Reklama

Stephen Graham: Sparring z Alem Pacino

Stosunkowo niski wzrost, krępa figura i pełna pewności siebie aura sprawiają, że najczęściej grywa zadziornych łobuzów, gangsterów, ale i twardych gliniarzy. I robi to świetnie - u Guya Ritchiego w "Przekręcie", u Shane’a Meadowsa "To właśnie Anglia", u boku Toma Hardy’ego w "Tabu", czy pod okiem Martina Scorsese w "Gangach Nowego Jorku", "Zakazanym imperium" - a teraz w "Irlandczyku". Al Pacino nie ma tu z nim łatwo. Rozmawiamy ze Stephenem Grahamem.

Stephen Graham na premierze filmu "Irlandczyk" w Londynie (13 października 2019)

Najpierw bliski współpracownik, może nawet przyjaciel, potem wróg numer jeden Jimmy'ego Hoffy. Anthony Provenzano znalazł sobie bardzo wygodne miejsce, wysoko w hierarchii związków zawodowych Teamsters, które trzymały w garści Amerykę Hoffy i Nixona. Zmarł jednak nie w luksusowej willi, a w więzieniu. Przez jakiś czas siedział w nim razem z Hoffą. Przyczynił się do jego upadku.

Reklama

W "Irlandczyku" Martina Scorsese brawurowo gra go Brytyjczyk Stephen Graham ("Przekręt", "Tabu", "Rocketman", "Gangi Nowego Jorku", "Zakazane imperium", "To właśnie Anglia"). Z aktorem rozmawialiśmy w Londynie w trakcie dnia prasowego na 63. BFI London Film Festival. "Irlandczyk" zamknął festiwal.

Dagmara Romanowska: Na miejscu Hoffy sama miałabym ochotę poczęstować Tony'ego sierpowym. Co za irytujący z niego typ. Uparty kombinator i spryciarz. I faktycznie sparringujesz się z grającym Hoffę Pacino na ekranie. Jakie to uczucie?

Stephen Graham: - Byłem przerażony! Wcześniej zagrałem wszystkie swoje mniejsze sceny, np. golfa z prezydentem Nixonem, czy wiec ze związkami. Bazowałem na dokumentalnych rejestracjach z tego okresu. Mogłem podpatrzeć sposób, w jaki Tony Provenzano poruszał się, jak gestykulował, mówił. To była łatwizna. Dość wygodnie się w tym czułem, aż przyszedł dzień, gdy miałem usiąść z Alem Pacino przy stole w więziennej stołówce. Miało dojść między nami do rękoczynów. Spotkaliśmy się wcześniej. Rozmawiali. Pacino był cudowny. Ale tego poranka oblał mnie zimny pot. Spanikowałem i w geście rozpaczy zadzwoniłem do swojej partnerki i mówię: "Wiesz co. Nie wiem. Nie wiem czy dam radę to zrobić". "Ale o czym mówisz? O co ci chodzi?". "Nie wiem jak to zrobić. Straciłem jaja". "Ale co ty mówisz". "Mam grać scenę z Pacino. Nie mam pojęcia jak to zrobić". "Scorsese cię wybrał. Nie po raz pierwszy. Grasz od lat. Zbudowałeś tę postać. Znasz dialog, więc bierz się w garść i idź to zrobić. Baw się dobrze". "Dobra! Jestem Spartakusem. Zrobię to". Dzięki tej rozmowie nabrałem siły, ale przed trema naprawdę mnie zżerała. Z wiekiem podobno ma być lepiej, ale wygląda na to, że to nieprawda.

Trema bywa czasem pomocna, o ile da się nad nią zapanować.

- Myślę, że gdy ją tracisz, powinieneś spakować walizki i zmienić pracę, bo to oznacza, że ego wzięło górę nad tobą, a to nigdy do niczego dobrego nie prowadzi. Kocham piłkę, a "Irlandczyk" i praca z De Niro, Pacino, Pescim i Scorsese to dla mnie mój własny finał Ligii Mistrzów. Wieczór wcześniej wypolerowałem buty na wysoki połysk, zasznurowałem solidnie i czekam na to, żeby wyjść na boisko i stoczyć dobry mecz. To była świetna zabawa!

Czujesz jakąś różnicę w graniu postaci prawdziwej i fikcyjnej? Anthony Provenzano nie jest pierwszym autentycznym bohaterem, w którego się wcielasz.

- Gdy grasz prawdziwą osobę, czujesz pewien rodzaj odpowiedzialności wobec niej. Rodzaj zobowiązania - chcesz pokazać prawdę tej postaci. Jednocześnie nie chcesz tylko naśladować. Nie chcesz kopiować, a interpretować. Gdy w miniserialu "Little Boy Blue" grałem prawdziwego oficera policji, przegadałem z nim wiele godzin. W przypadku Tony’ego [zmarł na zawał serca w więzieniu w 1988 roku - przyp. DR] mogłem przejrzeć wiele materiałów. Chodzi o prawdę, ale i własną interpretację.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Irlandczyk | Stephen Graham

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje