Reklama

Żywiołowy facet pełen sprzeczności

Nieprzystosowany, ujmujący, ciekawy świata. Leonardo, w którego Tom Riley wciela się w serialu "Demony da Vinci", jest inny, niż myślicie.

Człowiek renesansu - tak określa się słynnego artystę, wynalazcę i wizjonera Leonardo da Vinci. Jego biografia zdaje się być równie fascynująca, jak dzieła, które stworzył. Da Vinci (1452-1515) wynalazł spadochron, strój do nurkowania i pierwszy dokonał sekcji zwłok. Namalował też m.in. "Mona Lisę", "Damę z łasiczką" oraz fresk "Ostatnia wieczerza".

Kim był Leonardo da Vinci (Tom Riley), zanim stał się geniuszem? Bo przecież jako 20-latek nie był mędrcem z siwą brodą, którego znamy z portretów...

Serial "Demony Da Vinci" to zniewalająca opowieść o burzliwym życiu i wybrykach przyszłego mistrza. Produkcja śledzi "nieopowiedzianą" historię jednego z największych geniuszy świata, w okresie jego burzliwej młodości w renesansowej Florencji. Zanim najbardziej błyskotliwy umysł okresu odrodzenia stał się słynnym florenckim malarzem, znalazł się w środku konfliktu między prawdą a kłamstwem, religią a rozumem...

Reklama

Genialnego Leonarda da Vinci gra Tom Riley. W Polsce serial można oglądać na kanale FOX.

Gra pan bardzo seksownego Leonarda. Radzi pan sobie z rozbieranymi scenami?

Tom Riley: - Nie ma w nich nic komfortowego, bo zwykle jestem nagi w chłodnym pokoju. W scenach z Laurą Haddock mieliśmy dodatkową atrakcję. Pracował z nami kamerzysta, którzy miał problemy z oddychaniem. Stał oddalony od nas o niecałe pół metra i sapał. Zagryzaliśmy więc zęby i kręciliśmy dalej, chichocząc.

Czy da Vinci, którego znamy z portretów, czyli sędziwy mędrzec z długą brodą, był inspiracją dla granej przez pana postaci?

Tom Riley: - Nie. Ten starzec, którego kojarzymy ze względu na jego wiedzę i niesamowite prace, stał się znanym nam mistrzem, bo był takim młodzieńcem, jakiego sobie wyobraziliśmy i przedstawiamy w serialu. Pragnąłem pokazać, co sprawiło, że Leonardo był tak mądry, uwielbiany, rozpoznawany, otaczany legendami. Sądzę, że to droga, którą przebył, jest najciekawsza. W naszym serialu wszystko jeszcze przed nim i to jest ciekawe...

Co najbardziej przyciąga pana w da Vincim?

Tom Riley: - Jego ludzka strona. To, że nie mógł usiedzieć w miejscu. Nieustający natłok myśli. Spekuluje się, że cierpiał na autyzm. Z jednej strony nie mógł przystosować się do społeczeństwa, z drugiej był na tyle ujmujący, że potrafił zauroczyć ludzi i wciągnąć do swojego świata. Kiedy się nim zachwycali, zaczynał się nudzić. Był żywiołowym facetem o osobowości pełnej sprzeczności. Wszystko, co o nim przeczytałem, różniło się od siebie, a niejednokrotnie wykluczało. A co, jeśli łączył w sobie te sprzeczności?


Jak pan go sobie wyobrażał?

Tom Riley: - Kojarzyłem go z lekcji historii jako życzliwego mędrca. Nie przypuszczałem, że był wygadanym cwaniakiem, który kwestionował władzę. Być może dlatego, że jeśli taka postać staje się legendarna, myśli się o niej z szacunkiem, mając w pamięci jej dokonania. Oczywiście to jest w porządku. Ale w jego przypadku powinniśmy uświadomić sobie, że swoim zachowaniem balansował na krawędzi. Był bękartem, nie mógł dołączyć do cechu artystów, nie miał wykształcenia, a mimo to nie pozwolił, by to go ograniczało. Tym mnie zaintrygował. - Aha,

taki jesteś. Bycie artystą nie było łatwe w tamtym czasie. Potrzebna była uprzywilejowana pozycja. On jej nie miał.

Kiedy poczuł pan, że wreszcie jest w roli?

Tom Riley: - Uwielbiam scenę pod koniec pilotowego odcinka, kiedy Leonardo rozmawia z Wawrzyńcem i mówi: - Wszystko, co sobie wyobrazimy, pewnego dnia zostanie zbudowane. Dla mnie to był ten moment odkrycia, kim jest facet, który mówi, że ogranicza nas tylko wyobraźnia. To niesamowite, że ktoś tak ograniczony przez otaczającego go społeczeństwo i czas, był w stanie powiedzieć, że nie ma granic, że ograniczają nas tylko nasze wyobrażenia.

Rozmawiała Karolina Bednarska


Tele Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Tom | aktor | FOX | serial
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy