentował w kilkunastu wersjach. Wierzyli, że jestem w stanie to zrobić. Więc robiłem. W dodatku, główna idea filmu była mi bardzo bliska - też uważam, że dwie samotne dusze są lepsze od jednej. Przełamywanie izolacji między ludźmi - to jest bardzo ważne, to nadaje życiu sens. Postać Russella sprawiła filmowcom wiele trudności. Skrywa się on za ekwipunkiem skauta, w dodatku nie ma właściwie szyi. Trzeba było uczynić jego ruchy i mimikę wiarygodnymi, pomimo tych ograniczeń i utrudnień. Znowu więc rolę decydującą odegrał głos. Przesłuchano 450 chłopców z całego kraju. Nagai nie miał zamiaru brać udziału w przesłuchaniu, przyszedł z bratem, utalentowanym chłopakiem, który miał już na koncie występy w wielu reklamach. Rivera tak to wspominał: Z Bobem Petersonem usłyszeliśmy jego głos, gdy opowiadał o zajęciach judo i od razu wiedzieliśmy: mamy naszego Russella! O czymkolwiek Jordan by nie mówił, sposób jego mówienia był pełen zaskakujących meandrów i było to niezwykle naturalne i zarazem zabawne - dopowiadał Docter. - Wykorzystaliśmy to do wzbogacenia postaci Russella. Jordan tak puentował pracę debiutanta: Nie jest jeszcze aktorem, ale ma tę bezcenną naturalność i rodzaj ujmującej naiwności. Można powiedzieć, że robił jak najlepsze pomyłki. Dzieci będą czuć, że to prawdziwy dzieciak. Natomiast młody aktor uchylił rąbka tajemnicy, opowiadając, w jaki sposób reżyser potrafił wydobyć z niego autentyczność. Gdy miałem być podekscytowany czy rozeźlony i głośny, prosił, bym pobiegał trochę naokoło stolika, a potem mówił swe kwestie. To dobrze działało - wyznał.Do roli Muntza, także bardzo złożonej, potrzebowano nie byle jakiego aktora. Docter podkreślał, że Muntz jest ważnym spoiwem fabuły - inspiruje Carla do marzeń, a z czasem staje się jego przeciwieństwem. Christopher jest aktorem o wyjątkowym instynkcie. Dawał nam dwie, trzy wersje każdego dialogu, odmienne, lecz równie doskonałe. Czasem mieliśmy naprawdę poważne trudności, którą wybrać - zachwycał się reżyser. Postać, którą gram, to nie jest schematyczny czarny charakter. Ma wielką osobowość. Jestem fanem Pixara i także dlatego przyjąłem tę rolę. Ale także dlatego, że bardzo lubię pracować nad animacją, przypomina mi to moje początki w radiu - mówił aktor. Twórcy wiele uwagi poświęcili postaci niezwykłego ptaka Kevina. Musiał być pełen godności i zarazem zabawny. Szczególną uwagę przywiązywano do piór - miały wyglądać tak pięknie i niezwykle, by widzowie mogli zrozumieć, dlaczego Muntz z taką pasją tropi go przez 50 lat. Ale jednocześnie miały wyglądać wiarygodnie. Inspirację czerpano między innymi z wyglądu upierzenia rzadkich gatunków ptaków zamieszkałych w Himalajach. W Pixarze eksperymentowano nad wieloma rodzajami włosów, ale piór jeszcze dotąd nie robiono. Problemem było zupełnie inne rozkładanie się refleksów świetlnych. Peterson zdradził, że z kolei kluczem do postaci Duga była jego uczuciowość i prostoduszność. Jestem psem i kocham was - to było najważniejsze przesłanie. Dug ma nieco nadwagi, ale nie przejmuje się tym. Ważne też było, by Duga i innych członków stada nie uczłowieczyć - psy zachowują się tu jak psy, to obroże mówią za nie. Balony, mnóstwo balonów Jednym z największych technicznych wyzwań było stworzenie przekonującego obrazu balonów unoszących w górę dom Carla i umożliwiających mu napowietrzną żeglugę. Tak opowiadał o tym Steve May, główny reżyser techniczny filmu: Nie jesteśmy rzecz jasna fizykami, ale jeden z naszych pracowników zrobił orientacyjną symulację i doszedł do wniosku, że coś takiego jak dom Carla mogłoby unieść w górę jakieś 20-30 milionów balonów. Na ekranie zobaczymy 10297 balonów w scenach lotu oraz aż 20662 w momencie unoszenia domu w górę. Dokonaliśmy szczegółowej symulacji, biorąc pod uwagę temperaturę powietrza i rozkład wiatrów, a także splatanie się linek. W dodatku, trzeba było precyzyjnie zgrać zachowanie się postaci oraz ich ubrań w tak ważnej scenie odlotu. Dwaj operatorzy zadbali natomiast o to, by film był inny niż typowa animacja komputerowa - sposobem kadrowania, jazdami kamery i wyrafinowanym rodzajem oświetlenia miał bowiem w wielu momentach przypominać aktorską fabułę. Nowe wspaniałe kredki Tak określił Docter wielkie techniczne możliwości, jakie dała technologia 3D. Opowiadał, że te nowe środki wyrazu pomogły doskonale podkreślić kontrast pomiędzy klaustrofobicznym wnętrzem domu Carla a ekspansywnością i zapierającą dech przestrzenią, z jaką mamy do czynienia, gdy akcja przenosi się do Ameryki Południowej. Bob Whitehill, który szefował zespołowi czuwającemu nad efektami trójwymiarowymi, podkreślał, że unikano mnożenia efektów dla samych efektów. Zawsze służą one scenariuszowi i charakterystyce bohaterów. Szło nam zwłaszcza o podkreślenie tego, jak Carl wydobywa się z izolacji, jak w dżungli pojawia się poczucie wyzwolenia i swobody - tłumaczył. Niech grzmi orkiestra Skomponowanie muzyki powierzono Michaelowi Giacchino, który zdobył wielką renomę, pracując przy filmach takich jak "Ratatuj" czy "Iniemamocni". Postanowiłem nie bać się emocji, taką lekcję odebrałem, oglądając klasyczne filmy Disneya i słuchając ich ścieżek dźwiękowych - wyznał kompozytor. Jednym z głównych tematów był utwór przypominający walca, związany z postacią Ellie, której obecność miała być wyczuwalna w całym filmie. Temat ten podlega licznym wariacjom, potężnieje, a na końcu przekształca się w motyw charakterystyczny dla filmu przygodowego. Twórca wyznał, że inspirował się muzyką z takich klasycznych filmów, jak "Piotruś Pan" i "W 80 dni dookoła świata". Nie bałem się uczuć i pięknych melodii. To lekcja, jaką odebrałem od dawnych mistrzów - podkreślał wielokrotnie.

Recenzja - Odlot

16 października 2009
"Odlot", reż. Bob Peterson i Peter Docter, USA 2009, Forum Film, premiera kinowa 16 października 2009 roku.

Zwiastuny

Zdjęcia

Wiadomości

Najlepsze tematy