Reklama

Urszula Chincz: Wchodzę jako "ta trzecia"

Zadebiutowała na antenie TVN we wrześniu 2014, a dziś nie wyobraża sobie bez telewizji życia. Woli pracę w terenie, choć i studio ma dla niej swoje uroki. Teraz będzie jeździć po Polsce z "Dzień Dobry Wakacje".

Czy Urszula Chincz zostanie w ekipie "Dzień Dobry TVN" na dłużej?

Zadebiutuje pani w najbliższy weekend w porannym programie TVN "Dzień Dobry Wakacje" (letnia wersja "Dzień Dobry TVN") jako współprowadząca. Ma pani tremę?

Urszula Chincz: - Pewnie, że mam! Zwłaszcza że od blisko roku nie pracowałam w studiu. Niewykluczone, że całkowicie wyszłam z wprawy. Na szczęście trema mnie mobilizuje, dodaje mi skrzydeł. Mam nadzieję, że tak będzie i w tym przypadku.

Zasili pani słynny duet: Dorota Wellman - Marcin Prokop...

- Rozdzielony duet - 4-5 lipca pojawię się w parze z Marcinem, a 11-12 lipca z Dorotą, tak więc wchodzę jako "ta trzecia". Wiem, że to niewdzięczne zadanie, zwłaszcza że stanowią oni lubiany przez telewidzów team. Z drugiej strony bardzo się cieszę, bo oboje od początku mi kibicowali, doświadczyłam od nich wiele życzliwości.

Co zobaczymy w letnim wydaniu telewizji śniadaniowej?

- Przygotowaliśmy mnóstwo lekkich, ciepłych, rodzinnych tematów. Chcemy być w tym okresie blisko widzów, stąd będzie dużo łączeń "na żywo" z miejsc, gdzie wypoczywają Polacy. Będą też oczywiście przydatne informacje dla tych, którzy spędzają lato w domach - dla samotnych, zapracowanych, młodych i starszych. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Reklama

Latem pojawi się pani przed kamerą gościnnie, ale - jak donoszą portale internetowe - może pani pozostać w programie "Dzień Dobry TVN" na stałe...

- Widać portale wiedzą więcej niż ja (śmiech). Prawdę powiedziawszy... nie mam pojęcia, co będzie dalej.

Woli pani pracę w studiu, czy w terenie, gdzie działała pani przez ostatni rok?

- Obie formy mają swoje zalety, toteż obie bardzo lubię. W studiu prowadzimy najczęściej rozmowy na tematy mi bliskie - sama jestem mamą, prowadzę dom, interesują mnie nowinki, w terenie zaś odkrywam "nowe światy", docieram do ludzi i miejsc, których w innych okolicznościach nie miałabym szansy poznać. W ogóle kocham tę robotę telewizyjną, jest moją wielką pasją!

Od początku miała pani wysoko ustawioną poprzeczkę - przez wzgląd na tatę, śp. Andrzeja Turskiego, znanego publicystę, którego z żalem pożegnaliśmy półtora roku temu. Odebrała pani w jego imieniu Platynową Telekamerę za zasługi dla polskiego dziennikarstwa, przyznaną przez redakcję "Tele Tygodnia" w 2014 roku...

- Tak, to była wzruszająca chwila... Jestem wdzięczna losowi, że dał mi przywilej wzrastać u boku jednego z najznamienitszych fachowców w tej dziedzinie, czerpać z jego rad, wsparcia, doświadczenia. Aczkolwiek nasze formy aktywności były całkiem odmienne - tata zajmował się dziennikarstwem informacyjnym, publicystyką międzynarodową. Zdaje się, że nie końca pojmował ideę telewizji śniadaniowej, w której ja się odnalazłam. Wcześniej próbowałam sił w różnych dziedzinach, wiele czasu i wysiłku włożyłam w naukę języków - mówię po francusku, włosku i angielsku - w końcu jednak stanęło na dziennikarstwie, zgodnie z mym kierunkiem wykształcenia. Szczerze mówiąc, tacie nie bardzo się ten wybór podobał, ale chyba mnie rozumiał, świadom, że to po nim przecież odziedziczyłam tego medialnego bakcyla!

Zawsze mogła pani pójść w kierunku medycyny, wzorem mamy - lekarki.

- O nie, od początku mama mnie przed tym broniła, jak mogła, twierdząc, że to zawód zbyt ciężki dla kobiety. Widać była skuteczniejsza od taty (śmiech)...

Jak się rysuje przyszłość pani syna Rysia? Czy zapowiada się na trzeciego już - pokolenie za pokoleniem - dziennikarza w rodzinie?

- Trudno powiedzieć. Rysio ma dopiero 6 i pół roku i jest na etapie marzeń, by zostać strażakiem. Zdradza też talent matematyczny i informatyczny - po ojcu. Zobaczymy, na kogo wyrośnie.

Co z pani wakacjami? Czy praca w telewizyjnym magazynie nie pokrzyżuje rodzinnych planów wyjazdowych?

- Na szczęście nie. Mam cały miesiąc wolnego i myślę, że uda mi się odsapnąć po ciężko przepracowanym sezonie. Ponieważ nasz syn jest jeszcze mały, nie planujemy dalekich podróży. I dobrze - u nas w kraju jest wystarczająco dużo pięknych zakątków. Na pewno chcemy pojechać nad morze, moje ukochane miejsce wypoczynku, coroczny stały punkt wakacyjnego repertuaru. I nad jeziora - po tacie kultywuję pasję wędkarską, którą staram się zarazić także Rysia. Muszę przyznać, że całkiem nieźle nam to wychodzi. A jak wystarczy czasu, to planujemy jeszcze wypad w góry. Oby tylko pogoda dopisała!

Rozmawiała Jolanta Majewska-Machaj
 

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Urszula Chincz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje